Warszawskie przełomy



Nowy Rok to zwykle dobry moment na podsumowania i przyjrzenie się temu, co w najbliższym czasie nas czeka. A w Warszawie dzieje się ostatnio tyle, że aż ciężko nadążyć. Zapraszamy więc do subiektywnego zestawienia tego, co było najważniejsze (miejscami wręcz przełomowe) w minionym 2011 i planów przewidzianych na rok 2012.

Fotografie: Ewa Świątecka

2011

Plecionka na Pradze

W 2011 roku oficjalnie ukończona została budowa najważniejszej areny Euro 2012 w Polsce − Stadionu Narodowego. Obiekt, przypominający największy wiklinowy koszyk na świecie, pomieści 58 tys. widzów. Oferuje zamykany dach, dziesiątki lóż dla VIP-ów i hektary powierzchni użytkowej, dzięki której sam ma zarabiać na swoje utrzymanie. Co może najważniejsze dla Warszawiaków, Stadion zastąpił (nie)sławny Jarmark Europa, który przez niemal 20 lat był symbolem dziadostwa, ale też energii młodego polskiego kapitalizmu. Co ciekawe, najprawdopodobniej stadionem piłkarskim może być tylko od wielkiego święta, bo tęgie głowy z PZPN doszły do wniosku, że albo mogą grać na nim za darmo albo poszukają sobie lepszych miejscówek w Polsce. Na szczęście chętnych do występowania nie brakuje, ale o tym dalej.

Warszawa kulturalna, ale nie stołeczna

Bo niestety w wyścigu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 wyprzedzona przez Wrocław. Tej decyzji ciężko się dziwić, bo kampania promująca Warszawę do tego tytułu była nie tylko niemrawa i dość wąsko zakrojona, ale też w ogóle nie zaangażowała przeciętnego mieszkańca. Co by jednak nie mówić, z warszawską kulturą nie jest znowu tak źle. Z jednej strony prężnie działają festiwale, takie jak Warszawski Festiwal Filmowy czy Warszawa w Budowie, która zagościła na naszej Uczelni. Z drugiej, powstają nowe instytucje jak choćby Centrum Nauki Kopernik, które w zeszłym roku święciło prawdziwy triumf frekwencyjny. A w drodze są jeszcze Muzeum Historii Żydów Polskich na Muranowie oraz Muzeum Sztuki Nowoczesnej (wiecznie w budowie) na Placu Defilad.

Skruszały beton

Nieco na plus zmieniła się w 2011 roku sytuacja na dworcach warszawskich. Beton zarządczy PKP jakby nieco skruszał w obliczu wielkiego wyzwania logistyczno-wizerunkowego jakim ma być w naszym kraju Euro 2012 i postanowił odświeżyć nieco wygląd stołecznych dworców − Centralnego i Wschodniego oraz przystanku Stadion. Mamy zatem odnowione podziemia bez odurzającego zapachu kebabów, przygotowywanych z mięs składowanych w podtorowych magazynach w centrum, nowiutką bryłę modernistycznej hali na Kijowskiej oraz kolorową mozaikę ścian nawiązującą do elewacji areny Euro przy Stadionie. Nawet, ku zdumieniu komentatorów medialnych, zimowa zmiana rozkładu PKP przebiegła bez większych problemów. Żeby jednak nie spowodować zbyt wielkiego szoku estetycznego, odnowiony Centralny profilaktycznie zasłonięto w ostatnim miesiącu gigantycznymi reklamami, dawkując naszym oczom przyjemności. Kolejarze nie chcą jeszcze wyjawić, czy takie same atrakcje przewidują nam zafundować w drugiej połowie roku.

Most niewystarczająco Północny

Do kuriozalnej sytuacji doszło podczas nadawania nazwy nowej przeprawie przez Wisłę, łączącej Białołękę z Bielanami, od lat określanej mianem Mostu Północnego. Radni Warszawy bowiem swój rozum mają i nie będą się poddawali presji swoich wyborców, kiedy mogłoby to doprowadzić do chaosu. Most, owszem, będzie najbardziej na północ wysuniętym połączeniem obu brzegów w Warszawie, i to na wiele lat, ale czy na zawsze? W obawie, że za kilkadziesiąt (czy może raczej − kilkaset) lat dalej powstanie most bardziej północny radni postanowili nadać przeprawie imię zeszłorocznej patronki Warszawy − Marii Skłodowskiej-Curie. Nie pomogły tu ankiety na wielotysięcznej próbie sugerujące, że 80 proc. mieszkańców nie podziela obaw radnych. Dla niezadowolonych mieszkańców pozostaje pociecha − na most prowadzi Trasa… Mostu Północnego. Wilk syty i owca cała. Żeby nie było tak ponuro dodajmy jednak, że sam most ma zostać otwarty już w marcu i z pewnością niezależnie od nazwy dobrze przysłuży się skomunikowaniu Białołęki ze Śródmieściem.

2012

Wielka gra

Już w czerwcu nadejdzie moment, na który z napięciem Polacy czekają od pięciu lat, kiedy Michel Platini wyczytał z kartki parę organizatorów − Pologne et l’Ukraine. 8 czerwca zacznie się meczem otwarcia w Warszawie UEFA Euro 2012. Losowanie grup wypadło pomyślnie dla naszej reprezentacji, ale Warszawa gościć będzie Rosjan, Greków i Czechów. Raczej nie należy spodziewać się najazdu, jaki mógłby nastąpić, gdyby grali u nas Niemcy czy Holendrzy, ale na pewno gości będzie sporo. Miasto czeka jeszcze dużo pracy przed imprezą − budowa metra rozcina Śródmieście, trzeba jakoś zorganizować komunikację miejską dla wielkich rzeszy kibiców, dokończyć budowę łącznika kolejowego z lotniska do Centrum. Jednak z drugiej strony stadion jest już gotowy, baza hotelowa wystarczająca, a ogólny poziom przygotowania zadowala UEFA. Kompromitacji więc nie będzie, ale skala sukcesu i to, czy Warszawa wykorzysta swoją szansę wypromowania się jako miasta atrakcyjnego nie tylko biznesowo, ale i turystycznie, pozostaje pytaniem otwartym.

Lizbona coraz bliżej

Mowa oczywiście o postępującej budowie autostrady A2 z Łodzi do Warszawy, którą co bardziej fantazyjni i entuzjastyczni politycy reklamują jako bezkolizyjną jazdę autostradami aż po Lizbonę. Chyba ważniejszy jest jednak fakt, że nareszcie Warszawa przestanie być jedyną stolicą europejską bez połączenia autostradowego i to, że znacznie skróci się czas podróży do Łodzi, Wrocławia czy Niemiec. Oprócz samej autostrady, która mimo pamiętnej afery z chińskim wykonawcą prawdopodobnie będzie przejezdna już przed Euro, budowane są także dwie części obwodnicy miasta. Od północy trasa S8 poprowadzi do Marek, a na południu S2 dojedzie do Puławskiej. Nowy minister infrastruktury zapowiada też znaczne przyspieszenie dalszej budowy obwodnicy i „wylotówek” z miasta, warto więc przyjrzeć się, jak pójdzie mu spełnianie tych obietnic. Jakby dobrych wiadomości było mało, już niebawem działać zacznie lotnisko w Modlinie, które najprawdopodobniej obsłuży tanie linie takie jak Ryanair i czartery, odciążając drogie Okęcie. Najbliższy rok zafunduje nam więc prawdziwą rewolucję w warszawskiej komunikacji dalekobieżnej.

Nowe szaty królowej polskich rzek
Już niebawem rusza rewitalizacja bulwarów wiślanych na lewym brzegu od mostu Łazienkowskiego do Gdańskiego. Prezentowane wizualizacje zapowiadają zupełnie nową jakość, która z pewnością przyciągnie spragnionych kontaktu z naturą i relaksu nad wodą. Wodą, która niekoniecznie uderzy nas wonią fabrycznego ścieku, bo na Białołęce końca dobiega budowa oczyszczalni Czajka, największej w kraju. Jeżeli doliczyć do tego budowę dwóch stacji metra nad samą rzeką, oczyszczanie praskiego brzegu z dzikich „krzaczorów” i inicjatywę organizowania w lecie plaż miejskich w kilku punktach wzdłuż rzeki, to powoli realną zaczyna być wizja tętniących życiem rejonów najbliżej Wisły. Warto wspomnieć jeszcze, choć w najbliższym roku pewnie niewiele się w tej sprawie wydarzy, o planowanych inwestycjach w portach Praskim i Czerniakowskim. Szykują się ciekawe czasy dla stołecznego odcinka Wisły, a tegoroczny sukces Cudu Nad Wisłą i Centrum Nauki Kopernik to chyba tylko preludium.

Pnące się miasto

Pnie się powoli Warszawa w górę z każdą kolejną wieżą budowaną w Centrum. W tym roku przybędą co najmniej dwie, a dwie kolejne będą już w drodze. Tuż obok Złotych Tarasów ku końcowi ma się budowa apartamentowca Złota 44, autorstwa Daniela Libeskinda. Ten 192-metrowy kolos w kształcie żagla (lub orlego skrzydła) już wpisał się w panoramę miasta. Nie tak daleko, przy placu Grzybowskim nieśmiało wychyla się z ziemi kolejny mieszkalny wieżowiec – Cosmopolitan, autorstwa Helmuta Jahna, który niedawno gościł w SGH. Tymczasem na Woli i w Śródmieściu w kolejce czeka następnych kilkanaście projektów z najbardziej zaawansowanymi − Warsaw Spire (220 m) i Placem Unii (90 m) na czele, które w pełnej krasie zobaczymy już za rok-dwa. Patrząc na sytuację w Grecji czy na Węgrzech, nie sposób nie cieszyć się z niezakłóconego rozwoju jaki przeżywa Warszawa. A końca tego wzrostu na razie nie widać.

Wszystko gra

Nie zabraknie w przyszłym roku w Warszawie wielkich wydarzeń muzycznych. Z największych wymienić można choćby koncert Red Hot Chili Peppers, którzy w lipcu zagrają na bemowskim lotnisku w ramach nowego Impact Festivalu. Oferta dla najzagorzalszych fanów, bo najtańsze bilety to koszt ponad 200 zł. Dwa miesiące później prawdziwie muzyczny chrzest Stadionu Narodowego przeprowadzi grupa Coldplay, która w zeszłym roku pierwszy raz odwiedziła nasz kraj w ramach Open’era w Gdyni. Do tego dołączą coroczne festiwale takie jak Orange Music na stadionie Legii czy letni Jazz na Starówce. Nadchodzący rok zapowiada się zatem co najmniej ciekawie i warto mieć oczy i uszy szeroko otwarte, bo warszawskie przełomy coraz bliżej.

Odpowiedz

Musisz być zalogowanym , aby umieścić komentarz.