Rolnicze Eldorado

Wspólna Polityka Rolna pochłania największe środki z unijnego budżetu, a lada moment rozegra się ostateczna batalia o jej kształt po roku 2013. A jest się o co bić – stanowi ona 45 proc. wszystkich wydatków Unii Europejskiej.

Obowiązujący kształt Wspólnej Polityki Rolnej został ustalony w 2003 roku i właściwie od tamtej pory nie ulegał znaczącym zmianom. Im bliżej magicznej daty wygaśnięcia dotychczasowych ustaleń, tym bardziej nerwowa staje się debata między ministrami rolnictwa państw Unii. Na horyzoncie rysuje się także perspektywa nowego porozumienia w ramach Światowej Organizacji Handlu, które może istotnie zliberalizować warunki handlu rolnego (szczególnie w kwestii ceł), a także kształtowaną politykę rolną.

Po nowemu, po staremu…

W październiku Komisja Europejska przedstawiła pierwsze projekty zmian we Wspólnej Polityce Rolnej. Podstawowym założeniem jest usprawnienie działania systemu płatności bezpośrednich oraz stopniowe zrównanie ich poziomu we wszystkich państwach Unii Europejskiej, co miałoby nastąpić w roku 2018. Na dzień dzisiejszy los tego projektu jest jednak o tyle niepewny, że ma silnych przeciwników w osobie unijnych płatników netto – Niemiec i Francji. Co więcej, dofinansowanie otrzymają tylko „aktywni” rolnicy, czyli tacy, których roczny przychód z dopłat wynosi co najmniej 5 proc. łącznej sumy przychodów z działalności nierolniczej. W praktyce oznacza to, że jeżeli osoba starająca się o ten rodzaj pomocy oprócz uprawy roli czy hodowli zwierząt ma inne źródła utrzymania, to uzyskiwane z nich dochody muszą być niższe od tych z działalności rolniczej. Nowością jest również planowany zastrzyk gotówki dla młodych rolników, co ma stanowić odpowiedź na niezbyt dobrze rokującą strukturę wiekową tej grupy zawodowej – zaledwie co trzynasty unijny pracujący na roli ma poniżej 40 lat. Bez zmian pozostanie promowanie „zielonych” gospodarstw i przyznawanie większych środków w tym prowadzącym działalność w sposób przyjazny środowisku.

Ważnym aspektem reformy ma być zamrożenie ogólnych wydatków na WPR na poziomie z roku 2013, czyli ok. 413 mld euro. Tort wspólnotowych pieniędzy nie został jednak jeszcze do końca podzielony, stąd też nasi politycy dwoją się i troją, by zadbać o jak największy kawałek dla siebie. W grę wchodzi od 24 do 30 mld euro. Nie ulega wątpliwości, że polska wieś niezwykle skorzystała na unijnym protekcjonizmie.

Na razie wielkość dopłat dla polskich rolników wynosi 80 proc. średniej unijnej. m.in. to ma się zmienić od 2013 roku.

Wsparcie finansowe w postaci płatności bezpośrednich, renty strukturalne (z których wycofano się w 2009 roku) czy tzw. podnoszenie konkurencyjności rolnictwa (dofinansowywanie zakupów nowych maszyn, preferencyjne kredyty) to tylko niektóre z korzyści. Szczególnie istotne są wspomniane już dopłaty – ostrożne szacunki mówią o przeszło 50 mld złotych, jakimi Unia Europejska wspomogła polskie gospodarstwa rolne tylko przez pięć pierwszych lat członkowstwa Polski we wspólnotach. W chwili obecnej korzysta z nich ok. 1,5 mln Polaków. Warto także zauważyć, że w 2010 roku średnia wartość dopłat wynosiła ok. 214 euro za hektar, czyli zaledwie 80 proc. tego, co dostają rolnicy francuscy czy niemieccy – a właśnie to ma ulec zmianie.

Reakcja znad Wisły

Nie powinno zatem dziwić, że w oficjalnym stanowisku Polski w sprawie WPR po 2013 roku czytamy: W związku z oczekiwanym wzrostem niestabilności międzynarodowych rynków rolnych i otwieraniem się rynku wspólnotowego na konkurencję zewnętrzną, niezasadne byłoby istotne ograniczenie instrumentarium interwencji rynkowej w prawodawstwie wspólnotowym. Wspólna Polityka Rolna powinna zachować dotychczasowe skuteczne instrumenty interwencji nie są już one podstawowym sposobem wsparcia dochodów rolniczych, jednak skutecznie zapewniają „siatkę bezpieczeństwa” uruchamianą w pełni w sytuacjach szczególnych (duży spadek cen, wzrost i wahania cen).

A jednak Ministerstwo Rolnictwa nie ukrywa niezadowolenia z projektu przedstawionego przez Komisję Europejską. Stojący na jego czele Marek Sawicki uznał wręcz, że przedstawiony pakiet to zaledwie kosmetyka, a nie reforma. Na tym etapie prac wyraźnie rysuje się tendencja do utrzymania płatności bezpośredniej w formie transferów budżetowych do państw członkowskich. To oznacza brak rzeczywistych zmian polityki rolnej. Komisja Europejska ma zamiar także szczegółowo określić, jak miałaby wyglądać struktura upraw w obrębie pojedynczych gospodarstw. Wprowadzone zostanie kryterium ustalające, że rolnicy starający się o dopłaty muszą hodować minimum trzy różne rodzaje roślin Oznacza to, że żadna z upraw nie może obejmować mniej niż 5 proc. i więcej niż 70 proc. areału. To spowoduje wzrost biurokracji i kosztów obsługi gospodarstw.

Inicjatywą polskiej prezydencji jest zorganizowanie wspólnie przez Radę, Parlament Europejski i Komisję Europejską pod koniec bieżącego roku cyklu debat nad nowym kształtem europejskiej polityki rolnej. Wszystko po to, by wypracować wspólne stanowisko, ułatwiające państwom przejmującym przewodnictwo w UE w roku 2012 sprawniejsze określenie kierunków reform. – Pakiet wymaga jeszcze wiele pracy, aby zreformowana WPR stała się narzędziem do zbudowania silnego, konkurencyjnego i zrównoważonego europejskiego rolnictwa, odpowiadającego na globalne wyzwania, w tym na rosnący globalny popyt na żywność – powiedział Minister Rolnictwa, Marek Sawicki.

Na Zachodzie bez zmian?

Trudno jednak spodziewać się w najbliższym czasie konkretnych rozwiązań, biorąc pod uwagę burzę gospodarczą, jaka przetacza się właśnie nad Europą. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że wielkie cele, jak zwiększenie konkurencyjności rolnictwa europejskiego, zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego w obliczu realnej groźby przeludnienia, a także dbałość o środowisko naturalne, okażą się być dostatecznie realne.

No votes yet.
Please wait...