Nim przejdą deszcze…

Chcąc określić balet I przejdą deszcze stworzony przez Krzysztofa Pastora, na myśl nasuwa mi się tylko jedna rzecz – magia w czystej postaci.

Siedząc wbita w fotel, miałam okazję zanurzyć się w liryczną opowieść, snutą przy dźwiękach muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego, która opowiedziana została nie słowami, lecz gestem, mimiką i każdym perfekcyjnie wykonanym chassé. To właśnie na kanwie czterech utworów Góreckiego powstał spektakl, w którym emocje są narratorami opowieści o historii Polski i Polaków sprzed ponad półwiecza. Balet I przejdą deszcze ma dziwną moc oddziaływania na widza – nie pozwala oderwać oczu od sceny do tego stopnia, że pragnienie, aby nie utracić ani sekundy z widowiska, trzeba okupić zaczerwienieniem spojówek od uporczywych prób niezamykania powiek. Zupełnie inny wymiar, w który przenosi ten balet, jest tworzony przede wszystkim przez solistów takich jak Rubi Pronk. Tancerz ten uwodzi każdym ruchem, pokazując, że niemożliwe nie istnieje . To właśnie jego występ solowy w strugach deszczu stanowi punkt kulminacyjny całego widowiska i doskonale współgra z fragmentem wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, z którego został zaczerpnięty tytuł spektaklu: Deszcz jest jak litość – wszystko zetrze:  i krew z bojowisk, i człowieka,  i skamieniałe z trwóg powietrze. Ten właśnie deszcz metaforycznie zamyka pewną kartę w historii Polski, będąc jednocześnie zapowiedzią zmycia dotychczasowych łez i trudów oraz dając nadzieję na odrodzenie. Z lekkim zażenowaniem muszę przyznać, że był to dopiero pierwszy balet, jaki zdarzyło mi się widzieć w życiu, jednak wrażenie jakie na mnie wywarł było tak ogromne, że z pewnością nie będzie on ostatnim.

Ocena Redakcji: 4,5/5

I przejdą deszcze…
Reż. Krzysztof Pastor
Opera Narodowa
Plac Teatralny 1

Komentarze