Paranoja do kwadratu

Fascynująca jest ta studencka masa. Nie ma innej tak nieprzewidywalnej grupy. Miliony żaków na całym świecie codziennie, bez wysiłku, dokonują nowych odkryć. Rozgrzany do czerwoności umysł nie zna ustanku. Nasze światopoglądy mutują niczym wirus grypy. Systemy wartości upadają szybciej niż pusta puszka po piwie na wietrze.

A jednak to właśnie ten miękki monolit zwykł potrząsać światem w posadach. Zapał młodych, chociaż niestały, bo opalany słomą, potrafi porwać za sobą stary porządek niczym rwąca rzeka. Każde „aha” wydobywające się ze studenckiego gardła może zwiastować burzę. Znamy to z historii. Ruch hippisowski. Plac Tiananmen. Odpor! w Jugosławii. Czy na naszym podwórku: Filomaci i Filareci, Pomarańczowa Alternatywa. Ruchy, które na zawsze zmieniły obraz świata, zaczynały się w głowach buńczucznych studentów, którzy w ferworze zdarzeń zapominali o ogromie przeciwności i barier stojących przed nimi.

Idea, która kiełkuje w umyśle, jest zaraźliwa. A im wznioślejsza, na tym żyźniejszy trafia grunt. Niestety my, studenci, w swojej nadgorliwości, w poczuciu misji i przekonaniu o niemylności, nie potrafimy rozróżnić tego, co jest dobre, a co złe. Co warto, a czego nie warto. Niewyczerpane pokłady energii przeznaczane są na sprawy w gruncie rzeczy głupie i bezsensowne.

Idealnie w ten schemat wpisują się ruchy Oburzonych. Jest romantyczny cel – doprowadzenie do sprawiedliwości społecznej. Jest wróg – politycy i bankierzy odpowiedzialni za kryzys finansowy. A jednak nie wszystko pasuje.

Przy całej mojej sympatii do zapału Oburzonych, trudno mi znaleźć konsekwencję, myśl, która dałaby temu ruchowi szanse powodzenia. Intelektualna mielizna, na którą wyprowadzają studentów inspiratorzy, jest wręcz niebezpieczna. Protestujący w ponad 950 miastach na całym świecie walczą, jak sami mówią, o większy udział w podziale władzy. A w walce o władzę cel uświęca środki.

120 osób rannych i podpalone ministerstwo obrony to bilans zamieszek w samym tylko Rzymie. Burda, w którą zamieniło się całe wydarzenie, przypominała raczej niedawne szabrownictwo w Londynie.
Nic więc dziwnego, że już pojawiły się schizofreniczne ruchy Oburzonych na oburzonych. To wszystko oznacza jedynie, że kolejni ludzie popadają w paranoję spowodowaną paranoją kogoś innego. Szkoda tylko tego wulkanu energii, tych milionów kilodżuli, które wydane zostają w próżnię.

Komentarze