Koszmar kibica
Lockout – słowo, którego boją się kibice amerykańskiego sportu zawodowego, od szarego robotnika po prezydenta USA, znowu jest na ustach wszystkich. Już w następnym sezonie dwie z czterech największych zawodowych lig w USA i Kanadzie zawieszą prawdopodobnie swoje rozgrywki na czas nieokreślony.
Lockout, czyli zawieszenie rozgrywek przez władze danej ligi w odpowiedzi na strajk bądź aby zapobiec strajkowi, w czasie którego ani właściciele klubów, ani zawodnicy nie otrzymują wynagrodzeń, ma dość krótką historię. Pierwsze tego typu zdarzenie miało miejsce w zawodowej lidze baseballa – MLB w 1980 roku, jednak to ostatnie wydarzenia z innych lig były bardziej spektakularne. W sezonie 98/99 w NBA zabrakło jednego dnia, aby David Stern, komisarz ligi, anulował całe rozgrywki. W ostatniej chwili związek zawodników ugiął się pod żądaniami właścicieli i można było rozegrać skrócony sezon. Takim sukcesem nie mogą się natomiast pochwalić właściciele i zawodnicy NHL, gdzie w sezonie 2004/05 nie odbył się żaden mecz. Obie ligi jeszcze długo będą odbudowywać straconą pozycję na rzecz NFL i MLB.
Pieniądze to nie wszystko?
Powody ogłaszania lockoutów były zwykle bardzo do siebie podobne, niezależnie od ligi. Najczęstszym z nich był tzw. pułap wynagrodzeń, czyli limit wydatków na pensję dla zawodników przez jeden klub. Dzięki temu drużyny są bardziej zbalansowane co do poziomu grających w nich zawodników, a ligi nie mają jednego czy dwóch zdecydowanych faworytów. Właściciele optują za bardzo restrykcyjnym i niskim pułapem wynagrodzeń, aby ustrzec się przed wygórowanymi żądaniami zawodników, o których mogłyby się toczyć szkodzące całej lidze licytacje. Tym niemniej, są pewne luki, które choćby w NBA pozwalają ominąć sztywne prawo i przekroczyć pułap wyznaczony na dany sezon. Dotyczą one przede wszystkim zatrudniania pierwszoroczniaków i przedłużania kontraktów. Kontrakty pierwszoroczniaków także były jednymi z głównych powodów wprowadzania lockoutów. Zawodnicy zarzucają właścicielom zbyt niskie oferty płacowe za pierwsze lata gry, co prowadzi do przedziwnych paradoksów. Można przytoczyć choćby sytuację Dericka Rose’a, rozgrywającego Chicago Bulls, który w swoim trzecim sezonie występów w NBA, będąc głównym kandydatem do nagrody MVP sezonu zasadniczego, zarabia mniej od… Marcina Gortata. Osobną kwestią jest też podział zysków ligi między zawodników a właścicieli.
Kluby, zwłaszcza te biedniejsze, tłumaczą się wielkimi stratami i małą frekwencją, która już nieraz doprowadziła do zmiany miejsca rozgrywania meczów. W niedawnej sondzie, przeprowadzonej na stronie internetowej klubu Sacramento Kings, aż 65 proc. kibiców chciało, aby klub przeprowadził się do Las Vegas, podczas gdy tylko 12 proc. optowało za pozostaniem w stolicy Kalifornii.
One hit…
W sobotę 12 marca władze NFL ogłosiły pierwszy w historii ligi lockout. Oczywiście w przeszłości zdarzały się już strajki zawodników,
jednak nigdy nie decydowano się na wprowadzenie lockoutu. Właściciele i związek zawodników nie mogli się dogadać co do podziału zysków ligi, które są o wiele wyższe niż gromadzone przez pozostałe trzy wielkie ligi amerykańskiego sportu. Już w lutym 2010 roku przewodniczący związku zawodników NFL, DeMaurice Smith, powiedział: – W skali od 1 do 10, szansa, że rozgrywki zostaną zawieszone, wynosi 14. Właściciele chcą przejąć około miliard dolarów zysków ligi, co spowodowałoby obniżkę płac średnio o 340 tysięcy dolarów na zawodnika. Smith oskarża też właścicieli klubów o chęć doprowadzenia do lockoutu, ponieważ nawet przy anulowaniu sezonu dostaną oni 5 miliardów dolarów od telewizji. – To nonsens – odpowiada Roger Goodell, komisarz ligi NFL – Nie zabija się kury znoszącej złote jaja. Pomysł, że właściciele mogliby nie chcieć rozgrywać meczów, jest naprawdę niedorzeczny. Lockout został jednak wprowadzony i nie wiadomo, czy zakończy się przed rozpoczęciem sezonu zasadniczego we wrześniu.
…one to go
W NBA sytuacja jest bardzo podobna. Właściciele chcą przejąć cześć wpływów z zysków zawodników. Ci zaś obstają przy tym, że system działa dobrze i nie należy niczego zmieniać. Nie dają wiary informacjom o stratach przynoszonych przez NBA. Przewodniczący NBPA, Billy Hunter, także poddaje w wątpliwość wyliczenia władz ligi, zarzucając im, że prowadzą kreatywną księgowość, by przekonać opinię publiczną do swoich racji, m.in. nieodliczając amortyzacji aktywów. – Mieliśmy najlepsze finały od lat, decydujący mecz miał najlepszą oglądalność od 12 lat. W takiej sytuacji nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś chce zakłócić tę falę wznoszącą. Musimy dojść do porozumienia, które będzie korzystne dla wszystkich stron – dodaje Hunter i przewiduje, że rozgrywki zostaną zawieszone na 99 proc. Jedyny Polak w NBA, Marcin Gortat, wierzy, że nie powtórzy się sytuacja z sezonu 04/05 w NHL i rozgrywki zostaną wznowione, a sezon skrócony. – Liga nie może pozwolić sobie na dłuższą przerwę. Stracą na tym nie tylko kibice, ale również koszykarze i sponsorzy – argumentuje center Phoenix Suns.

Komentarze