Teraz Polska

Boguś, dziewiętnastoletni ministrant mieszkający na typowym polskim osiedlu–blokowisku, pewnego dnia budzi się z uczuciem frustracji. Frustracji wszechogarniającej, na wszystko i na wszystkich. Chłopak ma do przekazania ludzkości jeden prosty komunikat – fuck off, który to tatuuje sobie na czole. Boguś nienawidzi całego świata – szkoły, rodziny, smutnego osiedla, dresiarstwa, Kościoła, rządu i policji. Z gazrurką w ręku postanawia wyładować swój gniew, biorąc sobie za cel demolowanie okolicznych budek telefonicznych i zaparkowanych samochodów.
Którym z nas od czasu do czasu nie targają podobne emocje? Boguś, nie umiejąc odnaleźć się w świecie, w którym przyszło mu żyć, postanawia wyrazić swój sprzeciw wobec niego. Paradoksalnie, szukając odpowiedzi na wątpliwości nim targające, zwraca się nie do matki, pracowniczki gazowni, szaleńczo zakochanej w twórczości Krzysztofa Krawczyka, a do szkolnego nauczyciela oraz księdza z pobliskiej parafii. Niestety, czasy autorytetów minęły – pedagog jest alkoholikiem nie potrafiącym poradzić sobie z własnym życiem, duchownemu z kolei objawia się Jezus we fryzurze „czeskiego piłkarza”.

Film powstał na podstawie obsypanego wieloma nagrodami i ciepło przyjętego spektaklu teatralnego. Utrzymany w większości w czerni i bieli potęguje wrażenie wyobcowania i nieprzyjazności miejskiego otoczenia. Poszczególne sceny zostały oddzielone „wypowiedziami” przynoszącymi na myśl słuchaczy pewnego toruńskiego radia.

Na plus należy zaliczyć świetną rolę Janusza Chabera grającego nauczyciela-alkoholika, za którą zasłużenie otrzymał nagrodę za najlepszą rolę drugoplanową na zeszłorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Sugestywnie przedstawił postać człowieka zrujnowanego, opuszczonego przez żonę, będącego o krok od upadku, przed którym broni go jedynie jego miłość do literatury. Nie potrafi jednak ukoić frustracji nastolatka i stać się dla niego przewodnikiem czy autorytetem moralnym.
Wątek dramatyczny skupiony na dylematach chłopaka miesza się z groteskowymi sytuacjami, które zamiast potęgować zamierzony efekt, są niezrozumiałe i nie do końca pasują do całości filmu. W efekcie oglądamy gangsterów ścigających Bogusia za porysowanie luksusowego samochodu, grożących skonfiskowaniem całej dyskografii Krawczyka należącej do jego matki.

Próba wprowadzenia elementów absurdalnych niestety nie została odpowiednio wkomponowana.
Jeden z bohaterów streszcza Przedwiośnie Żeromskiego w kilku krótkich, żołnierskich słowach: (…) koleś wkurwia się, wkurwia, tak przez jakieś trzysta stron. Użycie podobnego stwierdzenia wobec produkcji Wojcieszka można uznać za niesprawiedliwe, wydaje się jednak, że filmowy potencjał był większy.

Ocena redakcji: 3/5

Made in Poland (Polska 2010)
Reż. Przemysław Wojcieszek
Premiera: 25 marca

Komentarze