Akcja plaża
Maj to już ostatni dzwonek na pozbycie się zimowych zapasów z okolic brzucha czy też zdobycie posągowej (gr. agalmatódis) muskulatury pozwalającej na dumne przechadzki wzdłuż dowolnie wybranego zbiornika wodnego. Dwóch członków redakcji pod okiem eksperta podjęło rozpaczliwe starania, aby przez kolejny rok nie chodzić po plaży w koszulce. Oto pierwsze wrażenia.
Holmes Place
ul. Wołoska 12
Jeśli po raz pierwszy wybierasz się do Holmes Place, oszczędzę ci frustracji, która mnie spotkała, gdy kazano mi zapłacić 5 zł za wypożyczenie kłódki do szafki w szatni. Nie dość, że jest to najdroższe miejsce z omawianych, to jeszcze taka niemiła niespodzianka. Na szczęście można przychodzić z własną kłódką. Gdy frustracja już minęła, trening w Holmes Place okazał się być bardzo przyjemny. Czas spędzony na wyciskaniu z siebie siódmych potów umilają podsłuchane rozmowy trenerów, którzy pięknie opowiadają (gr. Homer), swoim podopiecznym o tym, jak będą się prezentować na plaży za kilka miesięcy.
MIETO: Ocena 1/5
Wśród sklepów mokotowskiej Galerii Handlowej zlokalizowano jeden z trzech warszawskich oddziałów tej międzynarodowej sieci siłowni. Pomimo że lokal ustępuje standardem temu w hotelu Hilton to tanio nie jest. W dodatku właściciele biją rekordy kreatywności w wyciąganiu pieniędzy od klientów – w recepcji możemy sobie na przykład sprawić skórzaną torbę z logo siłowni. Wprost idealna na wakacyjny lans. A wyposażenie? Takie jak wszędzie.
KOKS: Ocena 2/5
Pieniądze chcieli przy wejściu, że za kłódkę niby trzeba płacić. Dobrze, że na siłkę od razu przebrany przychodzę, problem z bani. Rowerków tu pełno takich śmiesznych, siedzą chuderlaki i w telewizor się gapią zamiast ładować porządnie, hardkorowe treningi robić. Ćwiczy jakiś tam szczurek mały, rusza, rusza i nic z tego nie ma. Niedaleko sklepy, suple można kupić, pompować to w żyły i rosnąć jak trzeba, na 100 procent. No i jeszcze wydaje mi się, że trochę mózgu trzeba, żeby mieć takie geny.*
Calypso
ul. Puławska 17
Calypso Fitness Club w Centrum Europlex to, zgodnie z etymologią nazwy, miejsce doskonale ukryte (gr. kalyptein) w podziemiach zajmowanych jeszcze nie tak dawno przez Silver Screen. Chociaż ciężko było mi wyobrazić sobie siłownię w sali kinowej, muszę przyznać, że miejsce do ćwiczeń robi olbrzymie wrażenie i jest największe ze wszystkich opisywanych obiektów. Niestety, podziemna lokalizacja ma też swoje wady – osoby, które biegając na bieżni lubią podziwiać widoki z okna nie mają tam czego szukać. Fani popcornu również.
MIETO: Ocena 5/5
Umiejscowienie siłowni w lokalu dawnego kina ma w sobie coś niesamowicie ambiwalentnego. Niewśątpliwie wizyta w takim miejscu może stanowić odskocznię od tradycyjnych fitness klubów. Co ciekawe, właściciele mają niedługo wystartować z pierwszym fitness kinem. Smutnym jest, iż w miejscu z taką tradycją upada kolejne kino, a jego miejsce zajmuje siłownia. Lokalizacja dla studenta SGH idealna, a na miejscu zastaniemy nawet kort do badmintona.
KOKS: Ocena 4/5
No, tutaj to jest miejsce! I kino też jest. Filmy podobno z siłki mają puszczać. Na takim ekranie to może się razem z bicepsem zmieszczę. Tylko masy na popcornie to zrobić nie idzie, stejka trzeba, a nie jakieś tam dziadostwo. No, ale ćwiczyć też trzeba, więc maszyny też są. Dużo jest. Żelaza mało, bo tu głównie chude chłopaki pod krawatem przychodzą. Im nie trzeba, oni bez supli ćwiczą, to siły nie ma. I masy też nie ma. Nie wiem, co się dzieje.*
Gymnasion Stanley Fitness
ul. Armii Ludowej 26
Jeśli idąc do Gymnasionu masz nadzieję na przeniesienie się w czasy antycznej Grecji, czeka cię rozczarowanie. Nikt nie ćwiczy nago (gr. gymnos), klub jest w nowoczesnym biurowcu, a atmosfera już od samego wejścia przypomina raczej tę z czasów PRL-u. Czym bowiem różni się atakujące cię z każdej strony przypomnienie, że ćwiczymy z ręcznikiem i w zmienionym obuwiu od haseł typu Po skończonej pracy załóż majtki? Oczywiście BHP to podstawa, ale traktowanie swoich klientów jak idiotów jest irytujące. Strona internetowa też rodem z Polski Ludowej.
MIETO: Ocena 3/5
Siłownia nie dość że mała, to jeszcze urządzona w niewiarygodnie kiczowaty sposób. Nie mniej jednak korzystna oferta studencka, jaką proponuje Stanley i dogodna lokalizacja sprawiają, że jest to opcja warta rozważenia. Szkoda, że cała sieć Gymnasion zbankrutowała, bo oferta, którą miała do zaproponowania, była naprawdę konkurencyjna, a nie każdy z klubów wyglądał jak ten w mokotowskim biurowcu.
KOKS: Ocena 5/5
Studenciaki się tu pałętają, tanio jest kurde to przychodzą, promocje jakieś czy coś. Problemów nie było, wszystkich wystraszyłem to pouciekali, posprzątałem swoimi genami jak trzeba, pokazałem co jest grane. O, kolumny fajne są, dobre żeby bidon z blastem postawić, widać, że kultura, nie ma lipy. Człowiek się tutaj pełny i suchy czuje, nie jak zawsze taki pusty. Jak będziecie mnie słuchać to wszystko jest możliwe.*
*teksty inspirowane twórczością Roberta Burneiki




Komentarze