…czy przeciw niemu?
Religia dotyczy nas wszystkich, czy tego chcemy, czy nie. Dlatego też atakowanie jej jest jednym z najprostszych sposobów na przyciągnięcie uwagi innych osób. Są ludzie, którzy potrafią doskonale to wykorzystać, aby osiągnąć wymierne korzyści finansowe.
Wiara jest jedną z niewielu dziedzin życia, która wymusza na nas jasne określenie, jaki mamy do niej stosunek. Oczywiście, mamy do wyboru wiele możliwości: od skrajnego fanatyzmu, poprzez agnostycyzm, aż po ateizm. Najważniejsze jednak jest to, że wszyscy ludzie mają „jakieś” poglądy w kwestii wiary. Nie mamy możliwości odcięcia się od niej, nawet jeśli jest nam zupełnie obojętna – ponieważ jest to już określone ustosunkowanie się, które pozwala zakwalifikować nas do pewnej grupy. Taka cecha wiary jest szczególnie atrakcyjna dla polityków i innych osób publicznych, które funkcjonują dzięki zainteresowaniu ze strony społeczeństwa. Odpowiednio odnosząc się do religii mogą zdobyć przychylność konkretnych grup, czy po prostu przykuć uwagę do swojej osoby.
Dług wdzięczności Palikota
W Polsce od dłuższego czasu mieliśmy okazję obserwować wykorzystanie Kościoła w politycznej walce, szczególnie podczas kampanii PiS przed wyborami w 2005 roku. Symbolicznym był fakt, że tzw. pakt stabilizacyjny między PiS, LPR a Samoobroną podpisano w obecności wyłącznie dziennikarzy związanych ze środowiskiem Radia Maryja. Grupa osób niezadowolonych z tak licznych powiązań Kościoła z polityką systematycznie rosła, a kwestią czasu było pojawienie się opcji politycznej , która chciałaby wykorzystać ten potencjalny elektorat.
Taką partię stworzył Janusz Palikot, organizując Ruch Poparcia. Swój wizerunek medialny oparł na agresywnym antyklerykalizmie, dzięki czemu rozpoczął dyskusję (ze sobą w roli głównej) na temat roli Kościoła katolickiego w Polsce. Trudno się nie zgodzić, że musimy wprowadzić zmiany w związku z jego pozycją w kraju i wpływem na opinię publiczną, a przede wszystkim wykorzystaniem go w walce politycznej. A jednak to właśnie Palikot najlepiej na tym wychodzi, czego efektem jest wynik ostatnich wyborów. Ludzie, zmęczeni nieustanną obecnością Kościoła w Polityce, chcieli zmian, których nie gwarantowało SLD, programowo również będące za laicyzacją państwa, jednak w praktyce zawsze dążące do kompromisu w konfliktach z hierarchami kościelnymi.
Pierwszym przejawem aktywności posłów Ruchu Poparcia Palikota był wniosek o usunięcie krzyża z sali obrad Sejmu, co pozwoliło mu po raz kolejny skupić wokół siebie zainteresowanie mediów. Prowadzenie kampanii przeciw obecności krzyży w budynkach publicznych nie wydaje się mieć jednak większego sensu, bo większości niewierzących (których swoją drogą jest nieporównanie mniej niż wierzących) krzyże nie przeszkadzają. Ale jest to kontrowersyjny problem, który szybko podchwyciły media i zaangażowały w dyskusję całe społeczeństwo.
Dwukrotne nagłaśnianie zniszczenia Biblii przez „Nergala” przez środowiska katolickie było najlepszym prezentem, jaki mógł od nich otrzymać.
Podobny sens miała konferencja prasowa zorganizowana przed kościołem św. Józefa w Olsztynie o 4 rano tylko dlatego, że tydzień wcześniej odbyła tam się msza o tej samej godzinie, która miała zakłócić ciszę nocną. A przecież Palikot mógłby skoncentrować się na innych, o wiele ważniejszych sprawach, takich jak np. działalność komisji majątkowej czy konkordat z Watykanem, który kosztuje nasz budżet 3,5 mld złotych rocznie.
Chcesz zarobić? Podrzyj Biblię!
Polityka nie jest jedyną dziedziną, gdzie można wiele zyskać na konfrontacji z Kościołem, o czym dobitnie świadczy przypadek Adama „Nergala” Darskiego. Najciekawsze jest to, że właściwie to nie on wywołał burzę medialną wokół siebie, choć dał pretekst do jej rozpoczęcia. Zniszczenie Biblii w czasie gdyńskiego koncertu w 2007 roku szybko poszłoby w niepamięć, gdyby nie ponowne nagłośnienie za sprawą protestów dziennikarzy katolickich przy okazji udziału Nergala w programie The Voice of Poland. Zarówno dla Adama Darskiego, jak i dla producentów show, był to prawdopodobnie najlepszy prezent, jaki mogli dostać tuż przed rozpoczęciem emisji. Przyciągnięcie nowych widzów za sprawą religii przełożyło się na wymierne korzyści finansowe.
Madonna jest kolejnym przykładem artysty, który doskonale zdaje sobie sprawę z siły religii i jej znaczenia w budowaniu popularności. Z szokowania publiczności uczyniła swój znak rozpoznawczy, a jej zachowanie na scenie często było krytykowane przez prominentów kościelnych. Wybierając 15 sierpnia na datę swojego pierwszego koncertu w Polsce, uraziła część środowisk katolickich, zapewniając sobie jednak odpowiednie zainteresowanie w mediach.
Ciekawą zagrywkę zastosowała również włoska firma odzieżowa Benetton, słynąca z szokujących kampanii reklamowych. Kontrowersje wywołały plakaty, na których papież Benedykt XVI i imam Ahmed al-Tajeb z meczetu Al-Azhar w Kairze namiętnie się całują. Oczywiście, Watykan natychmiast zaprotestował, a przedstawiciele firmy równie szybko przeprosili i obiecali wycofać plakaty z obiegu. Jednak z Internetu już się nie da ich usunąć, a dyskusja wokół kampanii, zatytułowanej Unhate, trwa w najlepsze, podbijając sprzedaż.
Szokowanie w dobrej wierze?
Jednak religia jest użyteczna nie tylko w polityce i biznesie. Kampania, którą PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) zorganizowała w 2009 roku z udziałem nagiej Joanny Krupy zasłaniającej się krzyżem, z założenia miała oprzeć się na uczuciach religijnych. Oczywiście, cel był szczytny, jednak czy warto było uprzedmiotowić wiarę na rzecz bezdomnych zwierząt?
Religia okazuje się być świetną trampoliną do sławy. Wystarczy zrobić coś antykościelnego w odpowiednim miejscu i czasie, a szybko pojawi się zainteresowanie katolickich dziennikarzy chcących przywołać delikwenta do porządku. Na to równie chętnie zareaguje reszta mediów i plan na przyciągnięcie uwagi zostaje wykonany. Dzięki religii można ubić dobry interes.

Komentarze