Gem, set, krecz

Przez ostatnie 6 lat w męskim tenisie najbardziej liczyły się dwa nazwiska – Federer i Nadal. Ci dwaj wielcy gracze wzbudzali wielki respekt wśród swoich przeciwników, którzy bardzo często wychodzili na kort bez nadziei na wygraną. Coraz częściej jednak mówi się o nieuchronnie zbliżającym się końcu ich ery.

Roger Federer i Rafael Nadal – to te dwie postacie rozdawały karty w tenisie męskim przez ostatnie pół dekady. To oni zgarniali tenisowe nagrody i trofea, a batalie o główne wygrane toczyli zazwyczaj pomiędzy sobą. Tym większym zaskoczeniem dla tenisowego świata był brak obu w finale Australian Open. Pojawiło się coraz więcej pytań i wątpliwości wśród fanów, czy nie nadszedł właśnie koniec królowania tych dwóch wielkich mistrzów?

 

Początki hegemonii

Dominację nad pozostałymi zawodnikami zapoczątkował Federer, który w 2004 roku został rankingowym numerem 1. Od tego czasu zdobył prawie wszystko, co w tenisie było do zdobycia. Do osiągnięcia pełnego sukcesu brakuje mu tylko złotego medalu olimpijskiego w singlu. Do rekordu wszech czasów zaledwie (lub: aż) 1 tygodnia dłużej na czele rankingu ATP. W pobijaniu kolejnych rekordów opór stawiał mu jedynie Nadal. Waleczny Hiszpan zaznaczył swoją obecność w cyklu rozgrywkowym, gdy w 2005 roku w swoim debiucie w Roland Garros udało mu się wygrać cały turniej. Szybko zdominował sezon na kortach ziemnych, dobrze radząc sobie też na innych nawierzchniach.  Nadal nie dość, że długo nie pozwalał Federerowi na triumf we French Open, to do tego w 2008 roku po zwycięstwie w prestiżowym Wimbledonie i złotym medalu olimpijskim odebrał mu prowadzenie w rankingu ATP.

 

Te nieszczęsne kolana

Przez większość czasu obaj gracze zajmowali na zmianę pierwszą i drugą lokatę w rankingu, a finały między nimi zawsze były medialnym sukcesem i zapewniały pełną frekwencję i na widowni, i przed telewizorami. Razem wygrali aż 25 tytułów wielkoszlemowych. Przez ponad 6 lat, do  stycznia 2011 roku tylko raz w finale turnieju tej rangi nie zagrał żaden z nich – w Melbourne w 2007 roku. Wtedy jednak Nadal nie osiągnął jeszcze szczytu swoich możliwości i umiejętności tenisowych, a Federerowi wyjątkowo przydarzyła się  przegrana ze świetnie dysponowanym Djokovicem.

W 2009 roku Nadalowi coraz bardziej zaczęły jednak dokuczać kolana, które nie wytrzymywały poziomu defensywy, jaki prezentował. Po raz pierwszy od 4 lat przegrał wtedy w ukochanym Roland Garros i przez jakiś czasu nie mógł powrócić do swojego najwyższego poziomu gry. Kiedy już myślano, że wreszcie pokonał ciągłe problemy z kolanami i wrócił do najwyższej formy, podczas tegorocznego Australian Open zaczęła mu dokuczać kontuzja uda, przez którą przegrał swój pojedynek.

kolei Federera dotykają nie tyle problemy zdrowotne, co coraz starszy wiek. Szwajcar skończy w tym roku 30 lat, co jak na poziom obecnych rozgrywek, gdzie gracze muszą być w pełni sprawni i doskonale przygotowani fizycznie, przy osłabiającej się z wiekiem dynamice i wytrzymałości może być już zbyt dużą przeszkodą, nawet przy technicznej maestrii i żelaznej kondycji Szwajcara. Co więcej, we wspomnianym 2009 roku Federerowi urodziły się bliźniaczki. Po wygraniu wszystkiego, co dało się wygrać, siłą rzeczy coraz trudniej mu znaleźć motywację do gry, szczególnie kosztem życia rodzinnego.

 

W poszukiwaniu następcy

Powstaje pytanie – kto może skorzystać na ewentualnym pogorszeniu dyspozycji obu wielkich mistrzów? Niedawno wydawało się, że nową tenisową gwiazdą może stać się Argentyńczyk Juan Martin del Potro, któremu udało się wygrać US Open, pokonując Federera i Nadala. Niestety, nie wiadomo, jak potoczy się dalsza kariera Argentyńczyka po jego poważnej kontuzji. Nie można na pewno zapomnieć o Djokovicu, który dokonał sztuki wygrania 2 tytułów wielkoszlemowych w erze Hiszpana i Szwajcara, i który w końcu pojął koncept gry ofensywnej, będąc przez to dużo większym zagrożeniem dla obu żywych legend. Wielka nadzieja Brytyjczyków, Szkot Andy Murray, pomimo wielkiego talentu nie wydaje się być pretendentem do tytułu kolejnego mistrza tenisowego, póki nie zacznie grać agresywniej. Poza nimi trudno wskazać kogokolwiek, kto mógłby podjąć z Federerem i Nadalem walkę o najwyższe laury.

 

Jeszcze nie teraz

Każda epoka dobiega kiedyś końca. Trudno jednak uwierzyć, że tych dwóch gigantów odejdzie wkrótce w cień. Jeśli Rafa wyleczy swoje kontuzje, będzie kontynuował zmiany w kierunku ofensywnej gry i nieobciążania swojego ciała nadmiernym bieganiem, to jest w stanie dominować jeszcze przez wiele lat i spróbować pobić, a przynajmniej zbliżyć się do tenisowych rekordów Szwajcara. Z kolei Federer musi dążyć do utrzymywania wysokiego poziomu przygotowania fizycznego i motywacji. Zapewne do głosu będą dochodzić coraz częściej gracze niżej notowani, jednak trochę więcej niespodzianek i zaskakujących zwycięzców może tylko przyczynić się do zwiększenia atrakcyjności rozgrywek.

Komentarze