Warszawa – Śródmieście

Z artykułu „Sen o Warszawie“ wyłania się w miarę obiektywny obraz stolicy naszkicowany opowieściami różnych ludzi. Moje zdjęcia opowiedzą inną historię. Całkowicie nieobiektywną.

Warszawa Śródmieście to projekt który ciągle nie jest zamknięty. Siedzi gdzieś tam z tyłu głowy, męczy, nie daje spokoju. To opowieść która w zamyśle ma się toczyć na trzech różnych poziomach.

Człowiek
Jest to dokument o ludziach. Żyją oni w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Codziennie dojeżdżają do pracy, załatwiają miliony spraw. Przemieszczając się płyną w harmonii z jednostajnym rytmem miasta. Bo każda metropolia to takie skupisko every manów. Każdy jest kimś, a jednocześnie jest nikim. Ja jestem w stanie określić siebie. Czy umiem określić innych?
Fotografuję tych ludzi nie znając historii którą ze sobą niosą. Przemykają przez moje kadry jak widma w jakimś śnie. Jedni bardziej wyraźni, inni mniej. Uogólniam, generalizuję. Wykorzystuję ich do tego żeby opowiedzieć swoją historię. Zastanawiałem się kiedyś czy mam do tego prawo. Do dziś nie wiem.
Po raz kolejny zmagam się z tym uczuciem. Podnoszę aparat do oka. Celuję komuś w twarz. Nie wiem z jaką spotkam się reakcją. Większość ludzi po prostu przechodzi. Niektórzy zmienią kierunek marszu. Inni schylą głowę.

Przestrzeń
Jest to dokument o przestrzeni. Zamknij oczy i wyobraź sobie taką sytuację. Idziesz przez miasto. Słyszysz urywki rozmów. Ktoś zamawia kawę, ktoś przekłada spotkanie. Kobieta na przystanku uspokaja dziecko, które w swojej bezradności protestuje przeciwko krzywdzie, jaka mu się właśnie wydarzyła. Powoli te wszystkie bodźce zaczynają się zlewać w jednostajny wielki szum nie do rozszyfrowania. Szum jest tak nieznośny, że zaczyna cię przytłaczać.
W tym momencie otwierasz oczy. Wychodzisz z tłumu, stajesz obok i obserwujesz to wszystko. Akcja dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Zaczynasz coraz lepiej wyczuwać to, co cię otacza. Plac, ulica, miasto. Rzeczywistość przestaje atakować, zaczyna się układać w logiczną całość.
Tak jest z fotografowaniem. Trzeba wyjść z rutyny dnia codziennego. Zapomnieć na chwilę o czasie i obowiązkach. Trzeba przewietrzyć głowę, chłonąć, działać instynktownie. John Meyerowitz dokumentujący od czterdziestu lat ulice Nowego Jorku mówi, że ulica nigdy nie jest taka sama. Zawsze dzieje się coś interesującego. Trzeba być bacznym obserwatorem. Trzeba być zawsze przygotowanym.

Miasto
Jest to w końcu dokument o mieście. I to bardzo konkretnym mieście. Warszawa jest dla mnie zupełnie efemerycznym doświadczeniem. Jest w niej jakaś siła, która każe ją kochać i nienawidzić jednocześnie. Projekt Warszawa – Śródmieście rozpoczął się w zasadzie w momencie, gdy tutaj przyjechałem. I tak ciągnie się do dziś. To taki mój osobisty rozrachunek z tym miastem. Ono gdzieś nieustannie biegnie, nieustannie chciałoby być inne niż jest. Ciągle się czegoś wstydzi, ciągle jest nieusatysfakcjonowane. A jednocześnie jest schronieniem dla wielu ludzi.

Zawsze interesowała mnie relacja między miastem i człowiekiem. Oczywiście zakładam, że taka istnieje. W Warszawie tę relację widać bardzo wyraźnie. Jest to miasto kontrastów i nie chodzi tu tylko o zgrzyty o charakterze architektoniczym. Świetnie ujęła to Ewa Meissner na fotografiach z cyklu „Życie Warszawy 2009-2010“ (projekt można zobaczyć między innymi na stronie agencji NAPO images www.napoimages.com). To jest właśnie miejsce gdzie Menedżerowie przeglądają się w witrynach drogich sklepów, a obok stoją babuszki sprzedające ręcznie dziergane kapcie. To tutaj podejrzani mężczyźni z podwarszawskich miejscowości obstawiają wejścia do galerii handlowych. Chyba tylko tutaj możliwa była ukryta fabryka mięsa na dworcu centralnym.
Bo Warszawa ciągle oddycha powietrzem Barei. Może tylko ubrała jakieś hipsterskie snickery i okulary kujonki. Wygląda przy tym odrobinę śmiesznie, ale tak naprawdę jest jedyna w swoim rodzaju. I za to ją lubię.

___________

Więcej reportaży autora: www.maciejsimm.com

 

 

Komentarze