Ghostpoet – Peanut Butter Blues & Melancholy Jam
Mój lament nad zakończeniem działalności The Streets nie trwał tak długo, jak się tego spodziewałem. Od razu po wydaniu swojej ostatniej płyty, Mike Skinner dołączył do redakcji „The Guardiana”, by przez jakiś czas prowadzić tam dział muzyczny, pisać artykuły i promować swoich aktualnie ulubionych artystów. I to właśnie sam Skinner podsunął mi swojego godnego następcę, jakim bez wątpienia jest Obaro Ejimiwe ukrywający się pod pseudonimem Ghostpoet.
Posłuchajcie tylko jego pierwszego singla Cash and Carry me Home, żeby przekonać się o tym, że ksywka ducha-poety nie przypadła mu przez przypadek. Jego muzyka przykryta jest typową angielską mgłą i robiącymi wrażenie tekstami. Obaro wydaję się być nienaturalnym połączeniem twórczości Roots Manuvy z melancholicznym przesłaniem wspomnianego już Skinnera. Ale nie jest to na pewno fuzja odtwórcza i chociaż jest to debiutancki album tego artysty, to Ghostpoet albo jest geniuszem, albo dopracowywał swój debiut przez naprawdę długi czas. Stawiam raczej na to pierwsze i aż boję się pomyśleć, co będzie dalej.
Peanut Butter… powinno być też obowiązkową pozycją dla ludzi, którzy twierdzą, że brytyjska muzyka coraz bardziej zatacza koło i nie jest już w stanie pokazać nic nowego. Jak widać, wciąż można zrobić coś oryginalnego i świeżego, czerpiąc przy tym pełnymi garściami ze swojej kultury. Fakt, byli królowie grimu coraz bardziej zanurzają się w tragicznym mainstreamie: Wiley nawija już tylko o swoim Rolexie, a Dizzee Rascal tańczy na plaży z Shakirą. Im już dziękujemy i prosimy, żeby ustąpili miejsca godnemu następcy.
Ocena redakcji: 4/5

Komentarze