Justice – Audio, Video, Disco

Nie ma jednego nurtu muzycznego. Płynna magma idei, pomysłów i dźwięków rozlewa się na wszystkie strony, tworzy odnogi, spiętrza się i wiruje.

Jednak każde źródło inspiracji kiedyś wysycha, lawa zastyga i popada w zapomnienie. Tak umierają gatunki muzyczne, ponieważ nie da się odnaleźć w nich nic innowacyjnego. Grunge, new romantic czy rave miały już swoje pięć minut. Podobnie skończył progressive rock, którego fala wezbrała nagle w końcu lat 60. i wraz z nastaniem ery punka równie prędko się skończyła. Pozostawił on jednak po sobie imponującą spuściznę, z której w roku 2011 postanowili skorzystać Gaspard Augé i Xavier de Rosnay, francuski duet znany szerzej pod nazwą Justice. Nowa płyta francuzów pod nazwą Audio, Video, Disco jest jedynym w swoim rodzaju kolażem elektronicznych bitów i gitarowych riffów zaczerpniętych jakby wprost z repertuaru Yes czy Mike’a Oldfielda.
 
Justice postawili wszystko na jedną kartę. Ich debiut, płyta Stress (2007), zatrząsnął electro-hipsterską sceną pod koniec ubiegłej dekady. Kompozycje królujące swego czasu w klubach od Atlantyku do masywów górskich Uralu, zaskarbiły francuzom tysiące wyznawców, którzy z zapartym tchem śledzili doniesienia o nowym albumie. Wszyscy spodziewali się tego samego, ale więcej i lepiej. W zamian otrzymaliśmy może i więcej, ale za to czegoś kompletnie innego.
 
Wspólnym mianownikiem kompozycji umieszczonych na Audio, Video, Disco, oprócz elektronicznego sznytu, są odwołania do tradycji gitarowych gatunków. Album miesza właściwy swoim twórcom french touch z funkiem Helix czy rockiem stadionowym w wydaniu Queen Parade. W On’n’on można upatrywać nawet współczesnej wersji Kashmiru Zeppelinów.
 
Justice odłożyli swoje dotychczasowe dokonania na półkę i ruszyli na poszukiwania przyszłości muzyki elektronicznej. Widzą ją w mariażu Daft Punk i Twisted Sister. Trudno jednak stwierdzić czy odważny eksperyment jest sukcesem. Nie można odmówić
 
Audio, Video, Disco, że niesie satysfakcję ze słuchania, jednak rewolucyjność tej płyty jest co najmniej wątpliwa. Jeśli Stress odniósł sukces, ponieważ był muzyką dyskotekową, która nijak nie pasowała do tego co było wówczas modne, to nowy album chłopaków z wytwórni Ed Banger od ogranych trendów usiłuje uciekać na siłę, odkopując przy okazji rzeczy, które modne dawno już być przestały.
 
Druga płyta Justice to 46 minut całkiem fajnej muzyki. Niestety Audio, Video, Disco nie będzie w stanie zelektryzować publiczności tak jak Stress. Francuzi wybrali inną drogę niż chociażby Skrillex. Mniej popularną, wyboistą i, koniec końców, nieskuteczną.
 

Justice
Audio, Video, Disco
Ed Banger
Ocena redakcji: 2,5/5

Komentarze