Czego chcą edukacjoniści

Lobby nauczycielskie – zarówno z ZNP, „S”, jak i niezrzeszone – żyje w świętym przekonaniu, że kaganek oświaty, który niosą, służy rozwijaniu zdolności dzieci. Otóż niekoniecznie jest to prawdą!

Lobby nauczycielskie – zarówno z ZNP, „S”, jak i niezrzeszone – żyje w świętym przekonaniu, że kaganek oświaty, który niosą, służy rozwijaniu zdolności dzieci.

Otóż niekoniecznie jest to prawdą!

Nauka szkolna i studia mogą dopomóc w rozwijaniu się talentu – i mogą go wynaleźć i skierować na właściwe pole; nie mogą go jednak stworzyć. Mogą natomiast – i bardzo często to robią! – zniszczyć talent lub skierować go na pole niewłaściwe!

Edukacjoniści (jak to lobby nazywał z przekąsem śp. Cyryl N.Parkinson) podkreślają, że 80 lub nawet 90 proc. wynalazków dokonywanych jest przez (nie tak w końcu wielu) ludzi z co najmniej średnim wykształceniem Co, ich zdaniem, dowodzi, że wykształcenie rozwija zdolności twórcze.

Zapominają (sądzę, że naprawdę zapominają – bo są to, entre nous: durnie…) że 99 proc. zdolnych dzieci idzie co najmniej do szkół średnich. W większości krajów szkoła średnia jest obowiązkowa – a gdyby nawet nie, to społeczeństwo wręcz siłą każde co zdolniejsze dziecko pcha do szkoły, bo taki standard narzuciło lobby edukacjonistów!

Jeśli więc mimo to 1 proc. nie chodzących do szkół dokonuje 20 proc. czy nawet 10 proc. wynalazków – to dowodzi, że szkoła w 90 proc. zabija, a nie rozwija, zdolności!

Trzeba sobie powiedzieć prawdę: szkoła jest dla uczniów średnich. Uczniowie źli – powiedzmy: 10 proc. – źle się w szkole czuje i – co gorsze swoją negatywną postawą zarażają resztę. Jeśli dziś znacznie więcej studentów, niż dawniej, większą wagę przywiązuje do picia piwka, niż do studiów – to jest to skutek tego, że w jego klasie było dwa razy za dużo uczniów.

Gdyby ta gorsza połowa do szkoły nie chodziła, to poziom szkoły średniej mógłby być dwa razy wyższy – bo obecnie programy się specjalnie upraszcza, by każdy idiota mógł otrzymać maturę. Czytałem niedawno (chyba w Gazecie Wyborczej) skargę jakiejś gimnazjalistki, że te egzaminy z matematyki to chyba są po to, by wyeliminować część uczniów.

Tak! Właśnie po to są egzaminy! By ludzie niezdolni – lub nie chcący się uczyć – nie byli kamieniem u szyi ludzi zdolnych!
Powtarzam: nie chodzi tylko o to, że trzeba programy przystosować do imbecylów – ale i o to, że oni szerzą postawy anty-naukowe. Uczeń zdolny i pracowity po usłyszeniu dwóch koleżanek mówiących: A co ja tam się będę uczyć – chodźmy dziś na imprezkę! może pójść za ich przykładem. I popaść w nałóg – znacznie groźniejszy od palenia marijuany.

Drugi rodzaj studentów i uczniów, którym szkoła szkodzi, to studenci bardzo zdolni.

Nie jest przypadkiem, że najwybitniejsi wynalazcy rzucali studia, licea – a czasem nawet szkołę podstawową, jak Tomasz Alva Edison – bo szkoła uśrednia. A wynalazca nie powinien być uśredniany.

Tymi 10 czy 20 proc. największych tępaków nie warto sobie w ogóle zawracać głowy: uczenie ich na siłę powoduje u nich tylko frustrację, unieszczęśliwia ich. Jedynym powodem, dla którego się ich męczy w szkołach jest to, że związki zawodowe nauczycieli walczą o miejsca pracy dla swoich członków i potencjalnych członków – a tępak jest z tego punktu widzenia uczniem idealnym, bo nauczenie go, że 2 × 2 = 4 trwa 20 razy dłużej, niż nauczenie tego ucznia przeciętnego – więc dzięki temu tworzy się dwadzieścia razy więcej miejsc pracy! Gadanina o tym, że celem jest „niesienie kaganka oświaty” jest warta tyle samo, co zapewnienia socjalistów, że ich celem jest „walka o prawa klasy robotniczej”.

Natomiast 70 proc. uczniów normalnych (tak: człowiek wybitny jest – z definicji – nienormalny) w sposób oczywisty korzysta z tego, że otrzymuje WIEDZĘ. Sami jej twórczo rozwijać zapewne nie będą – ale czy każdy posiadacz konia musi jednocześnie być hodowcą marzącym o ulepszeniu rasy?

Nie – on ma umieć jeździć, zaprzęgać go do powozu czy pługa. Ten, kto to umie, ma zarabiać więcej, niż ten, co nie umie.
Podobnie robotnik posiadający na własność tokarkę zarabia lepiej, niż ten, kto tokarki nie ma. Za tokarkę trzeba zapłacić – i nie ma żadnego powodu, by WIEDZĘ rozdawać za darmo.

Jeśli za studia medyczne trzeba w USA zapłacić $500.000 – to należy wziąć na to pożyczkę. Lekarz w USA zarabia średnio o $100.000 więcej, niż przeciętna płacą – więc w sześć lat spłaci tę pożyczkę i przez resztę życia będzie z korzyścią dla społeczeństwa żył na bardzo wysokim poziomie. Bo dobrze zainwestował.

Prosta sprawa.

To samo dotyczy wszystkich innych studiów – których ukończenia Państwu życzę!

Komentarze