Kłamstwo nie popłaca

W taki właśnie moralizatorski sposób chciałoby się podsumować niezwykle wciągający i jakże niebanalny thriller Dennisa Kelly’ego w adaptacji Grażyny Kani.

Przytoczony komunał nie rzuca jednak nawet odrobiny światła na złożoność całej problematyki, którą porusza spektakl. Jako widzowie otrzymujemy bowiem obraz, z którego każdy może sobie wyłuskać dziesiątki morałów.

Całość zrealizowano w minimalistycznej formie: występuje jedynie trzech aktorów, akcja rozgrywa się w jednym pomieszczeniu, a poboczne wątki nie występują. Liczy się tylko ciągła i wartka fabuła oraz psychologiczne portrety bohaterów. Choć cała historia komplikuje się z minuty na minutę, dzięki luźnemu nawiązaniu do owej klasycznej zasady trzech jedności, rozwój wydarzeń pozostaje klarowny, zaś postaci nie tracą na swojej wyrazistości.

Sieroty to przede wszystkim fascynujące złożonością osobowości, sylwetki małżonków Danny’ego i Helen oraz brata Helen, Liama, których życie do góry nogami wywraca tajemnicze morderstwo… Rodzeństwo ma za sobą trudną przeszłość spędzoną w domu dziecka i rodzinach zastępczych, jednak tytuł spektaklu nie dotyczy jedynie ich sieroctwa. Można go interpetować na wiele sposobów: sierotą może być Danny, człowiek żyjący ideałami, ciapowaty, stroniący od przemocy, pobity przez wyrostków arabskiego pochodzenia. Sprowokowany przez żonę, noszącą w sobie pierwiastek Lady Makbet, w końcu udowadnia, że jest „prawdziwym mężczyzną”. Jak? Odpłacając przemocą za przemoc, zastraszeniem za zastraszenie. Za winy oddając poczwórnie, daleko wykraczając poza bariery okrucieństwa. Dopiero szokującej relacji męża potrzeba Helen, aby uświadomiła sobie, do czego doprowadziła chorobliwa solidarność z bratem i wir jej intryg. Poprzez piętrzące się kłamstwa, w pył obracają się kolejne standardy moralności, a demony przeszłości powracają.

Warto zauważyć, że – jakby mimochodem – w Sierotach problemy społeczne współczesnego świata: rasizm, sieroctwo, aborcja stają się równorzędnymi bohaterami spektaklu. W tym kontekście jawi się jeszcze jedna interpretacja tytułu, jako że Danny i Helen, mimo iż są przedstawicielami klasy średniej, nie rezygnują z mieszkania w dzielnicy zdominowanej przez kolorową, imigrancką ludność.

Knucie przez Danny’ego intryg w obronie zadzierającego z prawem brata, który w instynktowny sposób próbuje samodzielnie wymierzyć społeczną sprawiedliwość i żałośnie przekonuje o swojej niewinności, oraz to, w jaką matnię prowadzą wszystkich kolejne podstępy i machinacje, przywołuje na myśl inną znaną mądrość o kłamstwie, autorstwa Aleksandra Pope’a: Ten, kto mówi kłamstwo, nie uświadamia sobie, jak wielkiego zadania się podejmuje, bo będzie musiał wymyślić jeszcze dwadzieścia innych kłamstw, żeby podtrzymać to jedno. Po dwóch godzinach spektaklu (bez przerwy) wychodzimy wprawdzie nieco psychicznie wymłóceni, jednak nie bez solidnego katharsis. Być może thriller w publicznej Jedynce także trwa dwie godziny i też nie ma przerw na reklamy, jednak wrażeń nie polecam nawet porównywać.

Ocena Redakcji: 4/5

Sieroty
Reż. Grażyna Kania
Teatr Powszechny
ul. Jana Zamoyskiego 20

Komentarze