Don’t Forget to be Awesome

Pamiętaj, że musisz zanieść Pierścień do Narnii i niech los Ci zawsze sprzyja, Panie Potter – powiedział Lord Vader, opuszczając mieszkanie numer 221B przy Baker Street w swojej TARDIS, mając w kieszeni woreczek soli oraz stelę. I tak na dobre rozpoczęła się era fandomów.

zjxfvbjcbvmzfg

Gdy we wrześniu 1917 roku sir Arthur Conan Doyle, zmęczony sławą swojego bohatera literackiego – Sherlocka Holmesa – postanowił go zabić w opowiadaniu Jego ostatni ukłon, miłośnicy detektywa podjęli zaskakującą inicjatywę: na ulicach Londynu (i nie tylko) zaczęto nosić na ramionach czarne opaski. Była to forma nie tylko żałoby, ale także i protestu. Pod presją czytelników Doyle przywrócił najmłodszego Holmesa do życia, a także zaniechał forsowania nieudanej kariery swojego oczka w głowie – postaci George’a Challengera. Któż mógłby pomyśleć, że ludzie są w stanie w tak emocjonalny sposób zaangażować się i przeżywać perypetie fikcyjnej postaci? Okazuje się, że zjawisko to było jedynie zapowiedzią tego, co miało nastąpić.

Niecałe 100 lat później historia z brytyjskich ulic powtórzyła się, gdy Sherlock ponownie umarł, tym razem w serialowej adaptacji twórczości Doyle’a. Natychmiast rozpoczęto kampanię I believe in Sherlock Holmes/Moriarty was real. Graffiti, plakaty, opowiadania, przypinki oraz naklejki – wszystko po to, by uświadomić ludziom oraz producentom, jak ważną częścią życia zagorzałego fana była wspomniana produkcja.

You know nothing, Jon Snow

Fandom tworzony jest przez osoby o podobnych zainteresowaniach. Czynnikami powodującymi powstanie takich grup mogą być: seriale, książki, filmy, komiksy, aktorzy, sztuki teatralne, zespoły muzyczne etc. Fani spotykają się nie tylko w wirtualnej przestrzeni Facebooka, Twittera, czy też DeviantArta, ale także podczas konwentów – szczególnie Comic-Conów. Biją one rekordy popularności, w samym Nowym Yorku gosycyc 119 tys. osób z całego świata, natomiast w San Diego 130 tys. (dane z 2013 roku).

Osoby należące do fandomu mają w zwyczaju przywiązywanie dużej uwagi do szczegółów zawartych w ich obiekcie zainteresowań. Posłużyć się można prostym przykładem, który pozwoli bliżej przyjrzeć się temu zjawisku: wielu może nazywać siebie „fanami” Hannibala – będą lubić serial/książki i mogliby odpowiedzieć na kilka pytań go dotyczących. Natomiast, mniejsza liczba osób byłaby w stanie wymienić wszystkich aktorów grających w serialu, dyskutować na temat błędów i niespójności z książkami, czy też żarliwie wykłócać się o to, czy Will Graham może zostać uratowany. Ten rodzaj entuzjastów będzie wciąż drążył temat, poszukując coraz to nowszych informacji
– byleby zaspokoić własną ciekawość.

Zdarza się, że fandom staje się czymś ciekawym i bardziej fascynującym, niż samo dzieło, z którego się wywiódł. I tak mogą zdarzyć się przypadki, że ogląda się jakiś film/serial, czyta coś nie dla samej przyjemności oglądania/czytania, tylko właśnie dla fandomu – dla tworzenia teorii, fanfików itd. – wypowiada się Monika „Cay”, jedna z tzw. fangirls, czyli dziewczyn – „fandomowiczek”.

Taking the hobbits to Isengard

Szczególna potrzeba tworzenia oraz rozwijania wspólnoty widoczna jest przede wszystkim na portalu Tumblr. Zrzesza on miliony ludzi z całego świata, którzy dzielą się między sobą „fanartami” (Victoria „viria13” Ridzel; Sceith „SceithAlim”), opowiadaniami, tzw. fanfikami (Mad_Lori, autorka Alone on the Water – Sherlock) oraz zdjęciami z „cosplayów”, czyli przebierania się za postacie fikcyjne (Matt Elliot, jako XI Doktor – Doctor Who; Sarrah Wilkinson, jako Garrus Vakarian – Mass Effect). Także YouTube znalazł sposób na przysłużenie się tej specyficznej społeczności. Niezliczona ilość kanałów gameplayerów (najpopularniejszy: PewDiePie) oraz entuzjastów wybranych dzieł (np. charlieissocoollike) biją rekordy oglądalności. Szczególnie godny uwagi jest program VlogBrothers prowadzony przez Johna i Hanka Greenów, który skupia przed monitorami tysiące fanów tzw. nerdfighterów. Co ciekawe, ich działalność nie ogranicza się tylko do nagrywania krótkich filmików, czy odpisywania na komentarze. Greenowie, wykorzystując swoją popularność, stworzyli projekt Decrease Worldsuck, chcąc zwalczyć wszystkie sytuacje, zachowania, czy zjawiska, które czynią świat niesprawiedliwym i krzywdzącym.

Każdy fandom chce być wyjątkowy – zwolennicy wybierają sobie barwy, tworzą nazwy i ustalają powiedzenia związane z ich zainteresowaniami. I tak oto zdziwić nas nie mogą takie określenia, jak: potterheads (Harry Potter), directionaires (One Direction), czy tributes (The Hunger Games). Nerdfighers nigdy nie przestaną przypominać ludziom: DFTBA (Don’t Forget to be Awesome), a fan Gwiezdnych Wojen nie przepuści okazji, by nie mruknąć I have a bad feeling about this – choćby w żartach.

Ohana means Family

Co skłania ludzi do poświęcania swojego czasu, talentu i energii czemuś, co nigdy nie zostanie zapamiętane jako wielkie dzieła na miarę Chopina, czy Breugela? Czemu spędzają tyle czasu przed komputerem, czytając kolejne opowiadania, oglądając obrazki, czy po prostu dyskutując?

Fandom to natychmiastowa „trampolina” w życiu towarzyskim. Nie musisz starać się, by coś cię z daną osobą łączyło, bo już na starcie macie masę wspólnych zainteresowań – rozwiewa wątpliwości Aleksandra, sherlockianka.

Jak dołączyć do fandomu? Nie można tego zrobić, składając podpis, czy zapisując się do fanklubu. By stać się jego częścią należałoby założyć własne konto na Tumblr, zacząć reblogować posty, śledzić tweety sławnych osób związanych z tematem, odnaleźć grupę na Facebooku, na której rozpoczęłoby się aktywne wypowiadanie się, napisać opowiadanie – wszystko po to, by na sam koniec kolejny raz obejrzeć film, przeczytać książkę, czy też wysłuchać koncertu, co umożliwi rozpoczęcie życia całkowicie zdominowanego tym, co się uwielbia. Pozostaje tylko pytanie: czy warto podporządkowywać cały swój świat fikcyjnym rzeczywistościom oraz wydumanej motywacji do działania?

No votes yet.
Please wait...