Wbrew samemu sobie
Hanemann Stefana Chwina trafił w moje ręce w sposób bardzo prozaiczny. Byłam w bibliotece i akurat ta, a nie inna książka trafiła mi w ręce, ponieważ mój wzrok zatrzymał się na apetycznie grubo wyglądającym grzbiecie.
Hanemann Stefana Chwina to obszerna powieść, ale czyta się ją niesamowicie szybko, ponieważ czcionka jest odpowiednio średnia, a zamieszczone fotografie miło urozmaicają lekturę. Chwin (powieściopisarz, krytyk literacki, eseista, historyk literatury, grafik) jest autorem o niepowtarzalnym stylu pisania. Świat wykreowany w jego powieściach jest światem półcieni, osobliwych faktur, kolorów i zapachów, a nade wszystko niezmiernie ciekawych postaci. To, o czym jest powieść najlepiej zilustruje fragment z jednej z recenzji:
Przypowieść o śmierci, w gruncie rzeczy traktat na temat odwiecznego dla naszej kondycji pytania: Co jest lepsze – istnieć, znosząc zawistne strzały losu, czy też odejść w niebyt, rzucając tym samym wyzwanie samemu sobie, Bogu, społeczeństwu, historii…
Literatura paralelna
Bardzo górnolotnie można nie napisać o czym jest powieść Stefana Chwina. Autor barwnie i z ogromną dbałością o szczegóły odmalowuje losy kilkorga mieszkańców Wolnego Miasta Gdańska w latach trzydziestych, w czasie wojny i po niej, kiedy władzę przejmuje polska administracja. Tytułowy bohater jest lekarzem, a ściślej profesorem anatomii w Instytucie Anatomii. To wybitnej klasy specjalista, dlatego też jego wykłady są tłumnie oblegane przez studentów medycyny. Pewnego dnia w ciemnym gumowym worku zostają przywiezione do Instytutu zwłoki pięknej kobiety. Hanemann, gdy tylko widzi jej twarz, szybko wychodzi… To dopiero początek zawikłanej, wielowątkowej historii o wielkim uczuciu, nadziei i niespełnionej miłości. Jednocześnie Chwin wplata swoją opowieść historię sławnych samobójstw: Kleista i jego przyjaciółki, Henrietty Vogel oraz Stanisława Ignacego Witkiewicza i jego towarzyszki życia. Tworzy w ten sposób ciekawe paralele do historii miłości Hanemanna.
Mój sąsiad narrator
Wielkim atutem powieści jest bardzo ciekawy sposób opowiadania, ponieważ nieustanie ulegamy złudzeniu, że Chwin osobiście snuje opowieści zasłyszane w dzieciństwie. Narracja pierwszoosobowa z perspektywy może dziewięcio- albo dziesięcioletniego dziecka sprawia, że wszystko wydaje się na wpół-nierealne, baśniowe. A przy tym jedynie niemieckie nazwiska, ważne dla Hanemanna w przeszłości są podane w pełnym brzmieniu, nazwiska osób współczesnych są skrócone jedynie do inicjału. W ten sposób autor umiejętnie buduje atmosferę tajemniczości. Niczego nie wiemy na pewno, niemal wszystko pozostaje w sferze niedomówień. Pewne jest, że Hanemann jest sąsiadem narratora. Mieszka na pierwszym piętrze, a popołudniami uczy języka niemieckiego chłopców z okolicy (wśród uczniów jest oczywiście narrator). Pozostałe informacje są zasłyszane lub są jedynie domysłami osoby opowiadającej, przytaczane są zawsze z zaznaczeniem, kto to powiedział. W powieści o gdańskim lekarzu, który nigdy nie chciał wyjechać z Gdańska po wojnie i został, by pielęgnować wspomnienie o swojej miłości wszystko jest tak ulotne, jak ulotne są chwile. Nic nie jest stałe i dane raz na zawsze. Czytelnicy nigdy nie znają prawdziwych emocji bohaterów, mogą uważnie śledzić ich zachowania, ponieważ strategia opowiadania, którą przyjmuje narrator umożliwia jedynie dogodne podpatrywanie postaci.
Perspektywa rzeczy martwych
Niekwestionowaną zaletą pisarstwa Chwina jest sposób patrzenia na przedmioty. Na pozór wydaje się nam, że nie ma w nich nic ciekawego, przecież są tylko rzeczami. Autor w prawie magiczny sposób sprawia, że czytelnicy zaczynają widzieć w filiżankach, zasłonach, stołach i innych sprzętach domowych świadków historii. Przedmioty mają swoją pamięć, a ponadto posiadają zdolność przeczuwania gwałtownych zmian w przyszłości. Chwin w niesamowicie subtelny sposób opisuje moment, w którym noże, widelce i całe zastawy uświadamiają sobie dobiegający koniec ich żywota. Opis jest tak doskonale skonstruowany, że dopiero w ostatnich zdaniach nadchodząca katastrofa zostaje nazwana wojną. Stefan Chwin nie byłby tak doskonałym pisarzem, gdyby te fragmenty były nużące i jednostajne. Bardzo szczegółowo opisuje przedmioty, jednak plastyczne odmalowanie ich cech sprawia, że nie nudziłam się ani przez chwilę. Być może właśnie rozbudowane opisy skutecznie oddziałują na wyobraźnię czytelników i pozwalają im przenieść się w ten prawie magiczny świat.
Hanemann jest bezdyskusyjnie jedną z najgłośniejszych polskich powieści lat dziewięćdziesiątych. Z obowiązku dodam, że w 1995 roku książka dostała Paszport Polityki. Myślę, że nie ze względu na przyznane nagrody warto po nią sięgnąć. Zrozumiałe, że nie wszystkim spodoba się unikalny styl pisania Chwina, że nie każdy lubi dokładne opisy koloru, zapachu i faktury, że nie każdy musi zachwycać się synestezją. Powtórzę jeszcze raz, że absolutnie nikt tak jak Chwin nie potrafi opisywać zwykłych przedmiotów codziennego użytku. Mało który pisarz potrafi zbudować wielowątkową, ale spójną fabułę, która w żadnym momencie nie jest przewidywalna. Powieść jest idealną propozycją do czytania dla każdego, kto ceni sobie klasyczne opowieści, a jednocześnie nie zadowala się zwyczajnością.

Komentarze