Zawiąż sznurówki

Są różne. Komedie, dramaty, biograficzne, familijne, sensacyjne albo dokumentalne. Mają jednak wspólny mianownik – sport. Kino sportowe jest dziwaczne. Zawsze takie samo, zawsze wyjątkowe.

Łatwo jest wyjaśnić sukces filmów sportowych. Miliony ludzi na całym świecie kochają oglądać sport. Wystarczy dodać do tego jeszcze jakotaką fabułę i my, widzowie, jesteśmy w pułapce. Nawet przeciętny obraz potrafi przykuć nas do ekranu niczym najlepszy thriller, rozśmieszyć bardziej niż najśmieszniejsza komedia albo nawet wycisnąć łzy większe niż martwy DiCaprio na tafli morza. Nie ma chyba innego gatunku filmowego, z wyjątkiem romansów, który w tak mistrzowski sposób odtwarza schematy. Filmy traktujące o sporcie potwierdzają starą maksymę inżyniera Mamonia. Bo najbardziej podobają mu się melodie, które już raz wcześniej słyszał.

Dobry motyw
Pierwszym typem filmów sportowych jaki napotykamy na swojej życiowej drodze są tzw. „motywatory”. Podręcznikowym przykładem może być Karate Kid. Wyrachowanie producentów jest godne podziwu. Film opowiada o młodym Danielu, który zakochuje się w niejakiej Ali i tym samym rozsierdza jej byłego chłopaka Johnyego, który przypadkiem okazuje się adeptem sztuki karate. Daniel, upokorzony przez swojego rywala, postanawia samemu rozpocząć trening. Trafia na pana Miyagi, miłośnika drzewek bonsai i człowieka z brudnym płotem. Miyagi najpierw wykorzystuje naszego bohatera w różnych pracach wokół domu, a potem uczy kilku kocich ruchów. Film sprowadza się do tego, że młody nieudacznik malując płot jest w stanie pobić każdego. Nic dziwnego, że Karate Kid jest obok Wejścia Smoka głównym katalizatorem popularności sztuk walki w Stanach Zjednoczonych. Innym przedstawicielem typu filmu motywującego jest Rocky. Historia prostego boksera z ulicy dorabiającego przy ściąganiu haraczu, któremu trafia się ogromna szansa. Wyzwanie rzuca mu gwiazda boksu Apollo Creed. Rocky Balboa rozpoczyna przygotowania pod okiem Mickey’a. Na trening składa się obijanie półtuszy wieprzowych oraz bieganie po schodach przy dźwiękach Eye of the Tiger. Dawid (Rocky) ostatecznie pokonuje Goliata (Apollo), a cały film, mimo prostej konstrukcji, wzrusza jak mało który. Kiedy Rocky robi brzuszki i biega jak szalony, widz ma ochote założyć buty, zawiązać sznurówki i pognać gdzieś za widnokrąg.

Oczopląs
Są też takie obrazy ze sportem w tle, które uwodzą nas w znacznie prostszy sposób, stawiając na wypełnienie taśmy filmowej jak najwiekszą ilością „fajności”. Kto na przykład nie pamięta intro do Kosmicznego Meczu? Ten film to fenomen. Występuje w nim największa gwiazda koszykówki w historii, czyli Michael Jordan oraz równie wielka gwiazda kreskówek – królik Bugs. Tych dwóch gigantów odmiennych dziedzin łączy siły, aby w meczu koszykówki pokonać najeźdźców z kosmosu. Brzmi świetnie i tak właśnie jest. Jesteśmy pokoleniem, które wychowało się na trwającym ponad 30 sekund, stumetrowym wsadzie Jordana w ostatnich sekundach tytułowego meczu. W pakiecie otrzymujemy również Billa Murray’a, Kaczora Duffy’ego i Kota Sylwestra. Całość to filmowa słodycz dostarczająca czystej rozrywki nie tylko fanom koszykówki.

Pot i łzy
To nieprawda, że filmy sportowe są zawsze lekkie i przyjemne. Wręcz przeciwnie. Bo sport to przede wszystkim pot i łzy na treningach. Jednym z najlepszych zeszłorocznych filmów był nominowany do Oskara Fighter. Opowieść o boksie, mająca wszelkie znamiona typowego filmu sportowego. Mamy życiowego nieudacznika, który nie ugina się pod ciężarem przeciwności losu, czekając na swoje pięć minut. Historia przepleciona jest jednak życiowym dramatem, uzależnieniem od narkotyków i beznadzieją małego miasteczka.

Życie potrafi pisać jeszcze mroczniejsze historie. Innym filmem z boksem w tle jest Wściekły Byk w reżyserii Martina Scorsese. Nakręcona w czerni i bieli opowieść biograficzna o Jake’u LaMottcie to zapis życia bestii na ringu i świni poza nim. Widz może obserwować powolny rozpad fizyczny i moralny dzięki perfekcyjnemu przygotowaniu Roberta De Niro, który za rolę LaMotty otrzymał Oskara. Po obejrzeniu Wściekłego Byka autentycznie czuć ból jaki może przynieść życie.

Sport to… tło
Aby użyć terminu film sportowy wystarczy, że jego akcja i tematyka powiązane są luźno ze sportem. Tylko czy na pewno jest to takie banalne? Na taśmie filmowej gościły już niemal wszystkie dyscypliny, łącznie z bobslejami, golfem, szachami czy curlingiem. Na ich tle prezentowano skrajnie różne historie. Tytani albo Niepokonany walczą z segregacją rasową. Rydwany Ognia to porównanie dwóch dróg życiowych. Golfiarze to po prostu głupawa komedia o głupawych ludziach w głupawym klubie golfowym. Kino oferuje nam nawet historię o bobsleistach z Jamajki (Reagge na Jamajce). Sport to po prostu świetne tło dla opowieści. Płótno na którym scenarzyści malują najprzeróżniejsze obrazy, niektóre bliższe impresjonistom, inne zaś przypominające twory Hieronima Boscha.

Komentarze