Muzyka w metrze

Wsiadasz do metra w godzinach szczytu, by przez następnych paręnaście minut słuchać cudzych rozmów. Starając się oderwać od rzeczywistości zakładasz słuchawki, a następnie podgłaśniasz, próbując zagłuszyć wszystko dookoła. I mimo że dźwięk jest już ustawiony na maksimum, wciąż słyszysz głos zapowiadający następną stację. Brzmi znajomo?

Muzyka pozwala na oderwanie się od rzeczywistości, co przydaje się w środkach publicznego transportu. Wsłuchiwanie się w słowa piosenek daje iluzję, że czas płynie szybciej, a przy okazji stanowi dobrą alternatywę dla rozglądania się dookoła i „gapienia się” na ludzi. Niestety, metro ma to do siebie, że jest zbyt głośne na spokojne cieszenie się melodią płynącą ze słuchawek. Sytuacja nie jest lepsza w autobusach i tramwajach, gdzie często jest się zmuszanym do słuchania cudzych rozmów telefonicznych połączonych z hałasem jadących pojazdów. Najczęstszą odpowiedzią amatora muzyki na owe problemy jest – po prostu – zwiększenie głośności.

Głośna muzyka nie służy uszom, jest to fakt oczywisty, aczkolwiek ignorowany przez większość ludzi. Ponadto, więcej nie znaczy lepiej – zwiększenie głośności wcale nie polepsza jakości dźwięku, wręcz przeciwnie. W przypadku tanich słuchawek, z których korzysta znaczna część Polaków, powoduje dystorsje dźwięku, sprawiające, że nasza ulubiona piosenka zmienia się w kakofonię. Ponadto, jako część społeczeństwa, nie powinniśmy zapominać o przyzwoitości. Nie każdy jadący z nami pasażer w promieniu kilku metrów chce słuchać naszej muzyki, słuchawki są przecież od tego, by muzyka pozostała nasza, prywatna.

Oaza ciszy i spokoju
Istnieje wiele rodzajów słuchawek różniących się od siebie m.in. jakością dźwięku, budową i ceną. Cechą, która często jest pomijana przez kupujących, a której warto się przyjrzeć, jest izolacja dźwięków z otoczenia. Tańszym i bardziej skutecznym rozwiązaniem jest izolacja pasywna, polegająca na fizycznym odcięciu hałasu. W słuchawkach dousznych działa ona mniej więcej na zasadzie zatyczek do uszu. Rozwiązanie to ma swoje zalety (prostota, spory wybór końcówek o różnym stopniu izolacji i komfortu), jak i wady (początkowy dyskomfort; „wyłączenie” jednego ze zmysłów informujących o zagrożeniach – słuchu), ale generalnie jest godnym polecenia. Gorszą izolację zapewniają słuchawki wokółuszne i nauszne zamknięte, które zaledwie lekko wyciszają głosy z otoczenia, ale sprawdzają się lepiej niż ich otwarte odpowiedniki. Najgorzej sprawują się słuchawki douszne, takie jak od iPodów, gdyż ich izolacja jest równa zeru.

Jaka jest różnica między muzyką ze słuchawek izolujących dźwięk a tą ze zwykłych? Po pierwsze, by usłyszeć słowa tej samej piosenki, wystarczy ustawić głośność nawet o połowę niżej. Przekłada się to głównie na zmniejszenie zagrożenia wadą słuchu i pozwala na utrzymanie dźwięku na poziomie, przy którym nawet na tańszych słuchawkach nie występują dystorsje. Sam fakt odizolowania się od szumu i hałasu panującego w środkach transportu sprawia, że dźwięki wszystkich pasm, a szczególnie basy, są wyraźniejsze. W przypadku słuchawek bez izolacji, niskie tony giną wśród szumu ulicy, zostawiając niewiele poza tonami średnimi i wysokimi.

Co z aktywną izolacją?
Słuchawki niwelujące odgłosy otoczenia poprzez wytwarzanie przeciwnych fal dźwiękowych mają dwie zasadnicze wady: są bardzo drogie (dobre słuchawki tego rodzaju to wydatek rzędu 700 zł) i mimo że dobrze sobie radzą z jednostajnym szumem (np. szum w sklepie, w metrze), polegają na polu izolacji dźwięków szybko zmieniających się oraz o wysokich tonach (np. ludzka mowa).

Efekt mikrofonowy
Zdarza się, że w słuchawkach słychać „uderzenia kablem” o ubranie lub inne przedmioty. Dźwięki te można wyciszyć poprzez zmianę kabla (co z reguły jest poza umiejętnościami przeciętnego Kowalskiego), poprowadzenie kabla w taki sposób, żeby miał ograniczony ruch oraz poprzez noszenie kabla „nad uszami” (ang. over-the-ear). Ostatnia metoda jest możliwa tylko w przypadku niektórych modeli słuchawek dokanałowych i dousznych, ale daje przyzwoite efekty.

Komentarze