Za co morduje się chrześcijan
O rzeziach dokonywanych na wyznawcach Chrystusa trudno usłyszeć w zachodnich mediach. Jednak co roku w wyniku prześladowań ginie ich na całym świecie około 100 tysięcy.
Ksiądz Ragheed Ganni był wikariuszem w parafii pw. Ducha Świętego w irackim Mosulu. Pracował z młodzieżą, pomagał rodzinom niepełnosprawnych dzieci, organizował edukację dla najbiedniejszych. Z tego powodu sam był wielokrotnie zastraszany, a jego kościół podpalany przez islamskich fundamentalistów. W czerwcu 2007 roku ksiądz Ragheed wychodząc z mszy świętej, został zatrzymany przez grupę uzbrojonych mężczyzn. Oprawcy przewrócili go na ziemię i zastrzelili, podobnie jak trzech towarzyszących mu diakonów. Nie był to bynajmniej odosobniony przypadek. Pół roku później porwano i zamordowano arcybiskupa Mosulu, Paulosa Faraja Rahho. Z kolei w październiku 2010 roku podczas ataku w trakcie mszy w bagdadzkim kościele zginęło dwóch księży i około 50 wiernych, a dalszych kilkadziesięcioro zostało rannych. Do napaści przyznał się iracki oddział Al-Kaidy, który ogłosił, że chrześcijanie są pełnoprawnymi celami dla mudżahedinów wszędzie tam, gdzie można ich dosięgnąć.
Ludzie drugiej kategorii
W ostatniej dekadzie Irak stał się miejscem gehenny wyznawców Chrystusa. Od 2003 roku w wyniku II Wojny w Zatoce Perskiej ponad milion chrześcijan zostało wypędzonych z domów, z czego co najmniej 800 tys. opuściło kraj. W tym państwie byli oni zawsze ludźmi drugiej kategorii, ale w następstwie wojny ich sytuacja dramatycznie się pogorszyła. Islamscy bojownicy przyjęli bowiem politykę terroru wobec niemuzułmanów. Po upadku dyktatury Saddama Husajna, chrześcijanie w Iraku są bardzo często traktowani jako współpracownicy „krzyżowców”, jak nazywa się tam żołnierzy amerykańskich, i stają się celem ataków ze strony radykalnych ugrupowań muzułmańskich. W latach 2003-2010 wymordowano w Iraku ponad 3 tys. chrześcijan, w tym 50 duchownych.
Nieme przyzwolenie policji
Trudna jest także ich sytuacja w Indiach. W 2008 roku młodzi hinduscy fanatycy zdewastowali 20 kościołów w stanie Karnataka. Uzbrojeni w kamienie i drewniane pałki, pobili zgromadzonych wewnątrz wiernych, zniszczyli tabernakula, krzyże i figury świętych. Lokalna policja, choć ostrzeżona o możliwości ataku, nie zainteresowała się napaścią. Gdy później chrześcijanie wyszli na ulicę, by protestować przeciwko bezczynności służb, zostali przepędzeni przy użyciu gazu łzawiącego.
W Erytrei w ciągu tygodnia służby bezpieczeństwa potrafią przeprowadzić łapankę, w której do więzień wojskowych trafia kilka tysięcy chrześcijan.
W stanie Orissa nowa fala przemocy nastąpiła natomiast w wyniku zabójstwa lidera radykalnych hinduistów. Lider ów nie został jednak zabity przez chrześcijan, lecz przez maoistów. Bynajmniej nie przeszkadza to hinduistom w usprawiedliwianiu obroną wiary antychrześcijańskich pogromów, które w 2008 roku dotknęły około 300 wiosek i 50 tys. ludzi, z których większość przez długi czas musiała ukrywać się w lasach. Dokonano morderstw, palono chrześcijańskie domy i szkoły, dewastowano kościoły.
Honorowe zabójstwa
W niektórych krajach islamskich (m.in. w Algierii, Bangladeszu, Indonezji, Mauretanii) zabicie apostaty, czyli przykładowo muzułmanina przechodzącego na chrześcijaństwo, nie jest w ogóle karane – wręcz przeciwnie – jest nawet czynem uznawanym za przejaw bohaterstwa.
W stolicy Pakistanu islamscy ekstremiści podpalili 38-letniego Arsheda Masiha po tym, jak odmówił wyrzeczenia się chrześcijaństwa i przyjęcia islamu. W tym samym czasie przyglądający się temu policjanci zgwałcili jego żonę. Makabry dokonano na oczach ich trójki dzieci, w wieku od 7 do 12 lat. W Pakistanie karze się śmiercią nawet bluźnierstwo.
Jeszcze do niedawna podobnie było w Indonezji, jednak ostatnio zdecydowano się tam na złagodzenie prawa i karanie bluźnierstwa „jedynie” wieloletnim więzieniem. Wywołało to oburzenie muzułmanów, którzy uważają, że to za mało. W 2010 roku, w czasie gwałtownych zamieszek wybuchłych po znalezieniu w bagażu Richmonda Bawengana Antoniusa materiałów misyjnych, zniszczono chrześcijański ośrodek zdrowia, sierociniec oraz trzy świątynie.
Również w 2010 roku zginął pracujący w Turcji biskup Luigi Padovese. Na dzień przed spotkaniem z papieżem Benedyktem XVI został zasztyletowany przez swojego szofera.
Krwawe statystyki
100 tys. chrześcijan rocznie zabijanych za wiarę to tylko niedokładny, prawdopodobnie mocno zaniżony szacunek. W krajach takich jak Erytrea, Afganistan, Somalia, Laos, Tadżykistan, Uzbekistan czy Kolumbia nie prowadzi się rzetelnego spisu ludności. „Zawieruszenie się” kilku tysięcy ludzi łatwo może zostać ukryte. Dyktatorzy lub ludzie partii często maskują zabójstwa tajemniczymi „wypadkami”, „chorobami” lub „zaginięciami”.
W południowym Sudanie armia prezydenta Al-Bashira najeżdża i masakruje chrześcijańskie wioski. W tym kraju, podobnie jak w Etiopii i Somalii, nadal krzyżuje się ludzi. W Ugandzie Armia Bożego Oporu (LRA) w ciągu 20 lat wymordowała 100 tys. chrześcijan. W Erytrei w ciągu tygodnia służby bezpieczeństwa potrafią zorganizować i przeprowadzić łapankę, w której do więzień wojskowych trafia kilka tysięcy chrześcijan; ich los pozostaje nieznany. Nikt się nimi nie interesuje, w związku z czym można ich bezkarnie torturować, okaleczać, gwałcić i zabijać. Na Filipinach separatyści marksistowscy i islamscy zabili w ostatnich latach nawet do 40 tys. chrześcijan. Współcześnie do prześladowań dochodzi w ponad 70 krajach świata.
Chrześcijanin – nie człowiek?
Zatrważające jest to, że wyżej opisane tragedie pozostają zwykle niezauważone przez światowe organizacje działające na rzecz ochrony praw człowieka. Filmów poświęconych męczeństwu chrześcijan robi się niewiele, a nawet te, które powstają, są pomijane w programach festiwali. Podczas ostatniego warszawskiego festiwalu filmów dokumentalnych Watch Docs żaden z 80 emitowanych obrazów nie podejmował tej tematyki.
Prześladowania chrześcijan dzieją się z dala od kamer telewizyjnych i fleszy aparatów. Nie zobaczymy o nich reportażu w CNN ani nie poczytamy w „New York Timesie”, bo to temat politycznie niepoprawny. Piotr Zychowicz zauważa na swoim blogu, że zgodnie z wizją świata większości zachodnich mediów i kultury masowej, to chrześcijaństwo jest religią opresji. Religią białych kolonizatorów, którzy narzucali swoją wolę ludom Trzeciego Świata. A jeżeli fakty przeczą tej z góry założonej tezie, to są lekceważone.

Komentarze