Wyspy szczęśliwe

Zaledwie pięciogodzinna podróż samolotem z Warszawy może przenieść nas do niezwykłego miejsca, gdzie lato trwa cały rok, a góry są wygasłymi wulkanami – na Wyspy Kanaryjskie.

Powoli nadchodzi czas przygotowywania planów na nadchodzące wakacje. Coraz więcej Polaków decyduje się spędzić je w jednym z krajów słynących z ciepłego klimatu i pięknych plaż. W tym roku z powodów politycznych na znaczeniu stracą pewnie Egipt i Tunezja. Warto więc rozważyć odwiedzenie innego miejsca. Jednym z ciekawszych celów podróży może być składający się z siedmiu wysp archipelag Wysp Kanaryjskich. Wbrew pozorom, koszt takiego urlopu nie jest znacząco większy niż w Europie kontynentalnej, za to czas – o wiele przyjemniej spędzony.

Wyspy Kanaryjskie uważane są za miejsce o jednym z najbardziej sprzyjających człowiekowi klimatów na świecie. Zimą jest tu ciepło, a latem gorąco, jednak nigdy nie ma tam przesadnie męczących upałów, gdyż łagodzące działanie na temperaturę ma dość silny wiatr znad oceanu. Zachwycają też iście kosmicznie wyglądające wulkaniczne pejzaże, obecne przede wszystkim na dwóch wyspach – Lanzarote i Teneryfie.

 

Nowoczesność i tradycja Lanzarote

Zacznijmy od mniejszej z nich – Lanzarote. Stolicą wyspy od 1852 roku jest Arrecife. Nowoczesność miasta kontrastuje znacznie z klimatem dawnej stolicy – Teguise, która zachwyca swoim tradycyjnym wyglądem i słynie z odbywających się co niedzielę targów.

Jadąc samochodem przez wyspę, można zaobserwować wiele intrygujących ruchomych rzeźb. Są one pozostałością po działalności pochodzącego z Lanzarote architekta i rzeźbiarza Césara Manrique. Zagospodarował on wiele miejsc wartych odwiedzenia na wyspie i starał się zachować jej tradycyjny wygląd, m.in. dążąc do zakazania budowania wysokich budynków.

 

Jak na Księżycu

Wyspa przyciąga turystów nie tylko piaszczystymi plażami, łagodnym klimatem i piękną architekturą. Warto wynająć samochód i za stosunkowo niewielkie pieniądze zwiedzić wiele jedynych w swoim rodzaju cudów natury.

Obowiązkowym punktem wycieczki musi być park narodowy Timanfaya, uznany przez UNESCO za rezerwat biosfery. Park swoim wyglądem przypomina z pozoru powierzchnię Księżyca. Zaskakuje swoją pustką, jakimkolwiek brakiem fauny i flory oraz całkowitą ciszą. Wszystko dlatego, że pokryty jest grubą warstwą zastygłej lawy, pozostałością po wielkich erupcjach wulkanów, jakie miały miejsce przez kilka lat od roku 1730, co spowodowało zniszczenie kilkunastu wiosek w tej części wyspy. Obliczono nawet, że aby pozbyć się lawy z wyspy, każdy mieszkaniec Ziemi musiałby stamtąd zabrać jej aż ok. 50 kg. Tuż pod powierzchnią ziemi cały czas jest bardzo gorąco, co udowadniają pracownicy Timanfayi, smażąc kurczaki na ruszcie ciepłem wydobywającym się z niej, wlewając wodę do specjalnie stworzonych „gejzerów”, czy pokazując, jak zapala się słoma wrzucona metr w głąb ziemi.

 

Podziemny urok

Kolejnym punktem zwiedzania mogą być jaskinie Cueva de Los Verdes. Podczas wycieczki z przewodnikiem możemy przejść się dwukilometrowym systemem podziemnych korytarzy i tuneli, aby mieć możliwość zaobserwowania wielu formacji skalnych i różnorakich minerałów, a także dostrzec, jak zastygała lawa, tworząc owe jaskinie. Co ciekawe, jedna z jaskiń udostępnionych do zwiedzania, ze względu na świetną akustykę, jest salą koncertową. Poprzez erupcje wulkaniczne powstał też system grot Jameos del Aqua, przekształcony później przez Césara Manrique. W jednej z nich uformował się zbiornik wodny, gdzie można oglądać rzadko spotykany gatunek małych krabów albinosów. Zwiedzaniu towarzyszy tajemnicza, nastrojowa muzyka. Warte odwiedzenia jest tu też Muzeum Wulkanologii.

 

Lanzarockie różności

Jedną z ciekawszych atrakcji wyspy jest wielki ogród pełen kaktusów – Jardín de Cactus. Znajdziemy tu chyba wszystkie istniejące gatunki kaktusów, niektóre wyglądające jak drzewa, a inne przypominające kształtem mózg, a wszystko to znów w ciekawej aranżacji Césara Manrique, będącego ojcem tego „dzieła”. Tu nawet oznaczenia damskiej i męskiej toalety są oryginalne. Sam dom artysty jest również wart zobaczenia. Został on udostępniony dla zwiedzających po jego tragicznej śmierci w 1992 r. Można zaobserwować, jak kreatywny był Manrique, umieszczając w swoim domu drzewo przecinające wszystkie piętra, czy stawiając ścianę domu tak, aby wpuścić część pola z lawy do wnętrza pokoju.

Turystę z pewnością urzeknie też piękno Los Hervideros, czyli jaskiń i tuneli wyrzeźbionych przez wodę, o które z impetem uderzają morskie fale. Warto też wybrać się do pobliskiego El Golfo, gdzie oprócz pięknych białych domków zobaczyć można zielone jezioro powstałe we wnętrzu krateru wulkanu, którego część zapadła się do oceanu. Wielbicieli odpoczynku zachwycą też lanzarockie plaże (Playas de Papagayo czy Playa Blanca).

 

Kosmiczna Teneryfa

Po skorzystaniu ze wszystkich atrakcji, które oferuje nam Lanzarote, odwiedźmy Teneryfę. Największa w archipelagu to istna wyspa-wulkan. Najwyższy jej szczyt (a jednocześnie najwyższy szczyt całej Hiszpanii) – Pico del Teide o wysokości 3718 m n.p.m. jest wygasłym wulkanem. Stanowi on główny symbol wyspy, widoczny niemalże z każdej jej części. Wejście na sam szczyt możliwe jest dopiero po otrzymaniu specjalnego zezwolenia, jednak już z wysokości górnej stacji kolejki linowej (3555 m n.p.m.) obserwować można widok na całą wyspę, inne wyspy archipelagu, a przy całkowicie bezchmurnej pogodzie – nawet na wybrzeże północnej Afryki. Pamiętać należy jednak, że pogoda na wulkanie, ze względu na jego wysokość, jest dosyć niepewna, a różnice w temperaturze między nim a wybrzeżem mogą sięgać nawet kilkudziesięciu stopni. Zimą możemy więc rzucać się tu śnieżkami, by już godzinę później opalać się na plaży.

W drodze na owe plaże warto przejść się jeszcze jedną z tras wyznaczonych w Parku Narodowym Cañadas del Teide, gdzie zachwyt wzbudzają zarówno surowe pejzaże, niezwykłe kształty formacji skalnych, jak i niespotykana w Europie roślinność. Krajobraz jest na tyle kosmiczny, że to tutaj twórcy Gwiezdnych wojen postanowili nakręcić dużą część filmu.

 

Kurorty z dwóch różnych bajek

Gdy jednak całkiem przejedzą się nam księżycowo-wulkaniczne widoki, udajmy się wreszcie nad morze. Do wyboru mamy cały szereg miejscowości turystycznych. Kurorty na Teneryfie dzielą się na dwa rodzaje. Pierwsze to te położone na południu wyspy, oblegane przez tłumy młodych Brytyjczyków, pełne dyskotek i wielkich hoteli. Playa de las Americas i Los Cristianos, bo o nich mowa, może i w pewnym stopniu są ciekawe, ale zdecydowanie mało oryginalne, niezwykle podobne do wielu innych nadmorskich miejscowości Europy.

W poszukiwaniu nieco innych miast i przede wszystkim nieco innych plaż, dobrze wybrać się na północ wyspy, do Puerto de la Cruz. Nieco spokojniejsza, ale zdecydowanie ciekawsza miejscowość, posiada zarówno przyjemną atmosferę, jak i wiele atrakcji, które zatrzymają w niej na dłużej. Po pierwsze – plaże. Są to plaże czarne, pochodzenia wulkanicznego, a przede wszystkim pięknie położone przy majestatycznych surowych skałach. A gdy jeszcze mamy ochotę na spróbowanie swych sił w surfingu ich atrakcyjność dodatkowo rośnie. Po drugie – baseny. Jakkolwiek dziwne się wydaje, że do miejscowości nadmorskiej mogą przyciągać baseny, ale w przypadku tamtejszego ich kompleksu – Lago Martianez rzeczywiście tak jest, a to ponownie za sprawą niezawodnego Césara Manrique. Stworzył on tu prawdziwe wodne dzieło sztuki, wkomponowane w przybrzeżne skały, pełne lagun, kaskad i fontann. Po trzecie – ogród botaniczny. Przypominający dżunglę z majestatycznymi okazami roślinnymi stanowi punkt obowiązkowy dla wszystkich chcących poczuć prawdziwą egzotykę. W okolicy Puerto de la Cruz warto odwiedzić jeszcze plantację bananów Bananera El Guanche (dodatkowo możliwość degustacji pysznych bananowych likierów) i Loro Parque (wielki park z pokazami papug, delfinów, lwów morskich i ogromnym akwarium).

 

Dla każdego coś dobrego

Następnie warto zawitać do Maski – bajecznie położonej wśród gór miejscowości. Już sama bardzo kręta i bardzo wąska droga do niej prowadząca dostarcza wielu emocji (niepolecana osobom cierpiącym na chorobę lokomocyjną). W Masce, poza podziwianiem pięknych krajobrazów, warto spróbować miejscowego soku z kaktusów. A potem udajmy się w stronę zachodniego wybrzeża, najlepiej do miejscowości Puerto de Santiago, skąd roztacza się widok na olbrzymie klify Los Gigantes. Ci, którzy będę mieli więcej czasu, z pewnością nie pożałują też wycieczki statkiem wzdłuż skał. Podczas objazdu samochodem tej części wyspy warto zjechać z utartych szlaków i zatrzymać się w którejś z małych nadbrzeżnych miejscowości by odkryć kameralne plaże i miejsca, gdzie turyści jeszcze nie dotarli.

Aby dla odmiany poczuć trochę nowoczesności, dobrze odwiedzić jeszcze stolicę i jednocześnie największe miasto wyspy – Santa Cruz. Znajdują się tu zarówno wieżowce dzielnicy finansowej, futurystyczne projekty znanych architektów i rzeźbiarzy (m.in. Auditorio de Tenerife, opera zadziwiająco przypominająca tę z Sydney, zaprojektowana przez Santiago Calatravę, kolejnego zdolnego hiszpańskiego architekta), jak i bardziej tradycyjnie wyglądające urokliwe budynki, skwerki i uliczki.

 

Można opisać jeszcze wiele miejsc, które składają się na niepowtarzalne piękno tych hiszpańskich wysp. Ich pochodzenie wulkaniczne sprawia, że zobaczymy tu miejsca niespotykane w Europie kontynentalnej. Z pewnością też Teneryfa i Lanzarote nie są jedynymi ciekawymi wyspami w archipelagu. W końcu nie bez powodu całe Wyspy Kanaryjskie w starożytności nazywano Wyspami Szczęśliwymi. My polecamy jednak zacząć od dwóch najbardziej wulkanicznych i tym samym najbardziej niezwykłych. Hasta la vista na Kanarach!

 

Komentarze