Seks i książka
Nie jest łatwo mówić o seksie, a co dopiero o nim pisać. Nieraz mogliśmy się przekonać, że wiedza o miłości czerpana z literatury może mieć zgubne skutki (choćby na przykładzie Wertera czy Gustawa). Ale czy kiedyś o fizycznych zbliżeniach pisało się skromniej, z większą pruderią niż dzisiaj? Otóż nie.
Trzy stulecia temu niemałe zamieszanie wywołało skrajne środowisko libertynów. Najważniejsza miała być wolność jednostki. Pełną swobodę można było osiągnąć podążając za swoimi pragnieniami i instynktami. Owe pragnienia szczegółowo opisywał Donatien-Alphonse-François de Sade. W swoich książkach w pikantny sposób relacjonował seksualne igraszki (mające doprowadzić do wspomnianej wolności). Jego dzieła przez długi czas były zakazane. Justyna, czyli nieszczęścia cnoty, czy Sto dwadzieścia dni sodomy to ostre powieści erotyczne przestawiające ekstremalne praktyki seksualne, uwzględniające przemoc. Jednak opisy wymyślnych orgii miały ukryty głębszy sens. Były ubrane w osobliwy światopogląd na temat małżeństwa, religii, kobiecego ciała. Pomiędzy sprośnymi wierszami mogliśmy doszukać się krytyki ówczesnego ładu społecznego. Książki libertyna miały w sobie coś jeszcze – o seksie opowiadały wprost, bez ozdobnych metafor.
Pruderyjna Fanny
Mniej wulgarnie o intymnych stosunkach opowiada inny utwór z tego samego okresu – Pamiętniki Fanny Hill Johna Clelanda. Tytułowa Fanny londyńska kurtyzana, wprowadza nas w świat własnych erotycznych przeżyć. XVIII–wieczne seks-realia poznajemy niemal od podszewki. Język utworu jest mniej dosadny, pojawiają się kwieciste metafory: A ten purpurowy kaptur na szczycie słupa, zdobny w błękitno-sine żyłki jak drogocenny szlachetny kamień, droższy chyba od brylantu! Patrząc na te cuda, można było zemdleć z zachwytu. – pisze prostytutka o przyrodzeniu jednego ze swych kochanków.
Wychowaliśmy się na książkach z dawnych epok, w których miłość fizyczna była skrupulatnie ukrywana. Cnota kobiet i honor mężczyzn nie pozwalały na jakiekolwiek uniesienia. W szkołach o wieku XVIII w literaturze mówi się niewiele. A to największy w dziejach wybuch seks–książek! Uznano, że tego typu tematy nie nadają się do analizowania na zajęciach szkolnych, bo dotyczą intymności. Wyobraźmy sobie na przykład prezentację maturalną pod tytułem: Motyw współżycia seksualnego w literaturze i sztuce. Rozwiń temat w oparciu o wybrane dzieła literackie, filmy i własne doświadczenia. A dziś się dziwimy, że seks stał się równorzędnym tematem literackim jak życie i śmierć. Historia pokazuje, że to żadna nowość, nic nie stało się z dnia na dzień.
Banalna erotyka
Współczesna erotyka prezentuje się już całkiem jawnie. W formacie rozrywkowym, powielonym i powiększonym, będącym częścią przemysłu. Zapełnia półki supermarketów i uliczne plakaty. Jest dostępna dla wszystkich mężczyzn i kobiet, bez ograniczeń i zastrzeżeń. Ma jednak jeden problem – spowszedniała. To, co w XVIII wieku było dla czytelnika zaskoczeniem, dziś jest normą. Dlatego trudno pisać o seksie oryginalnie. Zamiast robić to wprost, wielu pisarzy sili się na niebanalne metafory. Scena erotyczna to nie żarty. Autorowi grozi banał, kicz albo pornografia (chyba, że mu o to chodzi). Nietrudno o niezamierzony komizm. Miało być romantycznie, szokująco czy ekscytująco, a tu czytelnik chichocze.
Literacki ugór
W związku z takimi literackimi wpadkami, londyńskie pismo Literary Review przyznaje nagrody za najgorsze sceny erotyczne w literaturze współczesnej, czyli Bad Sex in Fiction Award. Pomysłodawczynią była dziennikarka z Nowego Jorku – Rhoda Koenig. Twierdziła, że najważniejsza jest estetyka. Chodzi o to, żeby napiętnować prostackie, wulgarne, często niechlujne wykorzystanie zbędnych fragmentów opisów seksu we współczesnej powieści. I zniechęcić do ich pisania. Czy kandydatami są autorzy harlequinów i tanich powieści erotycznych? Niezupełnie. Wśród ubiegłorocznych nominowanych nie zabrakło wielkich nazwisk literatury: Gabriela Garcii Marqueza, Johna Updike’a czy Salmana Rushdiego. Pochlebne recenzje i kandydowanie do cenionych wyróżnień, takich jak Booker czy Whitbread, nie chronią przed antynagrodą Literary Review. Mało udany opis uniesień znalazł się w Shantaram, nominowanego Robertsa: Przywarłem ustami do nieba i zlizałem gwiazdy. Przyjęła moje ciało w swoje i każdy ruch był jak zaklęcie. (…) Moje ciało było jej rydwanem, którym zmierzała do słońca. Jej ciało było moją rzeką, a ja stałem się morzem. A płaczliwy jęk, który połączył nasze usta na koniec, był światem nadziei i smutku, jaki ekstaza wyciska z kochanków, gdy zalewa ich dusze rozkoszą. Parafrazując dosłowne tłumaczenie nazwy nagrody – kiepski seks może się przytrafić nawet najlepszej literaturze.
Seks ze zniżką
Mówiąc o seksie i książce dzisiaj, należy jeszcze zwrócić uwagę na poradniki. Z księgarnianych półek, bez żadnego skrępowania spoglądają na nas z okładek złączeni kochankowie. Dzisiejsze podręczniki z ars amandi zapewniają nas, że rozwiążą wszystkie łóżkowe problemy. I nie tylko! Dzięki nim staniemy się lepszymi kochankami. Seks stał się kolejnym towarem, więc i naukę o nim można sprzedać w ładnym pudełku. Ale skoro w domu się o nim nie mówi, a szkoła robi wszystko, żeby informacje o tych sprawach nie dotarły do uczniów, to może jedyny ratunek w elementarzach kochania? A to wszystko z obrazkami i szczegółowymi instrukcjami.
Współcześni autorzy nie ukrywają szczegółów pożycia swoich bohaterów. Subtelnie lub z humorem teraz prawie wszyscy piszą o seksie. Niektórzy są otwarci i tworzą ostre opowiadania erotyczne, inni bardziej dyskretni. Ważne jest to, aby znaleźć złoty środek. I przede wszystkim – pisać prosto i dla ludzi. Bo przecież seks jest właśnie dla nich.

Komentarze