Nadwrażliwa schizofreniczka
Na hasło Islandia zazwyczaj reagujemy podobnie – daleko, zimno, czasem wybuchnie jakiś wulkan, który zablokuje ruch lotniczy w całej Europie. Jest jednak artystka, która twierdzi, że wychowując się tam można było wyruszyć na spacer wzdłuż morskiego wybrzeża, krzyczeć i śpiewać do woli. Za ten śpiew, elektryzujący głos i ekscentryczny wizerunek, które urodziła Islandia, warto jej dziś bardzo podziękować.
Björk uwodzi nas swoją muzyką nieprzerwanie od 18 lat i wciąż potrafi zaskoczyć. Gdyby do tego stażu doliczyć jeszcze jej doświadczenia z pracy w zespołach, można powiedzieć, że Islandka debiutowała już na początku lat 80. minionego stulecia. Były to mniej lub bardziej udane projekty z czasów, kiedy artystkę fascynował acid jazz, później gothic rock. W ten sposób w roku 1986 powstał jeden z najbardziej znanych islandzkich zespołów – The Sugarcubes.
Dla Björk The Sugarcubes nie byli tylko zespołem. Właśnie tam poznała swojego ex-męża, Thòra Eldona. A to zaledwie początek jej miłosnych podbojów. Björk okazała się być bowiem kobietą, której jeden mężczyzna zdecydowanie nie wystarcza. Jak sama mówi Seks jest bardzo ważny. Ważne jest także to, w jaki sposób mówisz, jak się poruszasz, w jaki sposób czegoś dotykasz, jakie lubisz kolory i ubrania. To wszystko składa się na to, co ja rozumiem przez erotyzm. W erotyczny sposób możesz nawet prowadzić samochód. Wszystko może być seksualne, począwszy od sposobu w jaki rano zakładasz skarpetki, poprzez kupowanie mleka, a na śmianiu się i rozmowie przez telefon skończywszy. Lista partnerów artystki zdaje się potwierdzać jej zdanie. Po rozwodzie z mężem związała się z francuskim fotografem, Stéphanem Sednaoui, który wyreżyserował jeden z jej teledysków. Związek nie trwał jednak zbyt długo. Później Björk spotykała się z DJ-em i producentem, Dominikiem Thruppem, Adrianem Thawsem, bardziej znanym jako Tricky, a także współpracownikiem U2 – Howiem B.
Mimo swoich miłosnych ekscesów, dla artystki instytucja rodziny jest bardzo ważna. Choć sama wychowywała się z matką i ojczymem, to właśnie on będąc muzykiem pozwolił Björk na rozwijanie talentu. Sama piosenkarka ma dwoje dziei, syna Sindriego i córkę Isadorę i jak sama twierdzi, dla nich jest w stanie zrobić wszystko, włącznie z pobiciem reporterki, która zbytnio zbliżyła się do jej syna. Artystka tłumaczyła później: Kompletnie straciłam panowanie nad sobą. Nie jestem z tego dumna, ale jedynie chroniłam syna przed głupimi rzeczami związanymi z moją pracą. Sytuacja zdaje się tym bardziej wstrząsająca, że Björk znana jest przecież ze swojej gracji, delikatności i występów, podczas których niezwykle subtelnym głosem porusza tłumy.
Solowo, ekscentrycznie, niebezpiecznie
Niestety The Sugarcubes nie przetrwało próby czasu. Björk uciekła do Londynu, gdzie postanowiła rozpocząć solową karierę. Współpracowała m.in. z Nelle Hooperem, dawnym producentem Massive Attack, czego owocem okazał się być pierwszy solowy album Debut. Krążek spotkał się z wielką popularnością zarówno w Europie, jak i w USA. Z pobytu w Londynie urodziła się także kolejna płyta artystki Post, po której wydaniu Björk została zmuszona opuścić Anglię. W roku 1997 jeden z psychofanów wysłał jej paczkę, w której znajdowała się bomba. Pakunek zdołała przechwycić policja, a jego nadawca popełnił samobójstwo. Wstrząśnięta Björk udała się na południe Hiszpanii. W spokoju nagrała kolejną płytę. Album Homogenic odwoływał się do Islandii, za którą artystka niezmiernie tęskniła. Pod koniec lat 90. opowiadała, że przestało jej się podobać życie na walizkach. Nie zachowuję się jednak jak Kurt Cobain, nie rozczulałam się nad sobą. W końcu jestem cholerną szczęściarą, gdyż pracuję z najbardziej ekscytującymi, kreatywnymi ludźmi. Wciąż mam swoich przyjaciół, wciąż mam swoją Islandię i własnego syna.

Koniec XX wieku postawił przed Björk nowe wyzwania. Nagrała ścieżkę dźwiękową i zagrała główną rolę w Tańcząc w ciemnościach – przejmującej musicalowej tragedii, przedstawiającej losy czeskiej emigrantki walczącej ze ślepotą. Niestety, artystka wspomina ten epizod bardzo źle twierdząc, że wyczerpał ją fizycznie i psychicznie. Ten film wypalił we mnie wszystko co osiągnęłam, całą moją pewność siebie. Musiałam zacząć wszystko od nowa. Można powiedzieć, że to w sumie dobrze, ale jak dla mnie było na to za wcześnie. Być może za jakieś dziesięć lat byłabym gotowa na coś takiego. Czuję się bezpieczna i spokojna jedynie wówczas, gdy śpiewam, bądź tworzę muzykę – stwierdziła po realizacji filmu, mimo że za swoją kreację otrzymała nagrodę na Festiwalu Filmowym w Cannes.
Jeszcze was zaskoczę
Po roku 2000 życie artystki odrobinę się uspokoiło, choć ona sama nie zmieniła swojego szaleńczego tempa. Powstało Vespertine, o którym Björk mówiła, że jest jak te dni, kiedy pada śnieg, jesteś w domu, pijesz kakao i wszystko jest magiczne. Rok później, przy okazji drugiej ciąży, ukazały się kompilacje największych przebojów piosenkarki. Do roku 2011 udało jej się nagrać jeszcze trzy płyty, z czego ostatnia, Biophilia, to zupełnie świeży album, którym Björk udowadnia, że nie boi się absolutnie niczego, a oscyluje już na cienkiej granicy między elektroniką a muzyką, którą mogłaby przedstawiać na koncertach w największych światowych filharmoniach. Ten krążek jest jak sama artystka – zadziwiająco minimalistycznie ekstrawagancki, a jednak ekscentryczny. Nie każdy będzie w stanie przyzwyczaić się do kosmogonicznych dźwięków Björk, ale przecież o to właśnie chodzi – szokować, eksperymentować i czerpać z tego radość. Trzeba przyznać, że nie od dziś wychodzi to artystce nadzwyczaj dobrze.
9 listopada na antenie radiowej Trójki szef Alter Artu Mikołaj Ziółkowski ogłosił, że Björk zawita latem na gdyński Heineken Open’er Festival. Zdania na temat tego wyboru są podzielone, gdyż widzieliśmy artystkę już cztery lata temu, również w Babich Dołach. Poza tym, najnowsze utwory wciąż skłaniają do dyskusji na temat tego, dokąd tak naprawdę zmierza Islandka i czym jest w stanie nas jeszcze zaskoczyć. Wnioskując jednak z jej schizofrenicznych wyznań − Jedna połowa mnie jest szalona i robi wiele rzeczy bez żadnej uzasadnionej przyczyny. Druga próbuje ratować tę pierwszą − musimy być na nią przygotowani.

Komentarze