Pod pokładem…
… czyli grupa wspierająca władzę.
Ponad 15 tys. metrów kwadratowych powierzchni, setka pomieszczeń, sal i auli, 16 tys. studentów. Co sprawia, że okręt zwany Szkołą Główną Handlową nie tonie?
Słowo „uczelnia” przywodzi na myśl przede wszystkim studentów, wykładowców i wszystkie organizacje studenckie, które nierzadko stają się naszym priorytetem kosztem nauki, a ich członkowie drugą rodziną. Dla przeciętnego studenta wszystko to składa się na definicje Uczelni, której jest częścią. Spóźniając się na poranne lektoraty nie zastanawiamy się, dlaczego Spadochron, przez który przebiegamy (a który poprzedniego dnia był całkowicie zastawiony krówkodajnymi stoiskami), jest nagle zupełnie pusty i wysprzątany. Kim są ludzie, którzy sprawiają, że nie potykamy się na korytarzach o kubeczki po kawie, mamy czym wytrzeć ręce w toalecie, podbitą legitymację i pozytywnie rozpatrzone podanie o stypendium? Ludzie Ci, żyjący w cieniu, często bywają pomijani i ignorowani przez studentów. A to artykuł właśnie o nich.
Na straży
Pytając studentów o nienaukowych pracowników naszej Szkoły, ich pierwsze myśli wędrują zazwyczaj w kierunku Dziekanatu. Omijają przy tym dziesiątki innych pomieszczeń wypełnionych ludźmi, pracującymi na to by każdy element akademickiej maszyny sprawnie funkcjonował. Kto pamięta o niewielkim pomieszczeniu na lewo od wejścia głównego do budynku G, gdzie pośród pęków kluczy, ekranów i ekraników, przed dwudziestoma dziewięcioma kamerami (w tym trzema nie działającymi) przez 24 godziny na dobę urzędują dobre duchy SGHu z firmy ochroniarskiej?
Zapytani o studentów naszej uczelni odpowiadają chętnie, aczkolwiek słodko-gorzko – młodzi, niepokorni bałaganiarze, pozostawiający za sobą w najmniej spodziewanych miejscach wlepki Legii. Jedzą, piją (w wirtualnym dziekanacie), lulki palą na schodach. Poważniejszego tonu ochroniarze nabierają wspominając o przejawach braku szacunku dla starszych na niższych posadach i demonstracyjnych próbach okazywania wyższości. Mimo to ogólna ocena studentów w ich oczach plasowałaby się raczej w okolicy mocnego 4.0. Młodość, werwa, energia – są na tyle zaraźliwe, że wlepki odchodzą w niepamięć. Poza tym doceniają błyskotliwe poczucie humoru i najcenniejszą, ich zdaniem szczerość.
„Jeśli przyjdzie do nas ktoś, kto szczerze, bez owijania w bawełnę powie nam jaki ma problem, zawsze może liczyć na naszą pomoc, ale trudno wyciągnąć rękę do kogoś, kto ewidentnie nie okazuje ci szacunku.”
SGHowe podziemie (na parterze)
Nie samą ochroną jednak SGH żyje. Pozostając na parterze spotykamy chociażby pracowników sklepiku, zaopatrującego rzesze studentów w hektolitry napojów energetycznych. Cierpliwi, sympatyczni i przede wszystkim nienatrętni – tak ocenia młodych ekonomistów pracownik kiosku, który chwilę potem potwierdza tezę znaną z facebookowej grupy: “To naprawdę kulturalna młodzież, śmiechem żartem jedyne do czego mógłbym się przyczepić to fakt, że nigdy nie posiadają drobnych!”. Panie sprzątaczki – w liczbie 21 to także silny filar podtrzymujący naszą uczelnię, zdecydowanie niedoceniony, ale niestety małomówny. Bez słowa skargi wypełniajacy swoje niełatwe i często niewdzięczne obowiązki.
Ewaluacja = ewolucja
Z rozmów i obserwacji płynie jednoznaczny wniosek; pierwsze pytanie ankiety dotyczącej oceny pracowników powinno brzmieć:
„Kim są według Ciebie najsympatyczniejsi pracownicy SGH i uzasadnij, dlaczego ochroniarze?”
Problem jednak polega na tym, że na podobne ankiety zabrakło w tym roku funduszy. Wielka szkoda, ponieważ władzom Uczelni powinno zależeć na tym, aby dowiedzieć się, co studenci sądzą o sposobie i jakości prowadzenia Szkoły, do której uczęszczają. Zainteresowanie tematem powinno być szczególnie duże, ponieważ nie byłyby to bynajmniej opinie pozytywne. Nasi rozmówcy nie szczędzą krytyki, mnożąc przykłady nieżyczliwości i wypaczeń przy załatwianiu nawet błahej sprawy.
Skarży, nie pyta
Skarżą się, że niemożność dojścia do porozumienia z Panią dzierżącą władzę zza okienka, wynika często jedynie z czystej złośliwości i niechęci. Wielu z nas po kolejnej przegranej potyczce z uczelnianą biurokracją czuje się jak niepotrzebny element życia Uczelni, którego zadaniem jest nieprzeszkadzanie. Stereotypowe panie-pasjans i panie mam-przerwę, których zadaniem i zawodowym obowiązkiem jest pomaganie studentom na każdym etapie studiowania, naturalnie stają się obiektem drwin i krytyki. I o ile skargi w kwestiach relacji międzyludzkich można w pewien sposób zaakceptować i zrozumieć, tak uwagi studentów na temat niepunktualności, bądź nierespektowania czasu pracy są nie do przyjęcia. Mieszane uczucia budzi fakt, że w godzinach pracy Panią z Dziekanatu można spotkać przed budynkiem Głównym nawet częściej niż niektórych członków Samorządu. Potem, na załatwienie spraw interesantów brakuje czasu. Włosy jeżą się na głowie, kiedy studenci, z którymi rozmawiał MAGIEL wypominają wyciszone telefony w Dziekanacie Studium Magisterskiego, przez które nie było możliwości skontaktowania się w wypadku pilnej sprawy.
Niemożliwe?
Niestety, skargi na pracowników SGH zaczynają się już na etapie rekrutacji, zanim kandydat stanie się oficjalnie studentem. Maciek, aktualnie student pierwszego roku Jednoczesnych Studiów Ekonomiczno-Matematycznych na UW musiał odwiedzić nasz Dziekanat trzykrotnie, aby odebrać niezbędne dokumenty. Raz kolejka, w której stał nie została całkowicie obsłużona, z powodu krótkiego czasu pracy Dziekanatu, innym razem w pracy nie pojawiła się osoba, odpowiedzialna za tego typu sprawy. Maciek życzy wszystkim studentom SGH powodzenia.
Motywacja aktywacja
To złe zarządzanie czy brak dobrej woli pracowników? Na zajęciach, na które uczęszczamy wpaja nam się, że motywacja jest podstawą efektywności pracy. I to brak motywacji może być winnym kłopotów z esgiehową administracją. Wynagrodzenie podstawowe pracowników oparte jest o zasady określone w rozporządzeniu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie warunków wynagradzania za pracę i przyznawania innych świadczeń związanych z pracą dla pracowników zatrudnionych w uczelni publicznej z 2006 roku. Przełożeni w poszczególnych jednostkach pozakolegialnych mają możliwość wystąpienia o dodatkowe wynagrodzenie dla swoich podwładnych ze względu na ich osiągnięcia. Ale czy to zrobią i czy zostaną one pozytywnie rozpatrzone? Jeżeli pracownikom brakuje chęci i zapału to może warto pójść za przykładem innych uczelni zagranicznych i wynagradzać studentom ich wkład w działalność Szkoły. Mogłoby to przysługiwać osobom zaangażowanym na przykład w pracę Samorządu Studentów. Wiadomo, że są prace, które wymagają odpowiedniego wykształcenia i kwalifikacji, ale część obowiązków mogliby przejąć sami studenci. Tutaj jednak dotykamy innego problemu, z którym boryka się Uczelnia. Jest to strach przed innowacyjnością i wprowadzaniem drastycznych zmian. Każda reorganizacja niesie za sobą ryzyko zwolnień, wymaga od pracowników przekwalifikowywania się i na pewien czas może sparaliżować działanie dowolnej instytucji.
Krok do przodu?
Zmiany, co niejednokrotnie powtarzają sami pracownicy Uczelni, z którymi rozmawiał MAGIEL, są jednak potrzebne. Władze SGH uciekają od problemu zwolnień, pozostawiając pracowników na etatach, które można by było zlikwidować. Skoro szukamy oszczędności to jaki jest sens stałej rozbudowy administracji, która jak wiadomo, pochłania ogromne nakłady finansowe. Warto zdać sobie sprawę, że aż 32 proc. kosztów wszystkich wynagrodzeń trafia do pracowników administracji, co nie uwzględnia jeszcze kosztów zatrudnienia ochrony, firmy sprzątającej i szatniarzy, ponieważ ich płace zapewnia firma outsourcing’owa. Zgodnie z rektorskimi propozycjami reformy, SGH zostanie podzielona na pięć wydziałów, każdy z własnym dziekanatem, co wywoła oczywisty wzrost zatrudnienia w administracji. Aktualnie pracownicy niebędący nauczycielami akademickimi stanowią 40 proc. wszystkich zatrudnionych, nie wliczając pracowników wynajętych przez inne firmy, a wykonujących swoją pracę na terenie Uczelni.
Od drzwi do drzwi
SGH tonie w biurokracji. Ogromna liczba pracowników stwarza im możliwość uciekania przed odpowiedzialnością i podejmowania decyzji, za które nie odpowiadają personalnie. Ze względu na mnogość jednostek pozakolegialnych, ich niezrozumiałe nazwy, brak przejrzystego podziału obowiązków i niekończące się maratony “od pokoju do pokoju” po szkolnych labiryntach załątwienie nawet najbanalniejszej sprawy staje się istnie syzyfową pracą. MAGIEL dotkliwie się o tym przekonał, próbując ustalić liczbę pracowników ochrony, zatrudnionych do pilnowania porządku w SGH. Wyniki tej próby poniżej.
Jak zdobyć informację o liczbie pracowników ochrony pracujących na SGHu?
Droga oficjalna:
czas trwania: ponad 3 doby
rezultat: nieosiągniętyRedakcja miesięcznika MAGIEL 64G-> Dział Spraw Pracowniczych 411G -> 409G -> 410G ->Sekretariat Kanclerza 416G-> Dział Zarządzania Nieruchomościami ->451 ->452 ->453-> Sekretariat Dyrektora DZN-> Podanie o zgodę na udzielenie informacji……. -> Radca Prawny-> Wniosek o opinię prawną ->Prorektor ds. Dydaktyki i Studentów ->Złożenie podania w Sekretariacie Kanclerza ->liczba pracowników: wciąż nieznana.
Droga nieoficjalna:
czas trwania: 3 minuty
rezultat: osiągniętyRedakcja miesięcznika MAGIEL 64G -> portiernia -> 2 minutowa rozmowa z panem Andrzejem*, który przypomina sobie imiona swoich kolegów -> liczba pracowników: 40
Nie śpię, bo stoję w kolejce w dziekanacie vs. nie jem obiadu, bo studenci spóźniają się z podaniami
Trudne warunki lokalowe, na które zwracają uwagę nie tylko studenci, ale i sami pracownicy, zaniżają komfort pracy. Wiadomo, że ciężko wypełniać swoje obowiązki w kilkunastometrowym pomieszczeniu, z czterema innymi pracownikami, gdzie dostęp do świeżego powietrza jest znacznie ograniczony. Tak wygląda sytuacja w, wydawałoby się jednym z bardziej reprezentacyjnych (nie mylić z reprezentatywnych) pomieszczeń, gdzie często spotyka się interesantów spoza SGH, Kancelarii Głównej. Ciężko porozumieć się w Dziekanacie, kiedy jest się oddzielonym od pracownika mało zachęcającą szybą, z otworkiem na głowę. Student staje się anonimowym, kolejnym numerkiem indeksu, którego dużo łatwiej zignorować.
Czy jednak wina zawsze leży po stronie administracji? Pracownicy działają w granicach i na podstawie prawa, respektując je, nieważne co osobiście o nim uważają. To, że prawo często bywa absurdalne wynika z nieznajomości realiów nauczania pracowników Ministerstwa. Winni są także przełożeni w jednostkach pozakolegialnych Uczelni, którzy nie chcą, bądź nie są w stanie zapewnić godnych warunków pracy, satysfakcjonującego wynagrodzenia i obowiązków, które nie napawałyby frustracją, rozgoryczeniem i urażałyby niespełnione ambicje. Problemy stwarzają również sami studenci. Niezrozumiałe poczucie wyższości i roszczeniowa postawa, o których wspominali pracownicy ochrony nie ułatwia komunikacji pomiędzy studentami, a administracją. Przestaliśmy prosić, a żądamy i oczekujemy. Autorki artykułu na własnej skórze przekonały się, że miły uśmiech i życzliwość w stosunku do Pań z Dziekanatu potrafią zdziałać cuda i są kluczem do sukcesu, kiedy sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się beznadziejna i nierozwiązywalna. Wygląda więc na to, że to nie wahania nastrojów pracowników administracyjnych są największym problemem, a nasze monstrualne ego, które po prostu nie mieści się w dziekanacie.
Nie taki happy end
Czy to nam się podoba czy nie, SGH administracją stoi.Narzekamy na biurokrację, nieracjonalne wydawanie środków, kurczowe trzymanie się przestarzałych rozwiązań, brak logiki w dysponowaniu zasobami ludzkimi. Taka już studencka rzecz – krytykować, co choć z pozoru wydaje się działać destrukcyjnie, może pomóc władzom Uczelni przejrzeć na oczy i wreszcie pójść z duchem czasu. Skomplikowany uczelniany krwioobieg, tysiące studentów i setki pracowników to logistyczno-organizacyjny koszmar. Pozostaje mieć nadzieję, że przewidywane reformy wprowadzą fundamentalne usprawnienia. Kto wie, być może wkrótce ta przerażająca Pani z Dziekanatu stanie się dla nas po prostu Panią Iwonką*.
*wybór imienia nieprzypadkowy.

Komentarze