The Beach Boys – SMiLE

Najpopularniejszy boys band w historii USA? Backstreet Boys? N’Sync? Nie! The Beach Boys!

W połowie lat 60. byli amerykańską odpowiedzią na Beatlesów. Grupa przystojnych, opalonych chłopaków z deskami surfingowymi i ze smykałką do pisania chwytliwych piosenek o dziewczynach, samochodach, falach i słonecznych plażach Kalifornii. Na całe szczęście na tym kolorowym obrazku pojawiła się rysa na szkle – narkotyki. Właśnie dzięki nim Brian Wilson (mastermind zespołu) odpłynął na zupełnie nieznane wody, by nagrać absolutnie genialne i pokręcone Pet Sounds. Następny krok – stworzenie najdoskonalszego albumu popowego wszechczasów, który zdetronizuje Beatlesów. Nigdy do tego nie doszło. SMiLE to płyta-widmo – poczęta, mozolnie nagrywana na przełomie roku 1966/67 i ostatecznie porzucona. Demony wyzwolone przez LSD i inne używki nie pozwoliły Brianowi na dokończenie swego opus magnum − albumu, który mógł stać się kamieniem milowym w historii muzyki rozrywkowej i kto wie, może dzisiaj stawiany byłby na równi z Sierżantem Pieprzem. Dzisiaj, po 44 latach, jesteśmy świadkami happy endu. SMiLE Sessions doczekało się oficjalnej premiery. Dostaliśmy najpełniejsze podsumowanie sesji nagraniowych nad SMiLE. Album, który przez lata urósł do rangi muzycznego świętego Graala, obnażono, zdemaskowano i wystawiono na konsumpcję. I słusznie! Efekt końcowy jest fenomenalny, a wszyscy krytycy zgodnie pieją z zachwytu. Warto jednak zastanowić się, na ile ten zlepek skrawków piosenek jest odzwierciedleniem pierwotnej wizji The Beach Boys. Ile cukru w cukrze? Można gdybać, a przecież premiera tego materiału w 2011 roku stwarza zupełnie nowy kontekst – inne czasy, realia i oczekiwania. Dzisiejsze SMiLE, mimo całego bagażu historycznego nigdy nie będzie tym albumem, który miał powstać w 1967 roku. Dlatego jego odbiór i wydźwięk nabierają zupełnie nowego wymiaru bez względu na samą zawartość muzyczną.
 
Wszyscy kojarzą najbardziej przebojowe w zestawie Good Vibrations, bodajże największy hit w dorobku zespołu. A to tylko jedna z wielu perełek, które utwierdzą Was w przekonaniu o geniuszu i wizjonerstwie tego dzieła. Przepiękne harmonie wokalne spiętrzają się na kolejnych warstwach dźwięków. Spróbujcie rozpoznać i zliczyć wszystkie instrumenty użyte w tej psychodelicznej symfonii – życzę powodzenia. Jedno nie ulega wątpliwości, czas spędzony w towarzystwie SMiLE to gwarancja najmilszego UŚMiECHu w tym roku.
 
P.S. Brian Wilson właśnie wydał album z piosenkami z filmów Disneya. To chyba najlepszy znak, że dla niego magia nie wygasła.
 

The Beach Boys
SMiLE
Capitol Records
Ocena redakcji: 5/5

Komentarze