Przeterminowane dzieci

Kanwa historii, jakkolwiek o odcieniu szlachetnym, wydaje się tu po prostu trywialna. Znany topos – dorastanie, dwóch chłopców, Mojo (Paweł Niczewski) i Mickybo (Grzegorz Falkowski), każdy z problemami rodzinnymi i ogromną chęcią zaczerpnięcia życia pełnymi garściami, ostatecznie doświadczający bolesnego zderzenia z rzeczywistością.

Beznadziejność sytuacji potęguje fakt, iż starając się pokazać proces dorastania w pełnej krasie, Owen McCafferty (tekst) oraz Wiktor Rubin (reżyseria) przeładowali sztukę bardzo ważnymi motywami, racząc widza całą gamą stereotypowych postaci, czyniąc to na dodatek w stylistyce czysto anglosaskiej. Te mankamenty w większości nadrabia fenomenalna gra aktorska i to zaledwie w postaci dwuosobowej ekipy. Aktorzy dwoją się i troją na scenie, wcielając się kolejno we wszystkie 12 pozostałych postaci. Nie ma rekwizytów, kostiumów, jest tylko czyste aktorstwo, wspaniała gra z wyobraźnią widza.

Początkowo ta ich beztroska zabawa, ten taniec szaleństwa mogą wydać się jedynie czczą bieganiną. Ot, pląsy przerośniętych dzieci, trzepak, 530 odbić piłki główką i wybieganie z sali pełnej skonsternowanych widzów. Jednak płynność, z jaką przechodzą między swoimi kolejnymi wcieleniami, odkrywa istotną prawdę: obaj chłopcy po części są każdą z tych postaci, noszą w sobie brzemię matki-wariatki, kierowcy autobusu, ojca donżuana i osiedlowego chuligana. Dorastanie stawia człowieka w obliczu wyboru, którą z tych części chce być bardziej. Niezaprzeczalnie są to bardzo trudne wybory. Trzeba zadecydować czy wybrać lojalność i wierność ideałom, czy możliwośc uspokojenia sumienia w obliczu własnej tragedii, gdy ojciec jednego z bohaterów umiera w trakcie zamieszek w Belfaście.

Sztuka ukazuje smutną prawdę o dorastaniu, które uczy, jak oszukiwać własne sumienie. Jest też o tym, że dorośli najboleśniej potrafią ranić swoich najbliższych. Tak łatwo przecież okłamać swoje sumienie w kwestii tego, kto tak naprawdę ukradł feralny rower. Następnie dojść do wniosku, że pochodzenie z „końca ulicy” jest wystarczającym dowodem na to, aby zmyć odpowiedzialność z dawnego wroga, a byłego przyjaciela oskarżyć, obwinić o wszystkie swoje nieszczęścia i w rezultacie z hukiem zakończyć znajomość raz na zawsze. Wszystko po to, by stać się dorosłym, zaciągnąć się życiem. Jak napisała Virginia Woolf: Stracić złudzenia, być może, by zyskać inne.

Ocena redakcji: 3,5/5

Mojo Mickybo
Reż. Wiktor Rubin
Teatr Powszechny
ul. Jana Zamoyskiego 20

Komentarze