Powiedzieli o Maglu…

Pracownicy uczelni oraz członkowie redakcji.

 

Marcin Poznań

rzecznik SGH

W MAGLU bardzo podoba mi się to, że nie boicie się podejmować tematów trudnych i staracie się wyjaśniać zawiłości, drążycie. Cieszę się, że możecie poświęcać dużo miejsca tematom niezwykle złożonym, np. obszerny, kilkustronicowy artykuł okładkowy na temat sytuacji finansowej Uczelni, budynku F i planu naprawczego sprzed kilku numerów. To bardzo cenne, bo obszerne rozmowy np. z Kanclerzem SGH, pozwoliły wyjaśnić wiele skomplikowanych kwestii. Pod tym względem MAGIEL – choć niezależny – pełni bardzo cenną rolę ważnego kanału komunikacyjnego między Uczelnią, a studentami. Poza tym, kreatywnie podchodzicie do tematów i zawsze przyciągacie moją uwagę tematem z okładki. Do tego macie świetne pomysły na okładkowe ilustracje.
Podobają mi się także rysunkowe komentarze w każdym numerze. Każdy z nich jest nieco prowokacyjny, ale prawdziwy. Żelaznym punktem lektury MAGLA jest też dla mnie rubryka Kto jest kim.
 

 

Marek Rocki

senator RP, profesor SGH, były rektor

NA PLUS: To fascynujące, że MAGIEL z sukcesem działa już tyle lat, żyje i rozwija się, a jednocześnie zachowuje tradycje. Chwała twórcy i założycielowi MAGLA, chwała kontynuatorom.
NA MINUS: moim zdaniem, za mało piszecie o bieżących sprawach uczelni. Jak mówił jeden z przewodniczących Samorządu: My (w domyśle: studenci) przez całe życie będziemy absolwentami Tej uczelni – więc przedstawiajcie swoje opinie i dyskutujcie na łamach MAGLA. No, chyba, że Waszym zdaniem nie ma problemów…
 

 

Maciej Sosnowski

były redaktor naczelny

Kupowałem kanapkę w Jajku, gdy zwróciłem uwagę na przewodniczącego pewnego „elytarnego” koła naukowego i chłopaka z I roku. Przewodniczący powiedział do niego: “Piotrze. Powiedz co zrobiłeś dla organizacji bym cię nie wyrzucił”. Kanapki nie zjadłem – tak byłem zniesmaczony.
Sytuacja ta przypomniała mi się, gdy jeden z Maglowiczów powiedział: bo u nas są zajawkowicze nie karierowicze. Tak było i tak jest. Nie jest to efekt jakiejś skomplikowanej wielostopniowej rekrutacji, na której trzeba onanizować się tym, jakim się jest cool. Tak jakoś się dzieje, że z roku na rok trafiają do redakcji osoby, które jakoś się przyciągają – słowo zajawkowicze trafia tu w punkt.
Nie będę pisał frazesów, że łączy nas wspólna pasja jaką jest dziennikarstwo – bo kłamałbym. Nowoprzybyli do MAGLA rzadko kiedy potrafią pisać, robić zdjęcia czy łamać tekst. Uczą się tego na miejscu, zarażeni zajawką od tych, których tutaj zastali.
 

 

Paulina Głogowska

była szefowa działu muzyka

Często żartuję sobie, że jeśli coś pójdzie nie po mojej myśli to „wypiszę się z MAGLA”. Ale teraz, będąc na drugim końcu Europy na Erasmusie, moje myśli wciąż krążą wokół tej organizacji. Przeglądając maile sprawdzam jak idzie przygotowywanie nowego numeru, w czasie trwania maglowych projektów duchem jestem ich uczestnikiem, wypytuje, co słychać, bo tak tęsknie za tymi ludźmi. Patrząc po starszych kolegach łatwo można stwierdzić, że odciąć od MAGLA się nie da. Przyjaźnie pozostają na całe życie, nabrane umiejętności pomagają w dorosłym życiu, a wspomnienie satysfakcji z udanego artykułu, czy wykonanej pracy przy organizacji dużej konferencji dają więcej radości, niż ze zdanej przy pierwszym podejściu ekonometrii.
 

 

Piotr Filip Micuła

szef działu felieton

Kiedy ktoś mnie pyta, skąd jestem, odpowiadam: z MAGLA! A dlaczego jestem z MAGLA? Tak się składa, że na to pytanie już sobie udzieliłem odpowiedzi.
Klasyczna definicja MAGLA zakłada, że MAGIEL to ludzie, a nie organizacja. Po niespełna dwóch semestrach studiowania jestem gotów podpisać się pod tym stwierdzeniem obiema rękami. Żadna inna organizacja w SGH nie ma takiego współczynnika ludzi studiujących ekonomię, palących papierosy i kochających się w długich dyskusjach na wszelakie tematy. Człowiek taki jak ja, z bardzo specyficznym poczuciem humoru i nerwicą natręctw, może czuć się w tutaj jak ryba w wodzie.
Niewątpliwie najwspanialszym uczuciem jest świadomość uczestnictwa w projekcie, którego efekty można podziwiać co miesiąc w kilku tysiącach egzemplarzy. Jak to możliwe, by studenci uczelni ekonomicznej wydawali pełnoprawne czasopismo zawierające zarównoprzepisy kuchenne, recenzje książek, jak i ranking popularnych warszawskich siłowni?
Odpowiedzi szukajcie w pokoju 64 na antresoli.
 

Komentarze