Filmy unisex
Znamy to. Piątkowy wieczór, trochę wina, wygodne łóżko i wieczór filmowy we dwoje. Co można jednak zrobić, gdy Hugh Grant wywołuje u Niego nagłe ataki narkolepsji, a Ona lituje się nad setkami Wietnamczyków wycinanych przez Stallone`a ?
Podobno żaden prawdziwy samiec alfa nie jest w stanie znieść komedii romantycznej. Nietrudno zatem zauważyć, jak wielki wpływ na panów mają panie. Sądząc po tłumach ciągnących do kin przy okazji byle walentynek na „arcydzieła” polskiej kinematografii, to ta piękniejsza część populacji steruje naszymi gustami filmowymi. Czy to oznacza, że nie ma typowo damskich filmów strawnych dla mężczyzn? Adam szuka, Ewa komentuje.
Czasem słońce, czasem deszcz (Kabhi Khushi Kabhie Gham)
Adam: Mężczyźni to wzrokowcy. Pokaż takiemu film, gdzie wszyscy mają kolorowe stroje, śpiewają, tańczą i jeżdżą drogimi samochodami, a nie zaśnie na nim. Nawet jeśli trwa 3 godziny. Kto wie, może uda mu się zrozumieć historię stojącą za tą całą otoczką. Jasne. Czasem słońce, czasem deszcz, to wytwór kultury, która ceni sobie kicz. Ocean Indyjski kiczu. Ale może to jest właśnie siła tej najdroższej swego czasu produkcji rodem z Bollywood. Ten przydługi film w konwencji musicalowej telenoweli, to po prostu zgrabnie opowiedziana historia o wielu obliczach miłości, w otoczeniu największych gwiazd tamtejszej kinematografii. Egzotyczne i urzekające.
Ewa: Gdyby autor tego rankingu był moim mężczyzną, to przysięgam, za przymiotnik „urzekające” w ocenie filmu Czasem słońce, czasem deszcz odmówiłabym mu seksu i zapłakałaby panda. Moja ocena tego filmu to w skrócie: wychodzę do łazienki – płacze facet, wracam z łazienki – płacze facet, co prawda ten sam, ale już z innego powodu. Rozumiem, że warto czasem odpocząć od komercji, zmienić jedną literkę w słowie Hollywood i popatrzeć, jak Hindusi i ich nogi tańczą, tańczą, tańczą, ale żeby od razu „urzekający”? Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że każdy z nas ma koleżankę, która jest psychofanką Shahrukha Khana. Jeśli tak się akurat złożyło, że ta koleżanka jest też przy okazji Twoją dziewczyną – powtarzaj jak mantrę: „Egzotyczne i urzekające”.
Uwierz w ducha (Ghost)
Adam: Łatwo przekonać faceta do obejrzenia tego filmu. Tytuł kojarzący się bardziej z horrorem i młoda Demi Moore powinny wystarczyć. Uwierz w ducha to opowieść o miłości z fenomenalną fabułą i zakończeniem, które wzrusza nawet największych zakapiorów. Oczywiście, większość z nas nigdy nie przyzna, że lubi ten film za romantyzm, a jedynie za Wielkie Czarne Coś zabierające ludzkie dusze i inne paranormalne efekty (Patrick Swayze ginie, a nie umiera!). Uwierz w Ducha to również powód, dla którego garncarstwo jest uważane za jedną z najseksowniejszych prac rzemieślniczych.
Ewa: Nie tylko święci garnki lepią, ba! W Uwierz w ducha lepią je nie tylko żywi… Prawda jest jednak taka, że Patrick Swayze jest zawsze wanted – nieważne dead czy alive. Także po pierwszym zawodzie polegającym na tym, że nie będziemy się przytulać ze strachu, rozczarowań brak. Ciepły, wzruszający i zabawny – dla każdego coś miłego. Osobniki rodzaju męskiego zapisują dwa zadania na 8 marca: zdmuchnąć kurz z zalegającego na strychu odtwarzacza kaset VHS i znaleźć kobietę, która przy Was usiądzie i obejrzy wniebowstąpienie Patricka przy dźwiękach Unchained Melody.
Moulin Rouge (Moulin Rouge)
Adam: Musicale są chyba jeszcze bardziej niemęskie niż komedie romantyczne. A jednak, Moulin Rouge! zdaje się zadawać kłam powyższemu stwierdzeniu. Brudny i gorący od emocji obraz ciężko pracuje na wykrzyknik w swoim tytule. Reżyser Baz Luhrmann znalazł swoją własną metodę na musical. Porażająca ferią barw, psychodeliczna scenografia, agresywna praca kamery i remake’i popowych hitów sprzed lat (Like a Virgin Madonny albo Roxanne The Police). Do tego tragiczna historia miłości w tle i oto jest, proszę Państwa, musical dla pań i panów.
Ewa: Moulin Rouge mówimy, śpiewamy i krzyczymy „tak”. Film idealnego tempa – obraz zatrzymuje się jedynie w tych idealnych momentach, kiedy można spojrzeć sobie w oczy albo oprzeć głowę na ramieniu. Dynamiczny i zadziorny. Ewan McGregor może niekoniecznie powala na kolana wokalem, ale robi maślane oczka i skacze po dachach w rytm Eltona Johna – a to naprawdę trudno przebić. Nie wiem co mężczyźni widzą w wampirzym alter ego Nicole Kidman, który gra w tym filmie jedną z głównych ról, ale trudno nie zauważyc chemii między nią, a młodym Obi-wanem.
Amelia (Le Fabuleux destin d’Amelie Poulain)
Adam: Jeśli jeszcze nie oglądaliście tego filmu, to musicie to naprawić. Nie jest trudno wyjaśnić, dlaczego obie płcie kochają Amelię. Ten obraz to magiczna komedia, która inspiruje i wywołuje uśmiech. Taki już jest. Audrey Tautou w roli tytułowej ze swoim uśmiechem może grać role seryjnych morderczyń, a i tak zawsze będzie wyglądać jak słodka i niewinna dziewczynka. Urzekająca ścieżka dźwiękowa Yanna Tiersena żyje w kulturze masowej własnym życiem, jest aż tak dobra. Nie wspominając już o przewrotnych dialogach i reżyserii Jean-Pierre Jeunet`a. Amelia to film dla każdego, bez względu na biologiczną budowę.
Ewa: Po obejrzeniu tego filmu 90 proc. kobiet podjęło decyzję o nazwaniu swojej córki Amelia. Skąd ten fenomen? Abstrahując od tego, że to naprawdę ładne imię (tak, jestem już po praniu mózgu w reżyserii Luhrmanna) – odpowiedź jest prosta: z magicznego, onirycznego świata wykreowanego na paryskim Montmartre bije coś, co przyciąga. Przy delikatnych dźwiękach pianina na naszych oczach rozgrywa się współczesna, całkowicie oderwana od rzeczywistości baśń. Jak odpowiedzieć na pytanie dlaczego ten film powinni obejrzeć także mężczyzni? Po pierwsze: przeurocza Audrey, po drugie: ktoś musi nas przecież odciągnąć od nazwania kolejnej córki tym samym imieniem.

Komentarze