Polityka klimatyczna Polski: same koszty?

Polacy stoją przed wielkim wyzwaniem związanym z redukcją emisji gazów cieplarnianych. Zadanie wydaje się trudne na tle reszty Europy: jesteśmy krajem nadrabiającym zaległości, z elektroenergetyką opartą na węglu. Czy stać nas na zmiany?

Z końcem roku w Durbanie w RPA odbędzie się siedemnasta Konferencja Stron związanych Ramową Konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC). Wcześniejsza, piętnasta Konferencja w Kopenhadze w 2009 r. nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Nie uzgodniono nowej umowy międzynarodowej zastępującej protokół z Kioto, który wyznacza cele emisyjne tylko do 2012 r. W oczekiwaniu na kolejne rundy negocjacji nasuwa się pytanie o kosztowność polityki klimatycznej dla polskiej gospodarki. Część opinii publicznej wyraża pogląd, że w nadchodzących negocjacjach Polska powinna zająć twarde stanowisko. Argumentuje się to zmniejszeniem konkurencyjności gospodarki wynikającym ze zwiększenia kosztów polskich firm. Tu pojawia się kilka ważnych pytań: czy nasz kraj może zobowiązać się do osiągnięcia ambitnych długookresowych celów emisyjnych – do 2030 r. i później? Jakie technologie są dostępne i ile kosztują w porównaniu do wykorzystywanych obecnie? W końcu, czy koszt ten będzie wysoki w kategoriach utraconego wzrostu PKB i zatrudnienia?

Kończący się darmowy lunch
Próbę odpowiedzi na powyższe pytania stanowi raport Banku Światowego Transition to a Low Emissions Economy in Poland (2011) (Przejście do gospodarki niskoemisyjnej w Polsce), przygotowany wspólnie z warszawskim Instytutem Badań Strukturalnych. Choć emitujemy obecnie mniej niż 75 proc. gazów cieplarnianych (GHG) w porównaniu do 1988 r., wykorzystaliśmy już rezerwy redukcyjne wynikające z likwidacji nierentownych, wysokoemisyjnych zakładów przemysłu ciężkiego. W ramach wspomnianego raportu, IBS oszacował prognozę wielkości emisji GHG w wypadku braku wysiłków zmierzających do zmniejszenia uzależnienia naszej gospodarki od spalania węgla. Z wyliczeń wynika, że uwzględniając zarysowane już tendencje do zmniejszania emisyjności i zakładając dalszą konwergencję Polski do poziomu zamożności krajów UE, w 2030 r. będziemy emitowali tylko 5 proc. mniej GHG niż w 1988 r. Oznacza to, że choć jesteśmy coraz efektywniejsi (w sensie emisyjności) na jednostkę produkcji, to PKB będzie rosło na tyle szybko, że łączna wielkość emisji GHG wzrośnie.

Okazuje się, że mamy do dyspozycji wiele opcji technologicznych o różnych kosztach wdrożenia i o różnym potencjale redukcyjnym. W pierwszej chwili ekonomiczna intuicja podpowiada, że jakiekolwiek technologie przynoszące zyski (np. oszczędności w wykorzystaniu energii) zostałyby już dawno wykorzystane przez efektywny rynek. Aby przekonać się, że ta intuicja może być błędna, rozważmy izolację cieplną budynków w Polsce. Większość z nich powstała kilkadziesiąt lat temu, przy niższych niż obecnie cenach energii (i nietrafnych, zaniżonych oczekiwaniach względem cen w przyszłości). W rezultacie brakowało motywacji do ponoszenia dodatkowych kosztów odpowiedniej termoizolacji czy szczelnych okien. Wzrost cen energii dostarczył czysto ekonomicznych bodźców do zwiększenia efektywności jej zużycia w gospodarstwach domowych. Inwestycja w termoizolację stała się opłacalna w przypadku wielu budynków w Polsce, tym bardziej w obliczu prognoz dalszego wzrostu realnych cen energii na świecie (World Energy Outlook 2010). Niemniej jednak wciąż większość gospodarstw i budynków użyteczności publicznej pozostaje nieocieplona w stopniu zapewniającym zyskowność. Dlaczego?

Zawodny rynek
Szereg czynników powoduje, że rynek nie wykorzystuje możliwości zysku w przypadku termomodernizacji budynków. Po pierwsze, gospodarstwa domowe i spółdzielnie mieszkaniowe nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, jak duże oszczędności mogą sobie zapewnić, ocieplając swoje budynki. Po drugie, inwestycja w izolację cieplną wymaga dużego kapitału na starcie, który zwraca się dopiero po parunastu latach. Wiele polskich rodzin i firm ma ograniczoną płynność; nie dysponują tak dużymi kwotami i nie zawsze mogą zaciągnąć kredyt w warunkach niedoskonałej informacji na rynku, nawet mimo ich jednoznacznej zyskowności. Po trzecie, występują problemy z prawami własności – duża część najmniej efektywnych energetycznie mieszkań w Polsce może być wynajmowana. Badania empiryczne wykazują, że to zjawisko ma miejsce np. w Wielkiej Brytanii i Irlandii. Lokatorom najczęściej nie opłaca się inwestować, jeśli zamierzają wkrótce opuścić mieszkanie. Po czwarte, występują koszty transakcyjne, np. koszt uczenia się lub administrowania sposobami zarządzania energią.

Plany ambitne, ale wykonalne
Negatywny wpływ tych wszystkich nieefektywności można zniwelować względnie niskim kosztem. Państwo mogłoby ułatwić dostęp do informacji o technologiach ocieplania budynków np. przez stworzenie telefonicznego centrum konsultacyjnego. Zaprojektowanie mechanizmów kredytowania inwestycji termomodernizacyjnych ułatwiłoby finansowanie i zmniejszyłoby koszty transakcyjne poszukiwań kredytodawcy.
Przykład termomodernizacji pokazuje, że istnieją obszary, w których polityka klimatyczna może przynosić korzyści. Bank Światowy w swoim raporcie analizuje całe spektrum możliwości technologicznych w różnych dziedzinach gospodarki. Okazuje się, że technologie przynoszące zysk w ujęciu netto (tj. zwiększające nasze PKB) mogą pozwolić na redukcję emisji GHG aż o 25 proc. względem poziomu prognozowanego na rok 2030 r. Cel ten można osiągnąć np. zaczynając od wykorzystania efektywniejszych żarówek typu LED, przez lepsze zarządzanie odpadami, po wykorzystanie odnawialnych źródeł energii w najkorzystniejszych dla nich miejscach Polski.
Przejście do gospodarki niskoemisyjnej, choć nie jest ani darmowe, ani proste, jest w naszym zasięgu. Polska przetrwała już jedną dużą transformację, z której wyszła z silną i elastyczną gospodarką. Kolejna transformacja, choć wymaga zmian w stylu życia i priorytetach na najbliższe 20 lat, może okazać się znacznie łatwiejsza.

Komentarze