Jak kochać Warszawę.
A właściwie, jak ją pokochać? Stereotypowe myślenie na temat Warszawiaków dzieli ich na dwie grupy: rodowitych oraz przyjezdnych z innych miejscowości.
A właściwie, jak ją pokochać? Stereotypowe myślenie na temat Warszawiaków dzieli ich na dwie grupy: rodowitych oraz przyjezdnych z innych miejscowości. Tak utrwalony wizerunek można było odebrać na podstawie artykułu okładkowego pt. Sen o Warszawie opublikowanego w poprzednim MAGLU (nr 123). Jako Warszawiak chciałbym podkreślić, że istnieje trzecia grupa, która pozbawiona jest cechy charakterystycznej dla obu wspomnianych wcześniej grup. Tą cechą jest skrajnie instrumentalne podejście do Warszawy.
Osoby przyjezdne często zachowują się tak, jakby życie w Warszawie było dla nich jedynie przykrą koniecznością, przez którą muszą przejść, by zdobyć trofeum w postaci udanej kariery zawodowej. Ich stosunek względem nowego miejsca zamieszkania bywa w najlepszym wypadku obojętny, a w najgorszym wręcz złowrogi. Manifestują oni niechęć do Warszawy podkreślając przy każdej możliwej okazji jej brzydotę, nieprzyjaznych mieszkańców i zbyt szybkie tempo życia wpychające ludzi w miejski wyścig szczurów. Z drugiej strony, rzeczywiście mamy do czynienia z urodzoną i zamieszkałą w Warszawie polską pseudointeligencją, czy też raczkującą klasą średnią aspirującą do roli elity tego kraju, zwaną powszechnie „warszawką”. Obcesowo wywyższa się ona ponad ludzi przyjezdnych traktując ich niczym gorzej wykształconych z mniejszych ośrodków, psując tym samym wizerunek Warszawy w oczach wszystkich Polaków. Tacy ludzie nie mają w sobie za grosz wrażliwości prawdziwego Warszawiaka i mimo że podkreślają swoje warszawskie pochodzenie, w rzeczywistości traktują to miasto równie instrumentalnie, jak nienawidzący Warszawy przyjezdni. Czy właśnie tak powinno wyglądać warszawskie mieszczaństwo?
Naturalnie, że nie! Specyfika warszawskiej tkanki mieszczańskiej, co do której istnienia obecnie można by się sprzeczać, to długookresowa konsekwencja dewastacji, której Warszawa została poddana na przestrzeni ostatnich 70 lat. Podczas hitlerowskiej okupacji Warszawy kwiat warszawskiego mieszczaństwa pokonał drogę kaźni od Pawiaka po cmentarz w Palmirach, by następnie dać się pogrzebać w gruzach powstania warszawskiego. Społeczność żydowską, która niegdyś stanowiła trzon mieszczaństwa, pozamykano w gettach i wywieziono do obozów w głąb Polski i Niemiec. Do dzieła dokonanego przez niemieckich okupantów swoje cegiełki dorzucili też komuniści – najpierw robiąc wszystko, by w mieście nie mogła się ponownie zakorzenić przedwojenna inteligencja, a potem by ze stolicy nie uczynić ośrodka kształcenia intelektualistów myślących inaczej niż torami marksizmu-leninizmu. Po 1989 roku żadna władza w Warszawie nie przeprowadziła kompleksowej reprywatyzacji majątków ludzi wywłaszczonych przez komunistów – nieuregulowanie kwestii własnościowych zmusza nas dziś do oglądania bezdomnych i narkomanów żyjących w zapuszczonych, niegdyś pięknych kamienicach na terenie Śródmieścia.
Sentymentalny Warszawiak z nostalgią spogląda więc w przeszłość i za wszelką cenę próbuje doszukać się pozostałości starego porządku w swoim rodzinnym mieście. Ta tęsknota jest najbardziej charakterystyczną cechą wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób czują się związani emocjonalnie z Warszawą. Ludzie Ci ledwo powstrzymują się od płaczu, gdy spoglądają na zdjęcia zniszczonego w 90 proc. podczas wojny miasta oraz czują kłucie w sercu za każdym razem, gdy muszą patrzeć na upokarzający symbol radzieckiej dominacji w samym jego centrum – Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina. Gdyby o pięknie decydowały jedynie doznania estetyczne, być może zgodziłbym się przyznać rację, że betonowe blokowiska Ursynowa, niczym wytłoczone w matrycy mieszkania na Bielanach czy straszące turystów miejsca pokroju Dworca Zachodniego bynajmniej nie dodają Warszawie uroku. Oczywistym jednak powinno być dla każdego mężczyzny stwierdzenie, że o pięknie kobiety (a Warszawa niewątpliwie jest kobietą) decyduje nie tylko specyfika i wyjątkowość jej urody, lecz także wyróżniające cechy charakteru oraz cały zespół innych czynników, które pozwalają człowiekowi poddać się wręcz irracjonalnej fascynacji jej osobą!
Prawdziwy Warszawiak powinien zatem zdystansować się względem postaw reprezentowanych przez wspomniane na początku dwie grupy zamieszkujące Warszawę. Powinien zawsze kochać Warszawę taką, jaką jest – każdy powiew wiatru w Parku Łazienkowskim, każdą skarpę zdobiącą warszawskie Powiśle oraz każdą przedwojenną kamienicę na Starej Pradze. Nie zostaje mi już nic innego, jak tylko zaapelować: Wszyscy urodzeni tutaj i przyjezdni mieszkańcy Warszawy, bądźcie Warszawiakami!

Komentarze