Pół wieku. Czyż to nie dziwaczne?
Warszawska Opera Kameralna obchodzi w tym roku półwiecze istnienia. Z tej okazji tegoroczny repertuar jest szczególny. O historii Opery, jej wyzwaniach, MAGIEL rozmawiał z panem Stefanem Sutkowskim, dyrektorem Warszawskiej Opery Kameralnej od jej założenia.
MAGIEL: Panie Dyrektorze, mija już 50 lat, odkąd za Pańską przyczyną powstała Warszawska Opera Kameralna. Jak to wszystko się zaczęło i skąd pojawiła się idea stworzenia tego typu instytucji?
S.S.: Zaskoczenia tu raczej nie będzie – o wszystkim w głównej mierze zadecydował przypadek. Już w trakcie studiów muzykologicznych na Uniwersytecie Warszawskim odkryłem w sobie fascynację muzyką baroku i klasycyzmu. Z tej fascynacji zrodził się pomysł na założenie w 1957 r. zespołu muzyki dawnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense.
Pewnego razu pojawili się u nas ludzie teatru: Zofia Wierchowicz i państwo Kulmowie. Chcieli wiedzieć, jak odnowić ideę opery kameralnej. Odpowiedziałem, że teoretycznie wiem, ponieważ to było na studiach, natomiast w praktyce sprawa wyglądała nieco gorzej. Nie dysponowaliśmy wówczas zestawem odpowiednich nut, gdyż wszystko zostało spalone i zniszczone m.in. w Powstaniu Warszawskim. Dlatego wybierając się na tournée do Francji i Austrii, obiecałem im kupić tam nuty do opery kameralnej. I tak się zaczęło. Pierwszą sceniczną premierą była La serva padrona Pergolesiego. Dzięki owacyjnemu przyjęciu możliwe stało się rozkręcenie całego projektu.
Czy to oznacza, że wszystko szło zawsze jak z płatka?
Bynajmniej. Szczególnie pierwsze lata od powstania WOK bywały dla nas bardzo trudne. Po 4 latach odebrano nam roczną dotację w wysokości 300 tys. złotych (wartość podobna do obecnej, a więc i tak niezbyt wiele). Nadeszły wtedy dla nas chude lata. A wszystko było jeszcze w powijakach, nie mieliśmy nawet żadnego biura. Biurem była moja teczka, w której trzymałem wszystkie dokumenty. W 1971 r. niepomyślny los jednak trochę się odwrócił i po spotkaniu przy kawie z ministrem wyszedłem jako dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej.
Przez ten czas WOK zasłynęła wspaniałymi projektami takimi jak m.in. Obchody 400-lecia opery jako gatunku, cykl imprez Oda do Europy w 2004 roku, a także coroczne festiwale Mozartowski i Ad hymnos ad Cantus. Jakie są plany na przyszłość?
Na razie koncentrujemy się na realizacji specjalnego programu, związanego z uczczeniem 50-lecia naszego istnienia. W związku z tym we wrześniu proponujemy Festiwal Oper Kameralnych XX i XXI wieku, wcześniej zaś, jak co roku, odbędzie się kolejny Festiwal Mozartowski. W repertuarze Opery istnieją jednak ciągle czasowe białe plamy, które nie wynikają z tego, że brakuje nam pomysłów czy też z licznych zagranicznych tournée. My byśmy bardzo chcieli być ciągle obecni w świadomości stołecznej publiczności. Problemem jest jednak, iż WOK pozostaje jednostką organizacyjną samorządu województwa mazowieckiego. Jako teatr Mazowsza dysponujemy bardzo zmniejszonym budżetem. Spowodowane to jest tym, że Mazowsze ma obowiązek płacenia pozostałym województwom tzw. „janosikowego”, przez co otrzymujemy aż o 40 proc. mniej funduszy. W rezultacie robimy dużo mniej, niż byłoby to możliwe. Na szczęście ten nieracjonalny i nieuzasadniony podatek dostał się pod lupę Trybunału Konstytucyjnego.
Opera nigdy w historii nie była samowystarczalna. Zawsze potrzebny był mecenat publiczny lub prywatny. Jak to wygląda obecnie?
Wprawdzie cieszymy się poparciem Ministerstwa Kultury, Prezydenta RP oraz Parlamentu Europejskiego, jednak te działania ograniczają się do patronatu nad naszą działalnością kulturalną i podnoszenia jej rangi. Sponsoring prywatny praktycznie w ogóle nie istnieje. Myślenie tylko i wyłącznie o maksymalizacji zysku zniszczyło ten świat. Wiecie na czym polega problem Grecji? Moja znajoma przeprowadziła się tam, ponieważ mieszkał tam jej mąż. Pewnego razu zorganizowali uroczystość rodzinną, na którą zaproszeni zostali goście z różnych zakątków świata w liczbie trzystu pięćdziesięciu osób. Przyjęcie zorganizowano w restauracji, a następnie wszystkich przybyłych umieszczono w hotelach. Skąd wzięli na to pieniądze? Urząd podatkowy zwrócił za wszystko 50 proc. sumy, wystarczyło tylko skrupulatnie gromadzić faktury. Nawet usługę fryzjerską można odliczyć w ten sposób! U nas natomiast żałuje się pieniędzy na coś najważniejszego dla budowania rangi państwa, na kulturę. Przynajmniej tego jednego procenta wydatków budżetowych.
Ostatnio głośna jest dyskusja na temat dofinansowywania prywatnych teatrów, którą podjęła Krystyna Janda. Jak odnosi się Pan do tej sprawy?
Sprawa jest złożona. Z jednej strony mało realna jest perspektywa utrzymania się z samych biletów, a dobre teatry trzeba ratować. W końcu sami jako teatr na poły prywatny także ubiegaliśmy się o państwowe fundusze. Jednak za słabe przedstawienia i prywatne teatry, których obecnie powstało bez liku, nie trzeba płacić. Projekt pani Jandy pozostaje na tym polu raczej chlubnym wyjątkiem.
Zamiast dawać pieniądze „od ręki” na te cele, lepiej zastanowić się, co zrobić z artystami, którzy tak jak sportowcy często zmuszeni są kończyć karierę w wieku mocno przedemerytalnym. Jakiś czas temu zniknęły wcześniejsze emerytury śpiewacze, teraz każdy musi zapewnić sobie pracę po zakończeniu kariery artystycznej, a o to jest niezwykle trudno.
Pański niebywały staż na stanowisku dyrektora Warszawskiej Opery Kameralnej prowokuje pytanie o to, co sprawia, że przez tak długi czas udaje się utrzymać ciągłość tej inicjatywy, mającej przed sobą dobre perspektywy?
Udało mi się szczęśliwie przeprowadzić Operę od jej początków aż po dziś dzień. Zapewne dlatego, że zawsze wierzyłem w ten projekt, a na swojej drodze napotykałem ludzi, którzy mnie w tej wierze umacniali. Bardzo ważne jest, że zawsze żyliśmy wszyscy w WOK w dobrej komitywie, bez żadnych skandali. To niełatwe, ale najważniejsze jest, aby nie robić z niczego tajemnic. Należy też być delikatnym, szczególnie wobec artystów, muzyków. Jeśli ktoś nie może śpiewać lub grać, po prostu spotykamy się na kawę. Ja na oboju nie gram już od 30 lat. Wiem, że na tym świecie wszystko ma swój czas. Pół wieku. Czyż to nie dziwaczne?

Komentarze