Baśniowa Królowa Północy

Zgoda, może Norwegia jest drogim krajem, ale pogłoski o tym, że jest zimna, są już mocno przesadzone. Gdybym chciała przedstawić wszystkie jej zalety i miejsca warte zobaczenia, musiałabym chyba napisać książkę. Niestety, żaden, nawet najbardziej poetycki opis, nie jest w stanie ukazać w pełni piękna ukrytego gdzieś pomiędzy norweskimi fiordami.

Kiedy w wieku dwunastu lat tata zaproponował mi wakacje w Norwegii, uznałam to za niedorzeczne. Jasne, nigdy nie byłam fanką bezczynnego leżenia na plaży, ale żeby od razu Skandynawia? Moja wiedza o tym kraju ograniczała się do stereotypowego: może i nawet ładnie, ale zimno i drogo, więc szkoda zachodu. Wydawało mi się, że wszyscy Skandynawowie wyglądają jak Wikingowie i zachowują się jak dzikie trolle leśne. Nawet nie wyobrażacie sobie, jak szybko zmieniłam zdanie.

Nocy brak
Promem przypłynęliśmy do szwedzkiego Ystad, więc po opuszczeniu pokładu czekała nas jeszcze kilkugodzinna podróż do Oslo. Wtedy to, gdy obserwowałam widoki roztaczające się za oknem samochodu, powoli docierało do mnie, że może nie będą to stracone dwa tygodnie i że może w Norwegii znajdę coś więcej poza śniegiem i okrutnymi Wikingami. Ku mojemu zdziwieniu, im dalej jechaliśmy na północ, tym było jaśniej. Wydawało mi się, że czas biegnie wstecz, bo po dniu wcale nie nastawała noc. Zjawisko białych nocy jeszcze nieraz płatało nam figle, kiedy to wracając do mieszkania o północy, człowiek funkcjonował jakby dopiero nadchodził czas na popołudniową herbatę. Bynajmniej, ale nie dało się odczuć, że to najwyższa pora na sen.

Mała wielka stolica
Mieszkając w Oslo, nie czułam się tak naprawdę jak w obcym kraju. Oczywiście, ludzie porozumiewali się w innym języku, a właściwie w dość dziwacznym dialekcie – coś jakby niemiecki z domieszką bliżej nieokreślonych sekwencji dźwięków. Jak się jednak później okazało, w całej Skandynawii chyba nie ma osoby, która nie zna angielskiego, co niezmiernie ułatwiało komunikację. Norwegowie to, wbrew moim wcześniejszym poglądom, niesamowicie sympatyczny naród, zawsze skory do pomocy zagubionemu turyście. Nietrudno się zresztą dziwić, gdyż mieszkając w tak cudownym miejscu, nie sposób być gburem o kamiennym sercu.

Jeśli mowa o Oslo, to jest ono zdecydowanie wyjątkowym miastem, lecz trzeba tam spędzić trochę czasu, by dobrze poznać jego uroki. Początkowo przypomina bardziej dużą wioskę niż stolicę wysokorozwiniętego kraju europejskiego. Centrum skrywa siedziby światowych potentatów biznesowych, jednak ostatnią rzeczą, jaką można zrobić, jest nazwanie Oslo „betonową dżunglą”. Położone nad Oslofjordem miasto jest mieszanką nowoczesności oraz dziewiczej, norweskiej przyrody, która gwarantuje zapierające dech w piersiach widoki. Obowiązkowym punktem zwiedzania jest Karl Johans gate – ulica, która skupia główne obiekty miasta. Znajdziemy tam Parlament, Teatr Narodowy, Galerię Narodową oraz Uniwersytet, a także najrozmaitsze sklepy światowych marek. Zwieńczenie deptaku stanowi Pałac Królewski, siedziba króla Haralda V. Podczas spaceru na Karl Johans spotkamy także rozmaitych artystów ulicznych (w tym również Polaków), którzy prezentują swoje talenty rzeszom turystów z całego świata. Pomijając wszystkie obiekty warte zwiedzenia, Karl Johans to idealne miejsce, żeby po prostu usiąść i obserwować tłumy spacerowiczów oraz mieszkańców miasta wykonujących swe codzienne czynności, zajadając przy tym pyszne owoce morza.

Kolejnym miejscem, którego nie można nie odwiedzić w Oslo, jest Park Rzeźby Gustawa Vigelanda. Położona w malowniczej scenerii kolekcja ponad 200 dzieł norweskiego rzeźbiarza przedstawia zagadnienia dotyczące ludzkiego życia i śmierci oraz relacje pomiędzy kobietą a mężczyzną. Jest to idealne miejsce na całodzienny spacer, którego nieodłącznym elementem będzie sesja fotograficzna. Park Vigelanda zachwyca, bez względu na to, czy odwiedza się go po raz pierwszy, czy też po raz sto pierwszy. Za każdym razem człowiek odkrywa tam nową rzeźbę, nową alejkę spacerową, a wreszcie odnajduje w sobie nowe emocje. To doskonałe miejsce, aby po prostu usiąść i beztrosko chłonąć widoki, wyłączając przy tym myślenie i porzucając trapiące nas problemy.

Adrenalina dla każdego
Po spokojnych dniach spędzonych na spacerach ulicami Oslo, czas na odrobinę adrenaliny w wesołym miasteczku. Brzmi dziecinnie? Zapewniam, że nie jest. Większość atrakcji w Tusenfryd, parku rozrywki położonym 20 km od stolicy, przeznaczona jest właśnie dla dorosłych. Ogromne rollercoastery, basen, park Wikingów to tylko niektóre z oferowanych tam atrakcji. Wszystkie razem sprawią, że spędzony w parku dzień zapadnie na długo w naszej pamięci. Jedyne co trzeba ze sobą zabrać na taką wycieczkę to dobry humor i pozytywne nastawienie (no i może na niektóre z oferowanych atrakcji płaszcz przeciwdeszczowy). Lęk wysokości zostawcie lepiej w domu!

Jeśli komuś spodobają się norweskie rollercoastery, to polecam wycieczkę do Drammen. Podróżując po Norwegii, szczególnie na północy, niejednokrotnie spotkamy się z koniecznością przejazdu tunelem liczącym nawet do kilkunastu kilometrów. Ten znajdujący się w Drammen, o wiele mówiącej nazwie Spiralen, jest jednak wyjątkowy. Łączy miasto ze szczytem wzgórza wulkanicznego, a swym kształtem przypomina ogromną śrubę. Wrażenia z przejazdu niezapomniane…

Fiordy, fiordy, fiordy…
Norwegia to jednak nie tylko Oslo i żeby naprawdę docenić jej piękno, trzeba opuścić granice miasta i wyruszyć na północ. Znakiem rozpoznawczym kraju są niewątpliwie fiordy. Jednym z najbardziej znanych jest Lysefjorden o długości 42 km. To właśnie tu znajduje się klif Preikestolen mierzący 604 m wysokości, wyglądem przypominający ogromny stół. Poza tym, że to naprawdę piękny fiord, jest także jednym z ulubionych miejsc samobójców, jednakże, jak na takie możliwości, ich odsetek w całej Norwegii jest stosunkowo niewielki.

Za najpiękniejszy fiord w całej Norwegii uważany jest Geirangerfjorden wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Z jego stromych zboczy spływają liczne wodospady gwarantujące niezapomniane wrażenia wizualne. Najbardziej znany z wodospadów Geiranger to De Syv Sostre (Siedem Sióstr). W pobliżu Geiranger znajdziemy także imponujący lodowiec Briksdalsbreen, który niestety z roku na rok topnieje coraz bardziej. Przemierzając tamte okolice, natrafić można także na Stryn – całoroczny ośrodek narciarski, idealny do letnich szaleństw na nartach lub snowboardzie. Ogromnie żałowałam, że nie zabrałam tam mojej deski, bo w połowie lipca warunki są wprost idealne! Jedną z dróg dojazdowych do tego fiordu jest słynna Trollstigen (Drabina Trolli) – bardzo wąska i stroma droga, składająca się z jedenastu serpentyn. Podróż nią polecam jedynie z naprawdę doświadczonym kierowcą, lecz nawet mimo tego niewątpliwego atutu, trzeba wyzbyć się lęku wysokości i strachu przed trollami (ostrzega o nich znak drogowy „Uwaga Troll”).

Wszędobylskie trolle
Skoro już o trollach mowa – są one symbolem Norwegii i choć obecnie traktujemy je z dystansem i należnym humorem, to od stuleci budziły strach. Wywodzące się z nordyckiej mitologii stwory mieszkają w lasach i jaskiniach. Uważa się je za niebezpieczne i złośliwe, czym budzą powszechne przerażenie, szczególnie wśród dzieci. Tak naprawdę jednak nie jestem pewna, czy swoim podłym charakterem różnią się wiele od niektórych ludzi, a z wyglądu, mimo że dość osobliwe, to jednak całkiem urocze stworki. Obecnie trolle, tajemnicze i nieprzewidywalne, dodają baśniowości niezliczonym podróżom po norweskich bezdrożach. Jednak dla bezpieczeństwa lepiej nie spotkać ich na swojej drodze.

Przykazań kilka
Norwegię najlepiej zwiedzać własnym samochodem, podróżując z mapą w ręku (GPS niestety bywa tam zawodny). Gwarantuję, że z noclegiem nie będzie problemu, bowiem co kilkanaście, a czasem nawet i kilka kilometrów, znajdziemy kempingi z domkami do wynajęcia zwanymi hytte oraz miejscami do rozbicia namiotów. Oczywiście można też jeździć po kraju autostopem, ale moim zdaniem wymaga to dużej odwagi, bowiem im dalej na północ Norwegii się udajemy, tym większe są odległości pomiędzy wioskami i nagle może się okazać, że o zmierzchu znajdziemy się pośrodku pustkowia. Nieodłącznym elementem wyprawy jest aparat fotograficzny – zapakujcie do torby cały sprzęt jaki posiadacie i nie zapomnijcie o zapasowych kartach pamięci (liczba mnoga nieprzypadkowa). Norwegia, zgodnie z powszechną opinią, jest krajem drogim i trzeba się uzbroić w zapas gotówki. Wskazane jest zabranie jedzenia i alkoholu z domu, jednak nie można popadać w skrajności.

Laks królewski
Na koniec kilka słów o jedzeniu. Znakiem rozpoznawczym Norwegii, jednego z czołowych eksporterów ryb na świecie, jest łosoś. Rodowici mieszkańcy kraju potrafią go przyrządzić na setki najrozmaitszych sposobów. Niektóre z nich są naprawdę zadziwiające, choć osobiście za największą ekstrawagancję spośród skosztowanych dań uważam jajecznicę z laksem. Warta polecenia jest też ryba przyrządzona na grillu i tu ciekawostka – podczas pierwszego z moich pobytów w Norwegii odkryłam przenośne grille jednorazowe, które z łatwością można rozpalić na kempingu w pobliżu swojej hytte. Dziś ten wspaniały wynalazek dostępny jest także w Polsce, ale wtedy jawił się jako prawdziwa nowość. Mimo prostoty tego urządzenia, przygotowany na nim łosoś smakuje naprawdę po królewsku!
W Norwegii byłam dwa razy. Kiedy po sześciu latach od pierwszej wizyty ponownie padł pomysł spędzenia tam wakacji, tym razem byłam pierwszą osobą optującą za wyjazdem. Oczarowana wycieczką sprzed lat, nie rozczarowałam się również tą drugą, a wręcz przeciwnie – mój apetyt wzrósł. Norwegia to według mnie jedno z tych miejsc, które nie nudzą się nigdy. Każda kolejna wizyta to nowy fiord, nowe miasteczko i nowe wrażenia. Niestety, miejsca opisane w tym artykule to jedynie odsetek tych, które miałam przyjemność odwiedzić. Tego nie zastąpią żadne słowa. Tam po prostu trzeba pojechać i dać się oczarować.

Komentarze