Być frajerem…

Rozczarowującym faktem dla wielu studentów Esgiehu może być konieczność koegzystencji z frajerami. Tak, nasza Uczelnia to nie sami prężni, pewni siebie, przebojowi i radzący sobie w każdej sytuacji przyszli pracownicy korporacji. Jest tu także garstka ludzi cichych, pełnych kultury i uczciwych. Słowem – frajerów.

Stefan jest frajerem. W połowie września miało miejsce wydawanie dyplomów świeżo obronionym licencjatom. Dziekanat uznał, że zdąży obsłużyć ponad tysiąc osób, pracując dwie godziny dziennie przez cztery dni. Dość powiedzieć, że drugiego dnia imprezy godzinę przed otwarciem okienek kolejka wystawała już poza budynek G. I właśnie na jej końcu stanął Stefan, a trzeba wiedzieć, że nie była to praktyka powszechna. Co bardziej przebiegli studenci mijali bowiem ogon kolejki i w ten czy inny sposób dołączali do niej w miejscu dużo bliższym dziekanatu, a odebrawszy względnie szybko dyplom, opuszczali szkołę z wysoko zadartymi głowy, patrząc z pogardą na Stefana, który przez godzinę posunął się raptem o parę kroków. Szczęśliwie, czas pracy dziekanatu został przedłużony i nasz bohater również doczekał się swojego dokumentu – po czterech godzinach stania.

Frajerstwa Stefana dopełnia fakt, że trzyma on w swoich rzeczach porządek, innymi słowy – nie udało mu się zgubić z końcem studiów legitymacji. I będąc wkrótce potem na wakacjach, kupował Stefan normalne bilety wstępu, chociaż prawie nigdy nie żądano okazania dokumentu uprawniającego do ulgi, którą Stefan bądź co bądź posiadał jako przyjęty na studia drugiego stopnia.

Jednego z ostatnich dni września miała też ruszyć rejestracja na przedmioty w Wirtualnym Dziekanacie. Nie podano dokładnej godziny startu, więc z racji obowiązującej zasady „kto pierwszy, ten lepszy” znaczne grono ambitnych studentów już od wczesnych godzin rannych odświeżało co rusz stronę WD. Zgoła inaczej niż Marysia, trochę mniej ambitna osoba, która bardziej może ceni wyspanie się od możliwości zapisania na wykład Balcerowicza. Na marginesie, ostatniego dnia deklaracji zwiększono znacznie limity u każdego wykładowcy i każdy mógł spokojnie zapisać się, do kogo tylko miał ochotę.

Innym popularnym przejawem zaradności życiowej jest obserwowana czasem w okresie zerówek zawierucha u wejść do auli. Esgiehowcy o nienagannych na co dzień manierach tratują się i wyzywają w walce o zajęcie dobrego miejsca na egzaminie. Dobrego, najczęściej znaczy to po prostu ułatwiającego ściąganie. Jako ostatni na egzamin wchodzą niespiesznie ci, którzy odpuścili, ci, którym bój (dosłownie) na łokcie nie sprawia przyjemności. Są to prawdopodobnie ci sami, którzy oddają prace domowe napisane  samodzielnie. Frajerzy, nie rozumiani przez tych przedsiębiorczych, którzy cudzą pracę przywykli sygnować własnym nazwiskiem.

Komentarze