Krótka historia World Press Photo
108 059 fotografii nadesłanych przez 5 847 fotografów z 125 krajów świata. Dwa tygodnie obrad 19-osobowego jury i 55 laureatów. A w końcu to jedno jedyne: zdjęcie roku 2010.
Podczas ubiegłorocznej konferencji Media Student Filip Ćwik powiedział, że fotografia prasowa umiera. Widać to na wielu płaszczyznach. Na palcach jednej ręki można policzyć magazyny, które wciąż pokazują prawdziwą fotografię. Jeszcze niedawno każdy liczący się na rynku tytuł utrzymywał swój własny dział foto. Dzisiaj to zadanie zostało wyprowadzone poza redakcje do wyspecjalizowanych agencji fotograficznych. Jednocześnie fotografia weszła pod strzechy. Nie trudno zauważyć powiększające się grono świadomych odbiorców tej dziedziny sztuki. W konsekwencji wzrasta liczba osób które potrafią docenić dobre i wartościowe zdjęcia. Ten proces znajduje swoje odzwierciedlenie w kolejnych edycjach World Press Photo.
Konkurs
WPP jest dzisiaj najbardziej prestiżową nagrodą jaką może zostać uhonorowany fotograf prasowy. To takie Oscary fotografii. I podobnie jak to z Oscarami bywa – nie zawsze jury wybiera najlepszy materiał. Jeżeli porównamy poziom zdjęć wyróżnionych w tym roku, z pracami nadesłanymi na przykład na Photo of the Year International (równie prestiżowy, ale mniej znany konkurs), to niezwykle trudno byłoby zdecydować, który z nich jest lepszy.
Bardzo często, mając na myśli dramatyczne, wojenne kadry, mówimy o zdjęciach w stylu World Press Photo. Stało się to już poniekąd częścią popkultury. Dlaczego epatować okrucieństwem w mediach? Fotografowie prasowi nigdy nie przebierali w środkach, jeśli chodzi o sposób pokazywania ludzkich tragedii. Może więc to współczesny świat stał się mniej wrażliwy? 40 lat temu zdjęcie dziewczynki uciekającej przed zrzucanym napalmem stało się ikoną wojny w Wietamie. Dzisiaj zapewne przeszłoby bez większego echa. Taka jest specyfika naszych czasów, w których wszystko musi być bardziej wyraziste, by wypłynąć na powierzchnię medialnej rzeczywistości.
Słowa odchodzą w niepamięć. Obrazy trwają. I cytując Jamesa Nachtwey’a: stają się świadectwem czasów w których żyjemy.
Ale żeby naprawdę zrozumieć wybory jurorów konkursu, musimy pamiętać, że główną intencją WPP jest zmuszanie ludzi do stawiania sobie pytań: Dlaczego? Jak coś tak strasznego jest w ogóle możliwe? I zazwyczaj zauważone bywają tylko te reportaże, które nie boją się stawiać tych najważniejszych i najodważniejszych.
Werdykt
Spór dotyczący zwycięskiego zdjęcia Jodi Bieber rozgorzał już w lipcu 2010 roku, zaraz po jego publikacji na okładce Time’a. Ruth Eichhorn – dyrektor działu fotograficznego niemieckiego magazynu Geo – broni zdjęcia: – To jest niesamowicie mocna fotografia. Przede wszystkim dzięki temu, w jaki sposób ta kobieta została pokazana – niesamowicie godnie. Przez to ten portret staje się jakby ikoną. Przekazuje ludziom bardzo silną wiadomość o połowie światowej populacji, którą stanowią kobiety, które często ciągle żyją poniżane w nieludzkich warunkach.
Główną intencją WPP jest zmuszanie ludzi do stawiania sobie pytań. I zazwyczaj zauważone zostają reportaże, które nie boją się stawiać tych najważniejszych i najodważniejszych.
Przewodniczący komisji jurorów WPP dodaje: – Ten kadr może być jednym z tych, a mamy takich może z dziesięć w historii, o których ktoś kompletnie niezwiązany z fotografią mówi: „tak znam to zdjęcie“. Patrząc na ujęcie Jodi Bieber, przychodzi na myśl niemal automatycznie inna fotografia: Afghan Girl Steve’a McCurry’ego z 1984 roku. Obie są wykonane w taki sam sposób, tak samo skadrowane. Na tamtym portrecie dominuje zieleń, tutaj purpura. I trudno jest odmówić obu fotografiom jakiejś niewidzialnej, przyciągającej siły, która nie pozwala spokojnie dopić porannej kawy.
Czas na zmiany
Tegoroczne World Press Photo to także wielki triumf niezależnej fotografii. Po raz pierwszy w historii laury zdobyło tak wielu reporterów niereprezentowanych przez żadne agencje. Na uwagę zasługuje materiał Wolframa Hahna z Niemiec przedstawiający ludzi, którzy robią sobie autoportrety na portale społecznościowe.
Poza tym uhonorowano także dwóch Polaków. Już po raz siódmy wyróżniony został Tomasz Gudzowaty. Tym razem zdobył drugie miejsce w kategorii Sport Stories za reportaż Mexico Car Frenzy. To bardzo liryczna opowieść o wyścigach samochodowych w Meksyku. Sporym zaskoczeniem jest natomiast nagroda dla wspominanego już Filipa Ćwika za portrety Polaków wykonane podczas żałoby narodowej po katastrofie smoleńskiej. Wyraziste, sfotografowane w bardzo ulotnych chwilach twarze porażone snopem ostrego światła błyskowego są bardzo impresyjnym opisem tamtych wydarzeń.
Epilog
Każdego dnia bombardowani jesteśmy relacjami z miejsc katastrof, klęsk żywiołowych i pól walki. Informacja pojawia się i znika, zanim zdążymy uświadomić sobie jej prawidzwe znaczenie. Fotografia pozwala to wszystko zatrzymać. Pokazać świat bez tysiąca zbędnych słów. Słowa odchodzą w niepamięć. Obrazy trwają. I, cytując Jamesa Nachtwey’a, stają się świadectwem czasów w których żyjemy.







Komentarze