Wielka improwizacja Gadomskiego
Witold Gadomski, jeden z czołowych polskich dziennikarzy gospodarczych, ogłosił radykalne zerwanie z mainstreamem. Niestety, równie radykalnie zgubny jest kierunek, który obrał. Czy nie miał innego wyboru?
Gdyby nie autorytet i popularność autora, można by było w zasadzie skwitować ten tekst wzruszeniem ramion. Parę dość często powtarzanych błędów merytorycznych, ukrytych pod butnym językiem, wymaga jednak starannego wyjaśnienia.
„To polityka państwa doprowadziła do powstania bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości”
Według dość powszechnej opinii polityka pieniężna poprzedniego szefa FED, Alana Greenspana, pomogła zaradzić poważniejszym realnym konsekwencjom kryzysu internetowego na początku XXI wieku. Stało się to jednak kosztem nadmuchania kolejnej bańki spekulacyjnej – tym razem na rynku nieruchomości. Opinię tę podzielają nawet tacy ekonomiści, jak uważany za radykalnego keynesistę Paul Krugman, noblista z 2008 roku.
Sprawa wygląda zupełnie inaczej, gdy przypomnimy sobie, że wzrost znaczenia rynków finansowych, czyli tak zwana „finansjeryzacja gospodarki”, jest w znacznej mierze niezależna od aktywnych działań państwa, a wręcz wpływa na słabnięcie wpływu jego polityki ekonomicznej. Trwa to od czasów spowolnienia gospodarek zachodnich w latach 70. i przykładowo w Stanach Zjednoczonych nie zmieniły tego nawet decyzje poprzednika Greenspana, Paula Volkera, który prowadził najbardziej restrykcyjną politykę pieniężną w historii FED. Za to wielce pomocne okazało się zastępowanie repartycyjnych, państwowych systemów emerytalnych (czyli działających jak ZUS) kapitałowymi i prywatnymi (czyli działającymi jak OFE), które wprowadziły ogromne fundusze na rynki finansowe, przyczyniając się do ich gwałtownych fluktuacji. Poszczególne efekty nie są jeszcze do końca zbadane, wobec czego jakiekolwiek natchnione, kategoryczne sądy decydujące o winie państwa bądź rynku są błędem.
„Gdyby nie ingerencje rządu w system monetarny, nie dochodziłoby do wahań w przemyśle i depresji”
Gadomski, cytując Friedricha von Hayeka, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli szkoły austriackiej, a zarazem noblistę, stwierdza, że bank centralny, sztucznie zmniejszając stopy procentowe, dopuszcza do rozpoczęcia normalnie nieopłacalnych inwestycji – „złych” inwestycji. Przede wszystkim ignoruje przy tym fakt, że cykle koniunkturalne są nieodzowną cechą systemu kapitalistycznego i to niezależnie od tego, czy mieliśmy do czynienia z bankami centralnymi, czy nie. Pierwszy globalny kryzys nadprodukcji w 1854 roku, który dotknął również Stany Zjednoczone, nastąpił w czasie tzw. ery wolnej bankowości w USA, kiedy jeszcze dolar amerykański nie funkcjonował jako jednolita waluta. „Złota” epoka skończyła się dopiero kilka lat później. Właśnie ze względu na wahania koniunktury wymyślono nowoczesne banki centralne!
Ponadto nie wszystkie „dobre” inwestycje są w stanie zwrócić się od razu na tyle, by zapewnić spłatę odsetek od zaciągniętych na nie kredytów. Zaniżone stopy procentowe pozwalają rozwinąć się i „zwrócić” wielu projektom, które przyczyniają się do ekspansji gospodarczej – używając ulubionego powiedzenia kaleckistów – inwestycje zwracają się same. Odwrotnie, w chwili, gdy mamy do czynienia ze wzrostem stóp procentowych, w tarapaty wpadają nie tylko „nierozsądne” przedsiębiorstwa, ale nawet te zupełnie dobrze przemyślane, które jednak zmagają się z chwilowym brakiem płynności, prowadzącym do bankructwa. A dalej mamy już, tylko uderzające na oślep w kolejne firmy ograniczenie popytu, wzrost bezrobocia…
Po co nam empiria?!
Austriacy nie szukają przy tym bardziej szczegółowych dowodów empirycznych na to, że „złe” projekty przeważają pod wpływem państwa. Wynika to z podstawowej cechy ich szkoły, która polega na odrzuceniu badań empirycznych w ekonomii, jako niemożliwych do wiarygodnego przeprowadzenia. Pozostawałoby nam wyłącznie logiczne rozumowanie na podstawie zestawu aksjomatów, co w rzeczywistości okazuje się niewystarczające.
Oczywiście, nie należy zapominać o trudnościach w badaniach empirycznych w ekonomii. Pojawiają się jednak głosy, że eksperymentowanie może być niezbędne chociażby dlatego, że każdy kraj ma inną charakterystykę, a jego społeczeństwa reagują inaczej na konkretne posunięcia polityki gospodarczej. Być może dlatego szkoła austriacka, ku wielkiemu zdziwieniu Gadomskiego, wyrażonemu w jego artykule, nie cieszy się większą popularnością w szerokich kręgach akademickich, które mimo wszystko preferują weryfikację hipotez ekonomicznych w praktyce.
Teza o ekspansji wyłącznie złych firm z powodu ekspansywnej polityki banków centralnych może wydawać się logiczna, a jednak nie ma większego oparcia w rzeczywistości – bo ludzkie decyzje co do inwestycji są niezależnie od tego obarczone błędami. Wynika to chociażby z takich czynników jak niepewność – podmioty nie są chodzącymi racjonalnymi optymalizatorami. Nie znając przyszłości, mogą tylko w lepszym lub gorszym stopniu kalkulować ryzyko. Wciąż jednak nie ma pewności, że decyzje będą racjonalne, a nie emocjonalne. A jeżeli irracjonalna reakcja jednych podmiotów wciągnie w przepaść inne, wtedy już mamy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią – negatywne przewidywania jednych wywołują panikę u innych, a histeria tworzy już realne podstawy kryzysu. Tutaj też wstępuje państwo.
Kompleks liberalizmu?
Warto wobec tego zastanowić się, dlaczego Gadomski postanowił sięgnąć właśnie do tej szkoły? W dominującej w Polsce myśli ekonomicznej mieliśmy do czynienia z wyjątkowo głębokim skrętem w stronę tzw. ideologii neoliberalnej, głównie ze względu na bankructwo systemu realnego socjalizmu. Mimo to, w obliczu ostatniego kryzysu zaczęto rozważać dotychczasowe dogmaty w ekonomii, co skłoniło bardzo wielu ekonomistów i dziennikarzy do porzucenia tzw. konsensusu waszyngtońskiego, będącego szeroko uznanym zbiorem zasad i reform zgodnych z neoliberalizmem. Wszak te wzorce doprowadziły do rozchwiania rynków finansowych i nawet najwięksi wolnorynkowcy nie byli w stanie już tej ideologii popierać.
A jednak błędy rządów dotyczące polityki gospodarczej, często wynikające z realizacji wąskich interesów poszczególnych grup społecznych, są faktem. Wielu reaguje na to przesadnym liberalizmem, niezdolnym do przyznania, że rynek, tak samo jak państwo, czasem zawodzi. W obliczu załamania się neoliberalizmu apologetom nieskrępowanego rynku pozostaje uciec do przodu – ograniczenie wpływu państwa w czasie ostatnich dekad było zbyt niewielkie i należałoby całkowicie zlikwidować jego wpływ na gospodarkę. Szkoła austriacka jest tutaj jedyną opcją i Gadomski musiał ją wybrać.
Stawianie takich tez, jak we wspomnianym tekście, jest wygodne. Daje pozory radykalnie słusznych odpowiedzi na trudne pytania, jednak bez możliwości jakiejkolwiek weryfikacji. Przecież „pamiętamy” szczęśliwy świat, złoty wiek, bez zbędnej interwencji państwa, do którego zawsze można się uciec.
_____________
Tekst stanowi odpowiedź na artykuł Witolda Gadomskiego pt. Teoria kryzysu finansowego, który ukazał się 20 grudnia 2010 r. w „Gazecie Wyborczej”. Wyraża ona prywatne zdanie autora. Wszelkie opinie i komentarze prosimy kierować na adres: bartosz.olesinski@magiel.waw.pl

Komentarze