Pożegnanie mistrza
Chodź szybko, Małysz skacze!, Zaraz będzie Małysz! – przez ładnych parę lat te nawoływania były nieodłącznym elementem weekendów w większości polskich domów. Jestem fanem sportu i kibicem wielu dyscyplin, dlatego muszę przyznać, że nieraz zaskakiwała mnie nieznajomość przez moich krewnych czy znajomych wielu, w moim (mylnym jak się okazywało) wyobrażeniu, powszechnie znanych sportowców, takich jak Sebastian Świderski czy Rafael Nadal. Jednak nigdy nie spotkałam żadnego Polaka, który nie wiedziałby, kim jest Adam Małysz. Wpisał się on tak znacząco do historii polskiego sportu, że nawet ludzie, którzy z kibicowaniem nie mają nic wspólnego, potrafiliby powiedzieć, czemu Małysz sprawia, że większość Polaków jak zahipnotyzowana wpatruje się w telewizor i dmucha w niego, mając nadzieję, że w ten sposób nasz skarb narodowy będzie miał wiatr pod narty i poleci jeszcze dalej.
Jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Można było przewidzieć, że nasz Adaś wkrótce wreszcie zdecyduje się przejść na sportową emeryturę. Polskiemu społeczeństwu trudno się jednak pogodzić z pożegnaniem jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego sportowca ostatniej dekady. Jak każdy naród cieszyliśmy się z sukcesów sportowych naszego rodaka, świętowaliśmy jego zwycięstwa, a niejeden dorosły mężczyzna uronił łzę, gdy Małysz kolejny raz wygrywał, jako że czuł się emocjonalnie związany z rodakiem, który odniósł kolejny sukces.
Skąd się wziął fenomen Małysza? Polacy, a przynajmniej ich znacząca większość, ma kompleks niższości – dlatego każdy sukces celebrujemy podwójnie i w ten sposób udowadniamy sobie, że nasz naród jest ważny dla świata i należy się z nami liczyć. Kochaliśmy Adama Małysza, bo był skromny, utalentowany i do tego (a raczej przede wszystkim) schlebiał naszemu narodowemu ego. Media ukazywały Małysza jako typ osoby kochanej przez Polaków – trochę nieśmiałej, miłej, niepozornej, ale odnoszącej wielkie sukcesy i zdeterminowanej aby wygrywać. Tym łatwiej było większości z nas kibicować mu z całego serca. Dzięki jego zwycięstwom mogliśmy przez chwilę poczuć się lepsi od innych nacji, których reprezentantów bezwstydnie raz po razie ogrywał nasz skoczek. Polska nigdy nie była potęgą w sportach zimowych, więc każde zwycięstwo smakowało nam lepiej niż np. przyzwyczajonym do zimowych sukcesów Norwegom. Można było przekonywać samych siebie – co z tego, że oni mają wyższy standard życia, skoro my mamy Małysza, który pokonuje ich zawodników trenujących w dużo dogodniejszych warunkach. Polacy lubią być w centrum uwagi, doceniani przez innych. Co więcej, każdy sukces Adama niejako rekompensował małe porażki w życiu codziennym Polaków. Dzięki niemu można było przez chwilę zapomnieć o kłótni z kimś bliskim czy niepowodzeniu w szkole, a podreperować poczucie dumy narodowej.
Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, Małysz w każdy weekend niejako jednoczył nasz naród. Na bok odchodziły wtedy spory polityczne, kłótnie posłów, bez względu na światopogląd cała Polska jak długa i szeroka kibicowała Adasiowi podczas konkursów Pucharu Świata. W jego karierze przychodziły też niestety gorsze momenty – czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że żaden sportowiec nie może być ciągle w dobrej formie przez tak wiele lat. Niestety, powiedzenia dumni po zwycięstwie, wierni po porażce nie można było wtedy odnieść do wielu polskich samozwańczych kibiców. Rzadko kiedy sportowcy otrzymują taką ilość jadu i nienawiści, co Małysz tamtymi czasy w Internecie. Na porządku dziennym były komentarze w rodzaju: Małysz przynosi wstyd Polsce i powinien skończyć karierę. Wiele osób przelewało tam swoje frustracje z życia codziennego, krytykując niepowodzenia mistrza, którego niewiele wcześniej wychwalali pod niebiosa. Niestety, w Polsce istnieje ogromna grupa ludzi nazywających siebie kibicami i największymi fanami danej dyscypliny, a którzy stają się nimi dopiero, gdy przychodzą duże sukcesy. Gdy jednak coś idzie nie tak, bardzo łatwo odcinają się od swojego idola i bez skrupułów wyśmiewają go, szczególnie anonimowo w Internecie.
Dziś jednak znów wszyscy kochają Małysza. Bilety do Zakopanego na jego ostatni skok zostały już dawno wyprzedane. Na Facebooku króluje akcja Zapuść wąsy dla Adama. A na forach internetowych, oprócz wielu podziękowań dla naszego skoczka, wielu zgaduje, czym zajmie się Adam na swojej emeryturze. A co z dumą narodową Polaków? Cóż, cała nasza nadzieja w Kamilu Stochu. Pozostaje wierzyć, że nie załamie się on pod presją zastąpienia wielkiego mistrza i przetrwa krytykę ze strony wielu tak zwanych „kibiców”, gdy jak każdemu sportowcowi przyjdzie mu walczyć z kryzysem formy.

Komentarze