Mao z Falangą za pan brat
Tradycyjny podział na prawicę i lewicę, wypracowany podczas rewolucji francuskiej, w coraz mniejszym stopniu oddaje rzeczywistość. Dobitnie świadczy o tym ubiegłoroczne porozumienie między skrajnie komunistyczną Organizacją Czerwonej Gwardii i narodowo-radykalną Falangą. Co sprawia, że śmiertelni wrogowie zawiązują takie sojusze?
Redaktor naczelny antyfaszystowskiego magazynu „Nigdy Więcej” tak określił sojusz skrajności: To organizacje wspierające zbrodniczy system totalitarny, oparte na wartościach negatywnych, które też stanowią jedyny czynnik spajający. Faktem jest istnienie w Polsce szeregu ugrupowań, zarówno prawicowych, jak i lewicowych, które wymykają się standardom społeczeństwa demokratycznego. Odwołujących się w swojej ideologii do zbrodniczych reżimów, nieodrzucających przemocy jako drogi do osiągania celów politycznych.
Z prawej strony…
Ocena skali polskiego ekstremizmu nie jest łatwa. Liczba członków poszczególnych organizacji jest albo skrzętnie ukrywana, albo zawyżana poprzez sumowanie wszystkich osób, które się przez nie przewijają.
Pewnym źródłem wiedzy są oczywiście wyniki wyborów. Nie należy jednak zapominać o tym, że część najbardziej skrajnych organizacji odrzuca demokratyczny porządek oraz o tym, że duży udział w ich wynikach ma tzw. „wariacki elektorat” (przykładowo, Polska Partia Pracy „lubi” wystawiać kandydatów o nazwiskach Ziobro czy Olejniczak, zbierających tego typu głosy). Same liczby zaś nie są imponujące. W wyborach prezydenckich w 2005 r. „pierwszy antysemita kraju” (od którego odcina się jednak duża część środowisk narodowych), Leszek Bubel, otrzymał niespełna 19 tys. głosów, a kierowana przez niego Polska Partia Narodowa – 34 tys. Swoich kandydatów (choć nie we wszystkich okręgach) wystawia także niekiedy Narodowe Odrodzenie Polski – w 2005 r. jego kandydaci otrzymali nieco ponad 7 tys. głosów.
W każdej organizacji lewicowej są dziesiątki Leninów, którzy uważają, że poprowadzą lud do rewolucji.
Maoiści
Powstały w latach 80. NOP jest obecnie, obok nawiązującego do przedwojennej tradycji Obozu Narodowo-Radykalnego, najbardziej znaną organizacją skrajnie prawicową. Niedawno obie „zasłynęły” współorganizując wraz z Młodzieżą Wszechpolską Marsz Niepodległości, który spotkał się z gwałtownym sprzeciwem środowisk lewicowych. Co jakiś czas nazwy te przewijają się w doniesieniach prasowych mówiących o procesach „heilujących” skinheadów czy o „młodzieńczych wybrykach” czołowych polityków. Przykładowo, przed ponad dwudziestu laty członkiem NOP-u był Michał Kamiński, dziś jeden z najważniejszych działaczy partii Polska Jest Najważniejsza.
Inwigilacja radykałów?
Działalność tych organizacji oczywiście nie ogranicza się do demonstracji – swoje pisma wydają zarówno NOP („Szczerbiec”), jak i Bubel („Tylko Polska”, „Poznaj Żyda”), dość prężnie działa portal internetowy nacjonalizm.pl. Ponadto mamy do czynienia z całym frontem kulturowym nacjonalizmu tworzonym przez zespoły muzyczne grające muzykę z nurtu Rock Against Communism, wśród których wyróżniają się Honor i Konkwista 88. Ich twórczość, wieszcząca, iż narodowy socjalizm to jedna droga dla kraju, a duma twoich białych dzieci kiedyś znów wyzwoli ten ląd, spotyka się z reakcjami organów ścigania, jednak niezbyt konsekwentnymi. Odbiór takiej muzyki jest jednak niewielki – wśród nacjonalistów krążą historie o przypadkach koncertów, na których tajne służby stanowią nawet połowę publiczności.
Specyficznym nurtem wśród skrajnej prawicy jest neopogaństwo. Najbardziej znanym jego piewcą był wokalista wspomnianego zespołu Honor. W Zachodniopomorskim działa także organizacja o nazwie Niklot, promująca wiarę w słowiańskich bogów Trygława i Peruna. Neopoganie są najczęściej nastawieni radykalnie antychrześcijańsko, z racji faktu, że Jezus i apostołowie byli Żydami.
Kult karności
Jednym z istotniejszych błędów, jakie można popełnić próbując sobie wyobrazić prawicowego ekstremistę, jest utożsamienie go z niewykształconym pseudokibicem, skinheadem, bandytą. Tacy, oczywiście, także się zdarzają, ale bynajmniej nie są w większości. Świetny przykład stanowi tutaj Falanga. Jej rzecznik prasowy, Ronald Lasecki, opowiadając o ideologii swojej organizacji, płynnie przechodzi do dygresji o koncepcji imperializmu Johna Hobsona, inni jej członkowie publikują w sieci artykuły odwołujące się do myśli takich filozofów jak Gilbert Chesterton czy Julius Evola.
Podstawową cechą, która wyróżnia Falangę na tle innych organizacji jest całkowite podważenie porządku demokratycznego. Wiąże się to z odrzuceniem zarówno wyborów do instytucji państwowych, jak i procedur demokratycznych wewnątrz organizacji – Falanga jest strukturą ściśle zhierarchizowaną, a jej członków obowiązuje posłuszeństwo względem przywódcy. – Zdecydowałem się przystąpić do Falangi, gdyż imponowała mi jej karność i dyscyplina – opowiada nam były już jej członek z Poznania. Symboliczną realizację tych słów stanowi unifikacja strojów – członkowie Falangi pojawiają się publicznie ubrani w tzw. „czarne mundury”.
Ronald Lasecki tak tłumaczy obostrzenia światopoglądowe obowiązujące Falangistów: – Cechuje nas przywiązanie do tradycyjnej katolickiej moralności i wrogość do wszystkiego, co wiąże się z liberalną demokracją. Członkowie powinni również identyfikować się z jedną z ideologii takich jak monarchizm, tradycjonalizm integralny, narodowy radykalizm, faszyzm et cetera.
Antykapitalistyczna nuta
Na antypodach ruchu narodowo-radykalnego swoje miejsce na polskiej scenie politycznej znalazła lewica antykapitalistyczna. Głównym ugrupowaniem tego nurtu jest wspomniana już Polska Partia Pracy, którą w ostatnich wyborach parlamentarnych poparło ponad 160 tys. obywateli. Jej głównym zapleczem jest WZZ „Sierpień 80”, znany między innymi z organizacji pierwszych w historii Polski strajków w sieciach hipermarketów (Tesco) i rekordowo długiego strajku w kopalni Budryk.
Spory rozgłos zdobyła także Nowa Lewica Piotra Ikonowicza, która słynie ostatnio z walki przeciwko eksmisjom, organizując na wpół legalne blokady egzekucji komorniczych.
Bardziej radykalną organizację stanowi Pracownicza Demokracja. Odrzuca ona możliwość startu w demokratycznych wyborach, uznając, że służą one niesłusznej „dominacji klasy kapitalistów”, a także występuje w opozycji do idei realnego socjalizmu, która stanowi przejaw „biurokratycznego kapitalizmu państwowego”. Plakaty Pracowniczej Demokracji często można spotkać na bilbordach w warszawskim metrze. Zachęcają one do udziału w regularnych dyskusjach w siedzibie Federacji Związków Zawodowych Metalowców na Starym Mieście, w czasie których z socjalistycznego punktu widzenia omawia się bieżące problemy społeczne i ekonomiczne. Często też nawołują one do demonstracji antywojennych.
Naszym zdaniem dotychczasowe koncepcje wyczerpały się. Inne organizacje prawicowe utknęły w stęchliźnie intelektualnej, posługują się ciągle tymi samymi sloganami.
Ronald Lasecki, Falanga
Wykończyć burżuazję!
Działaczy radykalnej lewicy najłatwiej spotkać właśnie w czasie tego typu wydarzeń. Można wtedy odnieść wrażenie, że cały ruch cechuje się jednością. A jednak pozory mylą, bowiem polskie organizacje skrajnie lewicowe należą do wyjątkowo skłóconych. Krąży nawet powiedzenie, że rozmnażają się one przez podział. Być może wynika to z faktu, że większość z nich wbudowuje w swoje struktury wyjątkowo silnie rozwinięte mechanizmy demokratyczne, czasami wręcz odrzucające oficjalne przywództwo. Mimo to – jak stwierdza jeden z ich działaczy – pojawiają się pseudoliderzy mający odpowiedź na każde pytanie. Zamieniają się w ,,ojców” silnie negujących i poniżających osoby niezgadzające się z ich poglądami. Maoiści dodają złośliwie: – W każdej organizacji lewicowej są dziesiątki Leninów, którzy uważają, że poprowadzą lud do rewolucji.
Na polskiej lewicy istnieją jednak także i ugrupowania działające na granicy obowiązującego prawa. Do jednego z najgłośniejszych przypadków należy Organizacja Młodzieżowa Lewica Bez Cenzury, skupiona wokół portalu o tej samej nazwie, zamkniętego w październiku 2008 roku na wniosek prokuratury. Lider tego środowiska, Michał Nowicki, jest rzadkim przypadkiem osoby z oficjalnymi zarzutami za promowanie zbrodniczych praktyk komunizmu. LBC nawoływała bowiem do zaprowadzenia w Polsce bolszewizmu drogą rewolucji. Na jej portalu można było też znaleźć namawianie do świętowania śmierci polskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie, wezwania do wieszania polityków, wykańczania burżuazji, a nawet pochwały autorów mordu katyńskiego, którzy mieliby się przyczynić do szczęścia „milionów ludzi pracy”. Mimo że zarzuty uchylono w 2010 roku, środowisko to uległo trwałemu rozpadowi.
Śladami Mao
Na gruzach LBC powstała nowa organizacja – maoistyczna Rewolucyjna Lewica Komunistyczna, później przekształcona w Organizację Czerwonej Gwardii im. Kazimierza Mijala. Jej członkowie nie przywiązują dużej wagi do imion i nazwisk, wolą przedstawiać się jako „Organizacja”. Nawiązują do tradycji marksizmu i leninizmu, która miałaby być twórczo rozwinięta przez Józefa Stalina. OCG za najwyższe osiągnięcie w rozwoju komunizmu na świecie uważają wielką proletariacką rewolucję kulturalną zorganizowaną przez przywódcę Chińskiej Republiki Ludowej Mao Zedonga. Zdają sobie jednak sprawę, że dziś rewolucja w rozwiniętych krajach kapitalistycznych jest niemożliwa. Jak kwaśno stwierdza jeden z nich: Młodzież w tych krajach woli iPhone’y od studiowania mądrości Mao. Brakuje też klasycznego proletariatu, który, nie mając nic do stracenia, mógłby chwycić za broń i zburzyć stary porządek. – Teraz robotnik może stracić samochód, dom, mieszkanie, ma też kredyt do spłacenia – dodaje członek Organizacji. Ostatnimi podrygami ruchu rewolucyjnego w Europie byłaby tzw. „partyzantka miejska” w latach 60., znana m.in. z filmu Baader-Meinhof. – Oczywiście uznajemy wszystkich bojowników rewolucyjnych partyzantek za bohaterów w walce z systemem, jednak uważamy, że ich bohaterstwo było całkowicie niepotrzebne – stwierdza.
Dlatego też swoje wysiłki OCG kieruje w stronę krajów rozwijających się, wpisując się w stosunkowo młody nurt „trzecioświatowego maoizmu” wspierającego tamtejsze ruchy rewolucyjne. Bowiem główna sprzeczność współczesnego świata nie opierałaby się na walce klas kapitalistów i robotników, a walce światów – Pierwszego świata, na czele z imperialistyczną Ameryką, i uciśnionego Trzeciego świata. Polscy maoiści, poprzez pracę teoretyczną nad tworzeniem ideowych podstaw dla tej walki, chcą przyczynić się do zrzucenia kajdan przez miliardy mieszkańców krajów rozwijających się. Na pierwszy rzut oka trudno o bardziej odległą koncepcję od Falangi.
Ręka w rękę z wrogiem
Inicjatywa porozumienia Falangi i Rewolucyjnej Lewicy Komunistycznej wyszła ze strony tych pierwszych. Ciekawostką jest, że w obu organizacjach osoby, które nawiązały kontakt, zrezygnowały później z działalności (z przyczyn od sojuszu niezależnych). Ronald Lasecki zapytany o motywacje tłumaczy: Trudno nie zauważyć, że przez ostatnie 20 lat otaczający nas świat bardzo się zmienił. Naszym zdaniem dotychczasowe koncepcje wyczerpały się i zaczęliśmy szukać czegoś nowego. Inne organizacje prawicowe utknęły w stęchliźnie intelektualnej, posługują się ciągle tymi samymi sloganami. Zresztą OCG to nie jest typowa lewica. Maoiści dodają: – Nawiązujemy trochę do koncepcji Mao, sojuszu wszystkich sił antyimperialistycznych. Poza tym obie organizacje zachowały pełną autonomię poglądów.
Do wspólnych akcji OCG i Falangi zaliczyć można między innymi demonstrację przeciwko NATO w rocznicę podpisania Traktatu Waszyngtońskiego. Obie mówią jednak o korzyściach. – Najlepszym dowodem jest to, że OCG zmieniła nazwę, odcinając się od określenia „lewica” – komentuje Lasecki. – Ale my też wyszliśmy z tego doświadczenia wzbogaceni. Nie ukrywają również, że była to forma reklamy. – Zanotowaliśmy nawet napływ nowych członków – dodają maoiści. – W końcu nieważne jak mówią, byleby mówili.
Powszechne potępienie
Reakcję środowisk, z których wywodzą się Falanga i OCG, można określić mianem histerycznej. – Michał Nowicki zwyzywał nas od faszystów – śmieją się maoiści. Otwarte listy potępiające wysłali także czołowi polscy monarchiści – prof. Adam Wielomski oraz Jacek Bartyzel. Krążą także pogłoski o zakazie wstępu Falangi na akcje organizowane np. przez ONR. – Nie umiem tego ocenić, bo my nie jesteśmy zainteresowani współpracą z ONR – mówi Lasecki. – Mogę powiedzieć jedynie tyle, że osobiście żadnego ostracyzmu towarzyskiego nie odczułem. Przychylne głosy można z kolei usłyszeć ze strony portalu nacjonalista.pl. Choć nietrudno zauważyć, że określenie „maoiści” nacjonalistom przez usta nie przechodzi – w zamian korzystają oni z eufemizmu „społeczni rewolucjoniści”.
O skrajnie prawicowych i lewicowych ugrupowaniach mówi się czasem, że dalej jest tylko ściana. Ku zdziwieniu wielu nierzadko tuż za tą ścianą kryją się inne organizacje, tylko pozornie o całkowicie przeciwnych poglądach. Taki mur czasem bywa dyskretnie przenikany, jak metamorfoza Samuela Konkina, innym razem brutalnie burzony, jak uczynili to Ribbentrop i Mołotow. Wszystkie takie historie uczą jednak, że świat polityki nie jest jednoznaczny i jednowymiarowy, jak czasem próbuje się go przedstawić.


Komentarze