Mama’91

O tym, że zostanę mamą, dowiedziałam się po wykładzie z ekonometrii. Miałam wtedy 21 lat i problemy godne swojego wieku.

mom-5

fot. Ewa Przedpełska

Czasy przed Tymkiem

WRZESIEŃ 2012. Obawiam się kurczącego się marginesu błędów. Nie wypada mi już bezkarnie gubić kluczy do mieszkania i siebie, nie znać odpowiedzi na pytania o zieloność trawy i istnienie Boga, od kiedy kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że moje dzieciństwo zakończyło się bezpowrotnie wraz z początkiem dzieciństwa kogoś innego – małego, jeszcze fasolkopodobnego człowieczka, który wczoraj zrobił mi pod sercem fikołka.

Życzę sobie, by dorosłość była wyrozumiała, niebezlitosna. Dała mi (nam) trochę czasu, żeby nauczyć się pływać w tym kompocie i zostawiła trochę miejsca w głowie na beztroskie myśli.

LISTOPAD 2012. Mam 21 lat i właśnie kupiłam swojemu mężowi szalik.

Powstanie świata

STYCZEŃ 2013. Zwariowaliśmy kompletnie, istnieje miłość absolutna, waży 3800 gram.

mama2

fot. Ewa Przedpełska

Czasy z Tymkiem

Długo zastanawiałam się nad tym, czy ten tekst powinien powstać. Jest jednak jedna chwila w moim życiu, która motywuje mnie do tego swoistego ekshibicjonizmu. Kiedy zachodzisz w ciążę w wieku lat 21 cały świat skrzykuje się nagle, nie wiedzieć czemu, żeby powiedzieć ci jak żyć – bezcenne porady mieszając dowolnie z pogardliwymi spojrzeniami w tramwaju pod tytułem już po tobie. Wtedy właśnie doszłam do wniosku, że z przyjemnością i premedytacją zamordowałabym stereotyp Matki Polki. Zarówno tej cierpiącej, jak i tej wiecznie pięknej dziewczynki z billboardu, z błogim uśmiechem przykładającej swoje dziecko do piersi lub podrzucającej malucha w powietrzu ku słońcu. Przez prawie rok cycki sterowały moim życiem. Mówiły mi, kiedy mogę napisać licencjat, co jeść i kiedy się przespać. Przez 5 miesięcy płakałam z bólu prawie przy każdym karmieniu (największe tabu poradników dla rodziców), będąc przy tym, w moim rozumieniu, najszczęśliwszą osobą na świecie. To są uczucia, których nie dojrzymy na spotach kampanii społecznych przeciwko wczesnemu rodzicielstwu. Nie ma taty płaczącego ze szczęścia na porodówce ani mamy pozującej z dyplomem ukończenia studiów i maluchem pod pachą.

Młoda mama to niekoniecznie wózkowa, niekoniecznie Teen Mom (z piekła) rodem z MTV, nie zawsze trzeba na nią patrzeć ze współczuciem. Niektóre z nas mają tyle szczęścia że trafiają na prawdziwych młodych mężczyzn, którzy za punkt honoru
stawiają sobie umiejętność doskonałego przewijania bobasa w locie i stają na głowie żeby ta nowo-utworzona rodzina była szczęśliwa. Także nie wszyscy rodzice na wieść o tym, że zostaną dziadkami przed 50-ką, krzyczą i wyrzucają za drzwi. Są też tacy, jak ci, którzy trafili się mi, którzy trzymali mnie mocno za rękę nie tylko kiedy stawiałam pierwsze kroki, ale też wtedy kiedy miałam być dorosła i silna, a bałam się jak dziecko.

Młodym mamom jest i trudniej, i łatwiej. Mamy sprawniejsze ciało, nasze związki są inne – mniej dojrzałe, ale i bardziej partnerskie, co wynika zapewne ze świadomości wspólnego skoku w przepaść dorosłego życia. Otoczenie różnie na nas reaguje, przyjaźnie umacniają się lub rozpadają, kiedy nagle okazuje się, że nie możesz iść na kawkę, bo musisz wstawić kolorowe pranie.

mom4

fot. Ewa Przedpełska

Z braku znajomych znających znaczenie słowa „ciemieniucha”, zaczęłam robić zdjęcia kobietom w ciąży, dzieciom i rodzicom wszelkiej maści. Coś, co na początku było pretekstem do rozmowy i próbą odnalezienia osób znajdujących się w tym samym miejscu w życiu co my, stało się biznesem. Dziś mam 22 lata, fotografuję, projektuję, studiuję, prowadzę bloga, firmę i synka za rączkę. W moim życiu zmieniło się wszystko – od listy zakupów, na których kosmetyki i obiektywy zostały zastąpione przez pampersy i specyfiki do mycia zlewu TurboStrong, przez średnią prędkość rozwijaną na trasie i nazwisko w dowodzie, po marzenia i książki na półce w dużym pokoju. Nie znaczy to wcale, że teraz mam zawsze czysto w lodówce, a po pięćdziesiątym razie, kiedy tłumaczę Tymkowi, że gazeta naprawdę nie jest do jedzenia, myślę sobie zawsze: Oj jak wesolutko! Jaki słodziutki bobasek i sterta papieru!

Po prostu trochę wcześniej niż większość mam przeżyłam tę chwilę, która zagrzebuje wszystkie rozstępy, momenty: a co gdyby i nieprzespane noce. Tę chwilę, w której malutki człowiek (przy odrobinie szczęścia trochę do ciebie podobny) budzi się przy twoim boku i jeszcze zanim otworzy oczy mówi: Mama i uśmiecha się przez sen.