Sport do Upadłego

Niestety doczekaliśmy czasów, kiedy na Dwójce Liga Mistrzów przegrywa konkurencję z M jak Miłość, a najlepszym przyjacielem każdego kibica stało się urządzenie o swojsko brzmiącej nazwie dekoder. Jeżeli jednak nie jesteście szczęśliwymi posiadaczami takowego, mamy dla was rozwiązanie.

Bradley’s

ul. Sienna 39

FEREN: Ocena 5/5

Jeśli bliższe od nieskazitelnych kortów tenisowych są ci szemrane klimaty brytyjskich kiboli z filmu Hooligans, możesz ich poszukać w Bradley’s Pub. Będzie to co prawda przebieranka, bo lokal położony jest na tyłach eleganckiego Holiday Inn i liczni przesiadujący tam obcokrajowcy do kiboli raczej nie należą. Właściciel – Irlandczyk bardzo dba o oryginalny klimat, jakość transmisji na żywo i pełne szklanki klientów. Podczas ligi rugby pewnie jest grubo. W piątki można posłuchać folkowej muzyki na żywo.

GORZKI: Ocena 4/5

W centrum Warszawy, we wnętrzu przeszklonego biurowca znajduje się ambasada Irlandii. Nie jest to typowa placówka dyplomatyczna. Nie ma tu komputerów, drukarek i starych sekretarek. Zamiast tego mamy tutaj do czynienia z ambasadorem i konsulem Zielonej Wyspy – piłka nożną i zimnym Guinessem. Tutaj nie wydają wiz, jedynie sportowe emocje, których nie studzą nawet wygórowane ceny.  W ofercie również wieczory pokerowe, muzyka na żywo oraz karaoke.

MIETO: Ocena 5/5

Lokal urządzony w stylu typowego irlandzkiego pubu. Ciemne drewno, wyspiarskie menu i możliwość obejrzenia meczu rugby powodują, że można się tam poczuć jak po drugiej stronie kanału La Manche. Pomimo że Bradley’sa znaleźć niełatwo, podczas hitowych meczów futbolowych bywa naprawdę tłoczno i gwarno,  a wokół aż kipi od siarczystych brytyjskich przekleństw. Dużym plusem jest masa pozytywnie nastawionych obcokrajowców, przede wszystkim Anglików, zawsze chętnych porozmawiać na temat ukochanego klubu. Niestety ceny odrobinę wyższe od przeciętnych.

Champions

Al.Jerozolimskie

FEREN: Ocena 4/5

Ten pub wywołuje nieodparte skojarzenia z Jeff’sem przy Polach Mokotowskich. Podobnie niebanalny wystrój z wielką dbałością o szczegóły, równie duża pojemność i niestety ten sam rząd cen w menu. Warto jednak przyjść z wujkiem – maniakiem sportu w odwiedzinach albo gościem zza granicy, żeby zająć stolik ustawiony na najprawdziwszym ringu i obejrzeć walkę albo mecz na  projektorze imponujących rozmiarów. Poza tym od niedawna nie kłuje w oczy widok położonego naprzeciwko Dworca Centralnego.

GORZKI: Ocena 2/5

Największy i najbardziej znany bar sportowy w Warszawie ma wszystko czego potrzeba, żeby przeżywać wydarzenia sportowe w należyty sposób. Ogromna przestrzeń, dwa rzutniki, kilkanaście telewizorów i masa rozentuzjazmowanych fanów. Cóż jednak z tego, skoro lokal stara się wykurzyć stałych bywalców wciąż rosnącymi cenami i pogarszającą się obsługą. Champions zwykł być Mekką każdego kibica ze stolicy, niestety powoli staje się jedynie przechowalnią zagranicznych gości odwiedzających Marriota.

JACEK: Ocena 3/5

Bar sportowy dla białych kołnierzyków. Mimo że ceny są przerażająco wysokie, a obsługa dla ludzi bez garniturów nieszczególnie miła, to jednak Champions ma coś w sobie. Może to kwestia ringu umiejscowionego na środku, może sportowych pamiątek wiszących na każdym kroku i masy telewizorów pozwalających śledzić mecz z każdego stolika. Niestety z racji niemalże idealnej lokalizacji, bez rezerwacji podczas największych imprez możemy mieć problem z wejściem. Warto jednak spróbować, bo niejeden już się w Czampku zakochał.

Ł3 Sports Bar

ul.Łazienkowska 3

FEREN: Ocena 4/5

Pub znajduje się w epicentrum warszawskich emocji sportowych – na krytym stadionie Legii. Jednak nie jest to miejsce dla zwykłego kibica na piwko po meczu, ale lokal z ambicjami. Nie wiem, co na to legioniści z krwi i kości, ale o swojskim klimacie można zapomnieć. Po zajrzeniu do karty nawet wujek w odwiedzinach może się rozmyślić. Ale za to transmisje wydarzeń sportowych obejrzymy w naprawdę wysokiej jakości, a gadżeciarze wyposażą się w T-shirty Ł3 w sklepiku. Kibice podobno nie są zachwyceni.

GORZKI: Ocena 3/5

Żaden nowoczesny stadion piłkarski nie może obyć się bez „swojego” baru. Dlatego też włodarze Legii Warszawa projektując nowy obiekt przy ulicy Łazienkowskiej, wydzielili kilkaset metrów na sportowy bar i restaurację.  Wykończenia w klubowych barwach i archiwalne zdjęcia na ścianach nie pozwolą zapomnieć, gdzie się znajdujemy. Wnętrze jest jednak mało przytulne i nie czuć tutaj swoistej rodzinnej atmosfery prawdziwego pubu. No ale przynajmniej zjeść można Rogala Deyny.

JACEK: Ocena 2/5

Wbrew pozorom lokal nie tylko dla kibiców warszawskiej Legii. Niby urządzony po amerykańsku i stylizowany na Championsa, a jednak w jakiś cudowny sposób zdecydowanie bardziej zjadliwy dla przeciętnego kibica. Niestety ceny, jak to w warszawskich barach sportowych, do najniższych nie należą, z drugiej strony nikogo jednak nie odstraszą. Zazwyczaj spokojne i niezatłoczone miejsce, ale kiedy Legii przychodzi grać na własnym stadionie  robi się naprawdę gorąco.

Komentarze