Balkan Caravan
Kolejny raz przeglądam zdjęcia redakcyjnego kolegi Jaśka Golińskiego z jego wyprawy na Bałkany, które opublikowaliśmy w poprzednim numerze MAGLA. Albania, Serbia, Bośnia. Do tego kotła najchętniej dorzuciłbym jeszcze całą kulturę Cyganów i Rumunię. Zawsze chciałem się wybrać w tamte strony, co niestety nigdy się nie wydarzyło, więc nieudolnie staram się zastąpić wspomnienia zdjęciami takimi jak te. Widoki niskich zabudowań, ludzie siedzący w pociągu i z niego wysiadający. Muzyczne trio gra na głównym placu miasta. Dwóch mężczyzn przy stoliku przed domem dopija kawę i odpoczywa. Wszystko ciche, spokojne, bez żadnych niepotrzebnych emocji czy stresów. Nikt się nie spieszy i nie zastanawia się nawet co nadejdzie z następną chwilą. I chociaż nigdy tam nie byłem, to gapię się na te wszystkie zdjęcia, szukam płyt i filmów, które chociaż w najmniejszych stopniu mogą oddać klimat życia w tamtym rejonie. Pokazać jakieś miejsca, jakichś konkretnych, chociaż wciąż nieznajomych ludzi.
Właśnie dlatego czytam Jadąc do Babadag Stasiuka i przemierzam z nim te niezliczone kilometry przez małe rumuńskie wioski w poszukiwaniu zakrętu, na którym w 1921 roku ktoś zrobił zdjęcie niewidomemu, cygańskiemu skrzypkowi. Czasami chciałbym, żeby Stasiuk zamiast do Wołowca wyprowadził się z Warszawy prosto na Bałkany. Wtedy nie miałby wyjścia i opisywałby tych ludzi i ich kulturę, a ja bym chłonął te wszystkie zapiski. Ale wszystko zaczęło się dla mnie najwidoczniej od Kusturicy i jego filmów. Czarny kot, biały kot, Underground czy Czas Cyganów okazały się niespodziewanym wybuchem, bo straciłem już chyba wiarę w istnienie jakiegoś całkowicie innego świata, który byłby w opozycji do momentami niewiarygodnego i nudnego już Zachodu. Przypomina mi się też dokumentalny film Gypsy Caravan opowiadający o cygańskich zespołach i scena, gdzie członkowie brassowego zespołu Fanfare Ciocarla opowiadają o wydaniu swojej pierwszej płyty. Za pieniądze z jej sprzedaży udało im się doprowadzić prąd do całej wsi, w której mieszkali. I na pewno mieszkają w niej nadal, i nic się oprócz tego prądu w ich życiu nie zmieniło.
Cała ta przygoda z bałkańską kulturą ma w sobie coś osobliwego, coś czego chyba nie uda mi się znaleźć w kulturze żadnego innego miejsca. Jest w tym wszystkim niezwykła pasja i zwykłe, ludzkie emocje. Prości ludzie i ich codzienne, zwyczajne, ale bardzo prawdziwe życie, które czasami wymyka się spod kontroli i wybucha emocjami. I pewnie jeszcze nieraz będę wracał do tych emocji zapisanych w książkach, nagranych na albumach czy filmach. Może kiedyś uda mi się tam w końcu wybrać i znajdę ten zakręt ze zdjęcia. Na razie pozostaje mi jedynie ich kultura, która jakimiś nieznanymi drogami wydarła się z ich krajów.

Komentarze