Prawo do adopcji dla par homoseksualnych: Głos przeciw
Elton John wraz ze swoim partnerem wreszcie zostali rodzicami. W Święta Bożego Narodzenia matka zastępcza urodziła im syna. Panowie są przepełnieni radością, piszą tabloidy. A mnie przepełniają wątpliwości i obawy. Dziecko to nie rzecz, którą można posiadać. Nie służy do zaspokajania własnych potrzeb, nie służy do niczego – jest człowiekiem. A dla rodziców jest odpowiedzialnością – za stworzenie dobrych warunków do wychowania. Para homoseksualna takich warunków stworzyć nie może.
Czym jest rodzina? Podstawę rodziny tworzą rodzice, czyli mama i tata. Nie tata i tata, nie mama i mama. Dziecko potrzebuje w domu odpowiedniego wzoru. Odpowiedniego, czyli zgodnego z naturą, co w tym przypadku oznacza zdolność do zachowania ciągłości gatunku. Dzieworództwo u człowieka nie występuje (podobno raz zdarzyło się dziewicze poczęcie, ale ten przypadek zostawmy teologom). Płodzenie potomstwa i wychowywanie kolejnych pokoleń ma kolosalne znaczenie dla istnienia narodu, stąd też wynikają pewne przywileje, które państwo daje rodzinom.
Badania wykazują większą niestabilność związków homo- od heteroseksualnych. A stabilna rodzina jest dziecku potrzebna w rozwoju emocjonalnym i społecznym. Już wystarczająco dużo mamy rozwodów, tak boleśnie przeżywanych przez dzieci. Dorastanie pod opieką tylko jednego z rodziców też nie jest niczyim marzeniem. Niektórzy twierdzą, jakoby adopcja przez pary jednopłciowe miała być lepszym rozwiązaniem od domu dziecka – mnie jednak nie przekonuje perspektywa przenoszenia dziecka z jednego nieprawidłowego środowiska do drugiego.
W dzisiejszych czasach obserwujemy tendencję do równouprawnienia wszystkiego. Niektórzy usiłują negować istnienie różnic między kobietami a mężczyznami (nie licząc tych oczywistych, jak rozmiary i kształty genitaliów oraz klatek piersiowych). Jednak nauki medyczne piszą o różnicach w wielkości mózgów obu płci, inaczej rozwiniętych poszczególnych ośrodkach. Mam świadomość, że podobne słowa są w naszym postępowym świecie niepoprawne politycznie, ale odmienność kobiet i mężczyzn jest faktem.
Pamiętam, że na początku podstawówki wszyscy uczniowie mojej szkoły obowiązkowo uczyli się szachów. Organizowano także turnieje. W damskich liczba uczestniczek z reguły jedynie nieznacznie przekraczała liczbę stopni podium, a w mieszanych drużyny często musiały dawać walkowera z powodu braku reprezentantki. Z kolei w meczach mistrzyni z mistrzem świata ten drugi z reguły wygrywa w cuglach. Nie dowodzi to bynajmniej, że kobiety nie mogą być dobrymi szachistkami, ale średnio rzecz biorąc, ta forma rozrywki ich nie interesuje. Innym przykładem jest skrajnie różny udział dziewczyn i chłopaków w finałach np. Olimpiady Literatury i Języka Polskiego oraz Matematycznej. Znów, nie oznacza to, że żaden mężczyzna nie zostanie wybitnym znawcą poezji bohemy dwudziestolecia międzywojennego, ale podobne dziedziny zwyczajnie nie pasjonują większości facetów.
Wystarczy popatrzeć na znajomych różnych płci, by dostrzec różnice w postrzeganiu świata, przeżywaniu emocji i planowaniu. I jak można twierdzić, że dziecko będzie miało szanse rozwinąć się w pełni w rodzinie jednopłciowej, widząc pomniejszony wachlarz cech, doświadczeń i spojrzenia na otoczenie? Dziecko chłonie jak gąbka. Jest jak tabula rasa i szuka wzorców wśród najbliższych, bo im najbardziej ufa. Z drugiej strony, dziecko idealizuje rodziców, chce być takie jak oni. Jak się poczuje, gdy zda sobie sprawę, że jest hetero, czyli innej niż rodzice orientacji? Nawet jeśli będzie mu od małego wpajane, że każda orientacja jest równie dobra, trudno może być mu zaakceptować tę odmienność.
Z tego powodu nie wierzę, że homoseksualizm wychowawców w żaden sposób nie wpłynie na rozwój adoptowanego. Same tylko niewłaściwe relacje między ojcem a matką i nimi a dziećmi mogą być przyczyną zaburzeń płciowości, a co dopiero wychowywanie przez dwóch mężczyzn czy dwie kobiety. Dziecko bite przez rodzica mówi sobie, że założy szczęśliwą rodzinę, że samo nie będzie biło ani też nie wybierze partnera, który by bił ich pociechę. Ostatecznie większość takich ludzi trafia właśnie na to, czego tak mocno nie chce. Wszystko przez to, że mają zaburzony wzorzec i nie wiedzą, jak żyć inaczej. Nie wiem, czy można to dokładnie przenieść na homoseksualizm. Ale jeśli istnieje choćby szansa, to uważam, że nie powinniśmy sie na taką adopcję zgadzać.
Nie słyszałem o rzetelnych badaniach nad skutkami wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Ale czy mamy prawo poddawać niewinne dzieci ryzykownym eksperymentom, oddawać je homoseksualnym parom, żeby sprawdzić, czy aby na pewno nie ma to na nie złego wpływu? Kto by chciał, żeby na nim sprawdzano nowe teorie?

Komentarze