Muzyczne Podsumowanie. To był rok…
Odcinanie kuponów od minionej sławy, chwytanie się brzytwy (dosłowne) w reżyserowaniu teledysków, porażka najważniejszego festiwalu w Polsce, a także poruszenie na rodzimej hip hopowej scenie muzycznej. To według nas najważniejsze trendy na rynku muzycznym ubiegłego roku, o których warto pamiętać.
Hip-Hopu w Polsce: Michał Wiaderek
Jest wrzesień, wygodnie siedzę w fotelu i bezmyślnie przerzucam telewizyjne kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego do obejrzenia. Wiem, że moja chęć najprawdopodobniej znowu będzie siedziała samotnie w kącie i płakała, ale co tam. Spróbujmy jeszcze raz. Tymczasem na TVN-ie leci Na Wspólnej, Polsat serwuje Samo Życie, na Dwójce M jak miłość, a na Jedynce Pjus razem ze swoimi znajomymi z Alkopoligamii rapuje swój singiel z debiutanckiego albumu… słucham? Rap w publicznej telewizji, na dodatek w prime time, w piątkowy wieczór? Zawsze o tym marzyłem, ale jeszcze raz przecieram oczy ze zdumienia i sam niedowierzam – polski hip hop znów jest w mediach.
Opisana wyżej sytuacja to oczywiście tegoroczny Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie pośród różnych kategorii pojawiła się ta, jak dla mnie, jedyna interesująca – najlepsza płyta hip hopowa. W tej kategorii wystąpił Eldo i Tede, Pjus należał do kategorii Debiuty. Jak doszło do takiej sytuacji? Opolski festiwal skupia artystów i gatunki muzycznej, które są najbardziej popularne i tym samym sprzedają najwięcej płyt. A pod tym względem fani polskiego rapu naprawdę trzymali najlepszy poziom od dobrych kilku lat. Zapiski z 1001 Nocy Eldo utrzymywały się na 1 miejscu listy OLiS przez kilka tygodni i bez problemu uzyskały status złotej płyty (powyżej 15 000 sprzedanych sztuk). Jeszcze lepiej poradził sobie O.S.T.R z koncept albumem Tylko dla dorosłych, który sprzedał się w liczbie większej niż 30 000 sztuk i tym samym może pochwalić się tytułem platynowej płyty. Nie próżnuje też Tede, który tylko w ubiegłym roku wydał dwa, a w sumie trzy albumy – podwójną, już złotą płytę Fuck Tede/Glam Rap i Notes 3D. Wysokie poziomy sprzedaży swoich krążków raperzy zawdzięczają swoim fanom, którzy jako nastolatkowie wsłuchiwali się w premierowe wydanie Skandalu Molesty. To był 1997 rok i początki rapu w naszym kraju. Teraz ci sami słuchacze mają już około 30tki, pracę i pieniądze, które chętnie wydają na zainteresowania, w tym hip hopowe, premierowe albumy. Kupujcie polskie rap płyty, jak nawijał Eldo, a rapu w mediach będzie jeszcze więcej!
Nie da się jednak wyróżnić jednej, najlepszej rapowej płyty tego roku, co także może uzmysłowić wysoki poziom większości produkcji. W tyle nie pozostaje na pewno scena undergroundowa, na której mogliśmy podziwiać mocny debiut Małpy. Bez echa nie pozostał także „Album producencki” Quiza, który obok starych wyjadaczy polskiego podziemia pokazał młodych, znających się na rzeczy raperów. Fani czarnych brzmień szczególną uwagę zwrócili na Karwana i LikIke 1. Może to właśnie oni zawojują polskimi nielegalami 2011 roku? Na pewno trzymamy za nich kciuki i jednocześnie czekamy na najbardziej oczekiwaną premierę polskiego podziemy, czyli długo zapowiadany pełny album Brudnych Serc. Niestety, Zkibwoy i Smarki zgodnie przyznali w wywiadach, że sfinalizowanie płyty może nie dojść nigdy do skutku, co ewidentnie zabolało wszystkich fanów. Z drugiej strony, zaczynająca od nielegala HiFi Banda konsekwentnie buduje swoją pozycję na polskiej scenie i w ubiegłym roku wydała już drugi pełnoprawny album 23:55 zyskując tym samym kolejne rzesze fanów. Pewne jest, że rap w Polsce jest już dużym chłopcem i pewnie jeszcze nieraz nas zaskoczy.
Porażki Opener’a: Justyna Sitarska
Na przykładzie 9 edycji Open’era można dojść do wniosku, że nagrody nie zawsze są dobrym narzędziem motywacji. Po odebraniu statuetki, za Best Major European Festival pan Ziółkowski i spółka postanowili wykorzystać dobrą opinię i już wyrobioną markę. Zaowocowało to najsłabszym open’erowskim line-up’em od kilku lat. Nie ma się co oszukiwać, że takie zespoły jak Hot Chip, Empire of the Sun, Cypress Hill czy The Hives należą do światowej czołówki. O ile słuchanie Programu Alternatywnego w radiowej Trójce (gdzie ogłaszani są open’erowi wykonawcy) w roku 2009 było ekscytujące, o tyle w 2010 rozczarowywało. Co ciekawe, początkowo wielu artystów miało grać na mniejszej World Stage (m.in. Mando Diao), a w końcu wylądowało na Main Stage’u. Można się więc zastanawiać, czy w ostatecznym line-upie nie zabrakło headlinerów, którzy byli w początkowych planach agencji. Z drugiej strony, może w roku 2010 Alter Art postanowił skupić się na rozwoju Coke’a i Selector’a, kosztem właśnie Open’era.
9 edycja uraczyła nas kilkoma gigantami (m.in. Perl Jam, Massive Attack czy Kasabian). Jednak nie można się łudzić, że artyści, którzy zagrali w Gdyni, byli najbardziej pożądani przez organizatorów europejskich festiwali. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze systematycznie rosnące ceny biletów. Możemy mieć jedynie nadzieję, że jubileuszowa, 10 edycja Open’era wynagrodzi nam zeszłoroczną.
Reaktywacji wielkich zespołów: Paulina Głogowska
Gdy zostały ogłoszone pierwsze gwiazdy, które zagrają na festiwalu Primavera w Barcelonie, nikt nie mógł się nadziwić. Jako headliner ma wystąpić tam grupa Pulp, która zawiesiła swoją działalność w 2002 roku. Okazało się, że to nie jest pomyłka, a zespół potwierdził już kolejne koncerty. Dla fanów powrót ukochanego zespołu to niesamowite wydarzenie, a dla starych wyjadaczy sposób na spory zarobek, odzyskanie młodości i zabicie nudy.
2010 rok obfitował w takie reaktywacje. Najgłośniejszym powrotem była trasa koncertowa Pavement. Jednego z najważniejszych zespołów muzyki alternatywnej. Zespół, bez którego dzisiejsza muzyka zapewne nie brzmiałaby tak jak brzmi, na którym wzoruje się co druga powstająca amerykańska grupa grająca „indie”. Pavement zawsze pozostawali w opozycji do mainstremu, nigdy nie zabiegali o sławę, a w chwili, gdy ta przyszła ,wycofał się z działalności. Tym bardziej dziwił wielki powrót zespołu, płyta greatest hits i światowa trasa koncertowa (z uwzględnieniem gdyńskiego Open’era).
Równie ważnym powrotem była nowa płyta amerykańskiej postpunkowej grupy Swans. Wraz z jej wydaniem zespół udowodnił, że po 12 latach nadal ma coś do powiedzenia. I mimo że My Father Will Guide Me Up A Rope To The Sky nie jest albumem przełomowym, to i tak jest silną pozycją wśród tegorocznych premier. Zespół koncertuje teraz po całym świecie, korzystając z przywróconej sławy.
Na fali wielkich powrotów popłynął też grunge’owy Soundgarden, którego wokalista 1 stycznia 2010 roku ogłosił powrót zespołu na swoim Twitterze. Soundgarden również postawili na wydanie retrospektywnego albumu greatest hits.
Na przyszły rok reaktywację i wielką trasę koncertową z okazji 40 rocznicy istnienia zespołu ogłosili The Rolling Stones. Krążą również plotki, że grupa rozpoczęła pracę nad nowym albumem. Poczekamy zobaczymy.
Obrzydliwości w teledyskach: Paulina Głogowska
Od kiedy MTV przestało być wyrocznią w kwestii teledysków, decydującą rolę w ich promocji przejął Youtube i Vimeo. Twórcy wideoklipów muszą się nieźle napocić, żeby któryś z ich projektów został zauważony w sieci. Od zawsze najłatwiejszym sposobem by tego dokonać była „artystyczna” próba złamania tabu i tak jest do dziś. Jak pokazał 2010 rok, najlepiej w takiej sytuacji postawić na niesmak, obrzydliwość, a nawet makabrę. Zaczęło się już w 2009 roku od nadmiernego, nieskrępowanego pokazywania nagości i seksualności w teledyskach. Przykładem może być wideoklip do utworu Paradise Circus Massive Attack, gdzie opowieści 73-letniej pornogwiazdy przeplatają się ze scenami z jej filmów, czy teledysk Lust For Life Girls z równie niecenzuralnymi scenami tym razem w wykonaniu homoseksualistów.
W ubiegłym roku reżyserowie teledysków poszli o krok dalej. Nie wystarczyła już golizna. Jeśli reżyser chce pokazać erotyzm, to jest to jego wyjątkowo skrajna wersja. Najlepszym przykładem jest teledysk do utworu Foolin, gdzie wielki, spocony, nagi murzyn biczuje spiętego łańcuchami Devendra’ego Benharta. Później oboje przytulają się w łóżku, a następnie w towarzystwie kobiety do swoich zabaw dołączyli obcinanie palców.
Jeśli w teledysku wykorzystywana jest nagość, to musi to być coś w stylu The Sparrow Looks Up at the Machine Flaming Lips, gdzie prawie nagiej kobiecie rozcinane są dłonie i stopy, aby ta krwią malowała na kartkach papieru.
Jeśli w ciągu ostatniego roku w teledyskach pokazywane były emocje, to musiało to być zrobione tak, jak w teledysku HEALTH We are water. Uciekająca przed olbrzymem kobieta w chwili największego napięcia obcina mu głowę, a krew tryskająca w przeciętej tętnicy tryska na nią jak z fontanny przez co najmniej kilka sekund.
Jeśli teledysk miał być oparty na pornografii to najlepszym przykładem jest Klaxons Twin Flames, gdzie początkowe zwykłe spotkanie młodych ludzi w szkolnych mundurkach przeradza się w zbiorową kopulację. Jednak nie jest to jeszcze szczyt tego, co może szokować w tym klipie. Otóż wszyscy uczestnicy tego przedstawienia zaczynają zrastać się różnymi częściami ciał i opluwają się przeźroczystą mazią, co w rezultacie jest na tyle obleśnym obrazem, że przy jego oglądaniu NAPRAWDĘ zbiera się na wymioty.
Na sam koniec przypomnijmy, że przemoc również jest silną mocą w teledyskach, która ma im przynieść rozgłos. W obrazie do piosenki MIA Born Free pokazana jest masowa zagłada ludzi o rudych włosach. W końcowej scenie osoba biegnąca przez pole minowe jest całkowicie rozerwana przez wybuch.
Patrząc na te wszystkie filmiki, wydaje się, że wszystkie granice smaku zostały już przekroczone. Można również powiedzieć, że została przekroczona też większość granic makabryczności – ciężko jest wyobrazić sobie bardziej obrzydliwe, nieobliczalne i kontrowersyjne sceny. Co więc wymyślą reżyserzy w przyszłym roku, aby choć trochę wybić się poza całą masę równie atrakcyjnych teledysków? Naprawdę nie wiem czego możemy się spodziewać.

Komentarze