Przyjaciele Dorotki

Życie w ukryciu czy afiszowanie się płciowością? Choroba czy inne oblicze normalności? Pogoń za przelotnymi znajomościami czy marzenie o związku na całe życie? O różnych aspektach odmienności seksualnej opowiadają studenci i wykładowcy SGH.

Kamil, student czwartego roku, zawsze zdawał sobie sprawę z tego, że jest inny. Że coś nie działa u niego tak, jak u większości rówieśników, bo nigdy nie interesował się dziewczynami. Że jest gejem, uświadomił sobie w wieku 13 lat.

Spotykanie się z chłopakami nigdy nie sprawiało mi prawdziwej radości. Przez cały okres dojrzewania dochodziło do mnie, że jestem lesbijką – mówi Kasia, studentka drugiego roku. Z kolei Ania z trzeciego roku mówi wprost, że odkąd pamięta, chciała zobaczyć, jak to jest całować się z inną dziewczyną. Na wyjeździe szkolnym w drugiej klasie gimnazjum spróbowała. – Od tego momentu wiedziałam, że to jest to, że ja nie jestem taka jak moje koleżanki, ja jestem lesbijką – wspomina. I dodaje: – Tamta dziewczyna stała się potem moją partnerką na ładne kilka lat.

Trochę inaczej wyglądało to u Adriana, studenta trzeciego roku, biseksualisty. Faceci zaczęli mu się podobać na początku gimnazjum. Zaniepokoiło go to, ale wyczytał, że u chłopaków w tym wieku często występuje tymczasowa fascynacja rozwojem męskiego ciała i zainteresowanie seksualne kolegami. Ponieważ równolegle rozwijał się u niego pociąg do dziewczyn (był po uszy zakochany w koleżance z klasy), uznał, że nie ma się czym przejmować i że samo przejdzie, jak trochę podrośnie. – Czas jednak mijał, a fascynacja męskim ciałem – bynajmniej, przyznaje.

Licealne błądzenie

Pewnie niejeden zadaje sobie pytanie, jak wyglądają relacje homoseksualistów z osobami przeciwnej płci. Tomek, student czwartego roku, gej, wyjaśnia: – W liceum interesowały się mną intensywnie dwie koleżanki. Nie chciałem jednak pogłębiać znajomości, pozostaliśmy przyjaciółmi. To jednak całkiem przyjemne, gdy ktoś widzi w tobie potencjalnego partnera. Mój przyjaciel też wie, że uważam go za atrakcyjnego i traktuje to jak potwierdzenie tego, że jest przystojny.

Kontakty z osobami przeciwnej płci z różnych powodów nie zawsze przebiegają jednak tylko na stopie koleżeńskiej. Kamil nigdy nie czuł, że chce się związać z dziewczyną, jednak miał w liceum dwie sympatie. – Wynikało to wyłącznie z pewnych wzorców środowiskowych. Wiesz, spotykam na imprezie dziewczynę, rozmawiamy, pojawia się cała otoczka znajomych, którzy motywują nas do umawiania się i pogłębiania relacji – a ja w to brnę, no bo „tak się robi”. Ale to nie było podparte ani uczuciem, ani pasją czy potrzebą wewnętrzną.

Ania miała chłopaka, bo wszystkie jej koleżanki miały. Ale nie układało im się i po jakimś czasie się rozeszli. – Żyjemy w heteronormatywnym świecie. Jak 13-letnia dziewczynka ma się zastanawiać, czy lepiej byłoby jej z drugą dziewczyną, skoro wszystkie koleżanki mają chłopaków, we wszystkich reklamach widzi rodziny składające się z mamy i taty, a w szkole o homoseksualizmie też za dużo nie słyszy?

Pokutuje stereotyp, że nasze społeczeństwo jest bardzo uprzedzone, ale ja uważam, że to nieprawda. – Ania, lesbijka.

Podobnie Kasia, ze względu na presję społeczeństwa i chęć dopasowania się do innych, była w związkach z chłopakami, choć czuła, że to bardziej jej dobrzy kumple. – To było fajne, ale nie opierało się na romantycznych uczuciach. Adrian przez całe liceum był nieszczęśliwie zakochany w koleżance z klasy – Marcie. Ona niestety upodobała sobie Adama.

Akceptacja

Świadomość odmienności nie jest łatwa. Kamil za czasów liceum nie za bardzo się akceptował. Uczył się, aby zdać na studia. Pragnął być jak reszta, ale nie w sensie orientacji. – Chciałem i nadal chcę być traktowany jak wszyscy – podkreśla. Od rozpoczęcia studiów jest mu łatwiej. Zaaklimatyzował się w Warszawie, zaczął wszystko budować od nowa. Nie było starych znajomych, przed którymi musiałby się tłumaczyć, rodzina była daleko. – Pochodzę z małej miejscowości. Tu nie muszę się bać plotek.

Problemów z zaakceptowaniem siebie nie miał Tomek, choć bał się reakcji otoczenia, bo także pochodzi z małego miasta. Ania nie kryje, że potrzebowała czasu, żeby się oswoić z zaistniałym stanem rzeczy. – Wiedziałam, że tak ma właśnie być, że pociągają mnie kobiety i kropka. Kasia także nie zamartwia się, że nie jest heteroseksualna. – Nie żałuję czegoś, czego nigdy nie miałam i mieć nie będę. Ale gdybym miała wybór, to pewnie wolałabym być hetero, ze względu na łatwiejsze życie. Z kolei Michał zaakceptował swój homoseksualizm, gdy jego ojciec dostał nawrotu białaczki. – Pomyślałem, że odmienna orientacja nie jest taka zła, że może człowieka spotkać coś znacznie gorszego.

Problemy z samoakceptacją Adriana wiązały się z wiarą. – Walczyłem z fantazjami o facetach jak tylko mogłem, mówiłem sobie: „to nie tego chce od ciebie Bóg”, jednak coraz trudniej było się ich pozbyć. Pod koniec pierwszego roku poszedłem do łóżka z poznanym na czacie studentem UW. Na drugi dzień miałem ogromne wyrzuty sumienia. Mówiłem w myślach: „co ty człowieku wyprawiasz?! 11 lat w służbie liturgicznej, od 5 lat co niedzielę czytasz ludziom w kościele Pismo Święte, a po kryjomu pierdolisz się z innym facetem?!” To był dla niego koszmar moralny. Potem poznał pierwszego mężczyznę, z którym nie tylko chciał dzielić łóżko, ale i związać się na całe życie. – Było to jednak w sprzeczności z moją religią, dlatego stwierdziłem, że jeśli nauka Kościoła ma mnie wpędzić w depresję i myśli samobójcze, to ją odrzucę. I zacząłem myśleć nad tym, jak zaakceptować swoją odmienność.

Coming out

Początkowo odmienna orientacja trzymana jest w ukryciu. Z czasem zaczyna się to zmieniać. – Homo- lub biseksualista, kiedy już zaakceptuje sam siebie, pragnie pokazać to światu. Jeśli tego nie zrobi, czuje się jak w więzieniu. Należy zrozumieć, że po wielu latach utrzymywania sekretu, człowiek po prostu musi się wygadać – uważa Adrian.

Tomka irytuje przekonanie, że gej to albo artysta, albo fryzjer, a na pewno nie księgowy czy bankier.

Marcin o swojej orientacji powiedział rodzicom w dniu osiemnastych urodzin. Przez następny tydzień mieli „ciche dni”, nie wiedzieli jak rozmawiać, czuli się dziwnie. – Mama przez tydzień płakała, chyba głównie dlatego, że dotarło do niej, że nie będzie mieć wnuków (jestem jedynakiem). Ojciec nie przespał pierwszej nocy, ale nie usłyszałem od niego nigdy złego słowa – opowiada chłopak. Później wszystko się poukładało, rodzice zaakceptowali jego odmienność. Tuż przed studiami dowiedzieli się także rodzice Tomka. – Trochę to przeżyli. Mama jest dość znaną urzędniczką, tata również jest z racji pracy rozpoznawalny w mieście, więc to mogłoby się na nich niekorzystnie odbić. Na szczęście już wszystko jest dobrze. W Warszawie powiedział o swoim gejostwie grupie najbliższych znajomych. Ich reakcja była bez zarzutu. Kamil także się nie ukrywa. – Nie można zawiązywać przyjaźni i ukrywać tego  wielkiego obszaru życia zwanego „życiem osobistym” – stwierdza. Ma żal tylko do jednej osoby, z którą zerwał mu się kontakt po wyjawieniu swojej orientacji. – Nie było ostracyzmu, rzucania nożami, ale ta osoba z dnia na dzień zaczęła być bardzo zajęta w momentach, kiedy chciałem się spotkać.

Ania początkowo dzieliła się swoją odmiennością jedynie w Internecie, zaczęła funkcjonować w tzw. „środowisku”. Jednak odkąd studiuje, w zasadzie wszyscy jej znajomi wiedzą, że jest lesbijką. Podobnie jest w przypadku Roberta, wykładowcy. – Nie przychodzi mi do głowy nikt, z kim funkcjonowałbym towarzysko, a kto nie wiedziałby o mojej orientacji. Moi przełożeni i współpracownicy też wiedzą, że jestem gejem.

(Nie)Tolerancja?

Na korytarzu słychać czasem homofobiczne wypowiedzi. Boli mnie, gdy ludzie, których uważam za naprawdę wartościowych, mówią najgorsze rzeczy o „pedałach” i „paradach zboczeńców”. Nie jest to jednak częste i nie czuję się osaczony – tak o tolerancji na Uczelni wypowiada się Kamil. Personalnie nigdy jej nie doświadczył. – Umówmy się, nawet jeśli ktoś plotkuje, to ja będę ostatnią osobą, która się o tym dowie. Oczywiście mój znajomy może powiedzieć komuś: „słuchaj, K. jest gejem”, ale przecież ta osoba nie podejdzie do mnie i nie powie: „słyszałem, że jesteś gejem”, bo jeśli nie jesteśmy bliskimi znajomymi, to po prostu nie wypada – dodaje.

Tomek także nie odczuł bezpośrednio nietolerancji, choć zauważa nieuprzejme wypowiedzi ze strony niektórych studentów. Z dowcipów o gejach śmieje się sam, bo ma już do siebie dystans. Podobnie jest u Michała. – Cieszy mnie bardzo, że koledzy traktują mnie normalnie. Kiedy gdzieś razem wyjeżdżamy, to często śpię nawet w jednym łóżku z moimi kolegami, którzy są hetero. Dla nikogo nie jest to problemem. Ania docenia komfort nauki w dużym mieście. Jej zdaniem ludzie w Warszawie są bardzo tolerancyjni.

Pomimo tego Kamil na żadne spotkanie z heteroseksualnymi znajomymi nie poszedł z osobą towarzyszącą. – Myślę, że jest to pewnego rodzaju obawa, choć prawdopodobnie nieuzasadniona – przyznaje. Z kolei dziewczyna Ani bardzo często pojawia się w SGH i nie ukrywają, że są razem. Znajomi zapraszają je na imprezy, gdzie również funkcjonują jako para. Nie spotkały się dotąd z przejawami homofobii czy uprzedzenia. – Pokutuje pewien stereotyp, że nasze społeczeństwo jest bardzo uprzedzone, ale ja uważam, że to nieprawda. Środowisko LGBT (z ang. Lesbians, Gays, Bisexuals, Transgenders – dop. red.) trochę za bardzo lamentuje – zauważa lesbijka. Opinię tę podziela Robert. – W Polsce przejawy nietolerancji wobec mnie to incydentalne sprawy. Ale miałem z tym trochę szczęścia, bo znam i przypadki szykan, i agresji, i wyrzucania dziecka z domu przez rodziców. Ze wszystkich miejsc, gdzie mieszkałem, USA to było jedyne miejsce, gdzie zdarzało mi się bać – a była to południowa Kalifornia, jeden z bardziej tolerancyjnych obszarów tego kraju.

Innego zdania jest Tomek. – W Polsce nadal osoby LGBT są źle postrzegane, wielu asocjuje homoseksualizm z pedofilią. Wiele osób LGBT spotyka się z szykanami, nierzadko ze strony swoich najbliższych rodzin.

Kasia nie słyszała, by ktoś z jej znajomych na własnej skórze doświadczył wyzywania czy pobicia, ale uważa, że taka osoba raczej nie chciałaby o podobnym zajściu rozpowiadać. – Natomiast w prasie i telewizji mówi się o tym często – przykładem jest ostatnie pobicie Roberta Biedronia czy ataki Młodzieży Wszechpolskiej podczas parad.


Stereotypy

Znaczne oburzenie wśród osób odmiennej orientacji wywołują krążące stereotypy. – Po większości osób nigdy byś nie poznał homoseksualizmu. Dzisiaj, w dobie rozbudowanej infrastruktury, nie trzeba już wysyłać znaków, nie żyjemy w getcie – wyjaśnia Kamil. Choć jeszcze kiedyś tak było. W latach 50. w USA geje nazywali siebie „friends of Dorothy” (od Dorotki z Czarnoksiężnika z Krainy Oz). – Był to element rozpoznawczy absolutnie nie do rozszyfrowania dla reszty społeczeństwa – dodaje chłopak.

Tomka irytuje przekonanie, że gej to albo artysta, albo fryzjer, a na pewno nie księgowy czy bankier. Natomiast Michał za zafałszowany uważa obraz geja, który myśli tylko o seksie i wykorzystałby każdą sytuację, żeby przelecieć kolegę. Ania nie lubi opinii, że lesbijki są brzydkie. – To nieprawda! Obok męsko wyglądających lesbijek, są również te biegające w zwiewnych sukienkach i spędzające dużo czasu przed lustrem. Nie znoszę też przekonania, że gdy obok lesbijki pojawi się „porządny, miły chłopiec”, to ona lesbijką być przestanie. Bzdura – jak się woli dziewczynki, to się je woli i już.

Role w związku

Niektórzy zastanawiają się, czy w związku homoseksualnym role partnerów się różnią, czy parze facetów potrzebny jest element kobiecy i odwrotnie. Tomek twierdzi, że nie ma zdefiniowanych ról. – Niby w samej warstwie seksu jest jakiś podział na pasywnego i aktywnego, ale może się zamieniać w zależności od humoru. W życiu każda konfiguracja się zdarza, i dwóch supermęskich, i dwóch delikatniejszych, i jeden taki, drugi taki. Wszystko zależy od tego, czego oczekujesz od chłopaka. U dziewczyn podobnie, mogą być dwie w typie butch („męskie”), mogą być femme („żeńskie”), może być na zmianę. Do wyboru, do koloru. Pytanie: „który z was jest kobietą?” opiera się na fałszywym stereotypie – tłumaczy chłopak. Jego opinię podziela Marcin: – W związkach jednopłciowych nie ma podziału na role. Gdybym potrzebował dziewczyny, to bym był hetero.

Trochę inaczej widzi to z kolei Ania, która zaobserwowała, że choć nie zawsze jedna z partnerek jest tą męską, to najczęściej tak właśnie bywa. Choć nie lubi sukienek, nie są jej obce zachowania określane jako typowo kobiece. W jej przypadku rola zmienia się w zależności od związku. Ale chociaż jej obecna dziewczyna ma krótkie włosy i nosi się na sportowo, to nie jest dla niej substytutem faceta. – Swoją drogą, jak to jest w związkach hetero? Czy zawsze facet jest „facetem”? Ile razy zdarza się, że mężczyzna jest ciapą, a kobieta biega ze śrubokrętami czy wiertarką? W dzisiejszych czasach podział jest płynny, nie tylko w związkach homoseksualnych – przypuszcza Ania.

Trwałość

Co robi lesbijka na drugiej randce? Wprowadza się. A co robi gej na drugiej randce? A co to jest druga randka? Dość powszechnie panuje przeświadczenie, że związki homoseksualne są nietrwałe i oparte tylko na fizyczności. Częściowo zgadza się z tym Ania, która rozgranicza to ze względu na płeć. – Związki gejów faktycznie często są chwilowe, choć nie można uogólniać. Myślę, ze wynika to z tego, ze hetero faceci też są raczej nastawieni na seks.

Większość znajomych Kamila żyje w związkach. Dłuższych lub krótszych, ale nie krótkotrwałych z założenia. Chłopak przyznaje, że związki homoseksualne przeciętnie trwają krócej, ale jego zdaniem wynika to też z braku możliwości prawnego ich sformalizowania. – Ile razy bywa tak, że małżeństwo jest ze sobą dlatego, że ma dzieci na karku i kredyt do spłacenia? Tomek także chciałby zbudować trwały związek. – Od hetero różnimy się tylko tym, że obiekt naszych uczuć jest tej samej płci – stwierdza. Robert jest w związku od 17 lat. Wśród bliskich znajomych w jego wieku, większość żyje w wieloletnich związkach. – Prawdę mówiąc, proporcjonalnie znam więcej przypadków rozpadu związku hetero niż homo – zauważa.

O związku na całe życie marzy też Adrian. – Płeć drugiej połówki jest dla mnie sprawą drugorzędną, najważniejsze jest, żebyśmy razem stworzyli udany związek – mówi. U osób o orientacji biseksualnej często bywa tak, że w przez jakiś czas preferują jedną płeć, ale później odmienia im się na przeciwną. – Jeszcze pół roku temu powiedziałbym, że chcę się związać z kobietą, ale teraz chemia organizmu mówi mi, że wolę faceta – tłumaczy. Często spotykanym zjawiskiem u biseksualistów jest to, że mając faceta, osoba bi pragnie dziewczyny i odwrotnie. – Ta huśtawka emocjonalna jest chyba najgorsza w byciu bi – żali się Adrian.

Parady

Niemal każda organizowana w Polsce homoseksualna manifestacja jest przedmiotem burzliwych dyskusji. Ania na ostatniej paradzie jechała ze swoją dziewczyną na pierwszej platformie i wspomina to bardzo miło. Mówi, że parad potrzeba, by pokazać, że homoseksualizm to zjawisko powszechne i normalne. Wątpi w to Krzysiek, student drugiego roku, heteroseksualista. – Jak mam poważnie patrzeć na grupę społeczną, której znakami są tęczowa flaga, piórka, stroje kąpielowe i kolorowe fryzury? To wygląda na młodzieńczą głupotę lub bunt, a nie poważną sprawę. W czasie marszu w obronie dzieci nienarodzonych nikt pstrokato ubrany nie był – stwierdza. I dodaje: – Parady są dla mnie zjawiskiem gorszącym. Nie chcę oglądać na wpół rozebranych ludzi obściskujących się publicznie, a tym bardziej nie chcę, by za jakiś czas musiały to oglądać moje dzieci.

Winę za taki wizerunek parad ponosi zdaniem Kamila telewizja. – Wyłapuje się to, co jest medialne. Nie ukrywajmy – ekstrawagancja i ekspresja są w cenie. To problem, bo goła pupa zasłoni największy transparent wskazujący nasze pragmatyczne dążenia. A w paradzie szło przecież dużo osób ubranych zwyczajnie – opowiada chłopak. Podobnie sprawę widzi Ania. – W pierwszych rzędach najczęściej jadą lesbijki na motocyklach i osoby wyzywająco ubrane, które mają parcie na szkło. Wiem, że jest to odbierane jako wulgarne, dlatego osobiście skłaniam się ku takim akcjom jak „Niech nas zobaczą” czy obecnej akcji plakatowej „Miłość nie wyklucza”.

Pomimo niezbyt przychylnego odbioru społecznego, środowisko LGBT nie rezygnuje z organizacji parad. Tomek uważa, że w skondensowany sposób oswajają one ludzi z tematyką LGBT. Również zdaniem Kamila parady są potrzebne. – Polska polityka działa w ten sposób, że nie można zmienić za dużo, dopóki nie pokaże się siły. Styl dyskusji w mediach jest agresywny. Dwie strony –LGBT i konserwatyści – są przeciwstawiani jako śmiertelni wrogowie. Trzeba pokazać, że ludzie mogą żyć koło siebie zgodnie ze swoimi wartościami – argumentuje.

Choroba?

Zdrowy organizm dąży do prokreacji. Po to natura obdarzyła nas popędem płciowym. Jego brak lub nieprawidłowe ukierunkowanie, takie jak ciągoty ku dzieciom, zmarłym, zwierzętom czy drzewom uważa się za zaburzenia. Nie dlatego, że są niemoralne, nienaturalne czy dziwne, lecz dlatego, że utrudniają lub uniemożliwiają rozmnażanie. Można ich nie nazywać chorobą, ale tak samo jest przecież z homoseksualizmem – tak wypowiada się Kuba, student drugiego roku.

Tomek uważa za przykre, gdy ktoś nazywa homoseksualizm chorobą. – Jest to nieprawda, taka opinia wynika najprawdopodobniej z niewiedzy – przypuszcza. Ania przyznaje, że komentarze znajomych czy idiotyczne wpisy w Internecie mało ją obchodzą. – Ale gdy np. polityk, który ma wpływ na opinię społeczeństwa, używa takiego sformułowania, to mnie krew zalewa. Nie uważam się za osobę chorą, a po prostu kochającą inaczej – wyjaśnia.

Z kolei Robert zwraca uwagę na fakt, że ludzie zajmujący się leczeniem z homoseksualizmu są usuwani z towarzystw psychologicznych. Jego zdaniem leczenie nie ma żadnych podstaw naukowych i jedyne znane mu towarzystwa, które się tym zajmują, są motywowane religijnie.

Postulaty

Pary homoseksualne walczą o udogodnienia przysługujące małżeństwom. – Podstawowe problemy, które mnie dotykają osobiście i utrudniają życie, i na których uregulowanie czekam i czekam, to kwestie finansowe i socjalne – mówi Robert. Wyliczył, że brak możliwości wspólnego z partnerem rozliczania PIT-u kosztuje go kilkaset złotych miesięcznie. – Prawo spadkowe traktuje nas jako osoby obce i nawet jeśli zrobię stosowny zapis testamentowy, to podatek spadkowy będzie niebotyczny. Jeśli chodzi o kwestie socjalne, to po śmierci teściowej nie przysługiwał mi na przykład urlop okolicznościowy. Gdybym stracił pracę, to nie byłbym objęty ubezpieczeniem partnera. W przypadku choroby nie mam żadnych świadczeń przysługujących w małżeństwie za opiekę nad chorym. Gdybym miał wypadek i leżał nieprzytomny, to szpital mógłby utrudniać dostęp do mnie – wylicza. – Chciałbym, żeby przestano mnie traktować jak osobę obcą tam, gdzie się to mniej czy bardziej legalnie robi – podsumowuje Robert. Podobnego zdania jest Kamil. – Chodzi o rozliczenie podatkowe, widzenie w szpitalu, prawo do pochówku, dziedziczenie etc. To nie robi krzywdy i nie powinno gorszyć nikogo, że dwóch dorosłych ludzi chce mieć swobodę w kształtowaniu relacji cywilno-prawnych między sobą.

Natomiast Krzysiek uważa, że homoseksualiści żądają praw, które w znacznej mierze posiadają. – Sprawy związane z widzeniem w szpitalu czy dziedziczeniem można załatwić za pomocą pełnomocnictwa lub testamentu. Uważam też, że pewne przywileje dla małżeństw są wyrazem wdzięczności państwa za wychowanie z reguły co najmniej jednego obywatela, bo na tym zyskuje całe społeczeństwo – uzasadnia.

Zdaniem Tomka należy przede wszystkim zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat LGBT, np. poprzez odpowiednio prowadzone lekcje wychowania seksualnego w szkołach. – Należy też wprowadzić przepisy penalizujące tzw. „mowę nienawiści” – dodaje. – Jestem też za zrównaniem praw par homoseksualnych z małżeńskimi, chociaż część działaczy forsuje związki partnerskie, jako łatwiejsze do zaakceptowania przez społeczeństwo. Marcin też chciałby, aby zalegalizowano w Polsce związki jednopłciowe oraz pozwolono im na adopcję. – Nie sądzę, aby to, że jestem gejem sprawiało, że byłbym gorszym rodzicem – stwierdza.

Ankieta Magla: opracowała Klaudia Łubian

MAGIEL przeprowadził za pomocą ankiety internetowej badanie na temat stosunku do spraw związanych z homoseksualizmem. Zaznaczamy, że próbę 518 studentów SGH zebrano metodą „kuli śniegowej”, dlatego wyników nie należy uogólniać na całą populację studentów.

Trzy czwarte badanych sądzi, że homoseksualizm nie jest chorobą. 13proc. uważa tę orientację  za chorobę uleczalną, zaś 11proc. za nieuleczalną. Z badania wynika, iż znajomość choć jednej osoby homoseksualnej istotnie wpływa na stosunek i wiedzę na temat tej orientacji. Przykładowo ponad 80proc. badanych znających więcej niż jedną osobę homo- lub biseksualną jest zdania, że orientacja ta nie jest chorobą.

Wyniki odpowiedzi na pytanie Czy homoseksualizm jest chorobą? są powiązane z partią polityczną,  z której programem badani zgadzają się w największym stopniu. I tak pośród twierdzących, że homoseksualizm nie jest chorobą 38proc. to osoby zgadzające się w największym stopniu z programem Platformy Obywatelskiej, zaś jedynie 2proc. to zwolennicy
PiS-u. Spośród uznających tą orientacje za chorobę uleczalną największy odsetek to zwolennicy Unii Polityki Realnej (34proc.)

Zdecydowanej większości osób traktujących homoseksualizm jako chorobę przeszkadzałaby świadomość dzielenia pokoju w akademiku z gejem lub lesbijką. Co ciekawe, mniej krępujący wydaje się fakt mieszkania z osobą homoseksualną przeciwnej płci (jedynie co czwarty badany miałby coś przeciwko).

Prawie połowa respondentów jest zdania, iż parady są niepotrzebne, ale nie wolno ich zakazywać – należy szanować konstytucyjne prawa do wolności zgromadzeń i publicznego wyrażania poglądów. Dodatkowo zdaniem niektórych studentów SGH forma, jaką parady przyjmują obecnie w Polsce, jedynie pogarsza sytuację LGBT, gdyż jest to zbędna manifestacja seksualności lub gramofonem dla lewicy i różnego rodzaju podejrzanych organizacji.

Połowa respondentów jest za wprowadzeniem do porządku prawnego związków partnerskich, a 12proc. popiera umożliwienia parom homoseksualnym zawierania małżeństw na równych prawach ze związkami heteroseksualnymi. Jednak 37proc. całkowicie sprzeciwia się legalizacji jakichkolwiek związków homo.

Jednocześnie prawie 80proc. badanych jest przeciwna prawu do adopcji dla par homoseksualnych. Pośród nich pojawiają się argumenty dotyczące nieprzystosowania obecnego społeczeństwa do tego typu sytuacji, co może okazać się rozpaczliwe w skutkach dla dzieci. Studenci zastanawiają się także nad jakością wychowania dzieci przez np. dwóch ojców, ale nie znają wyników badań dotyczących stanu psychiki w ten sposób wychowanego dziecka.

Komentarze