Jestem tylko opowiadaczem historii

Twórca trylogii Achaja oraz jej kontynuacji Pomnik cesarzowej Achai Andrzej Ziemiański w rozmowie z MAGLEM zdradza, dlaczego został architektem, opowiada o swoich planach związanych z rozbudowaniem świata stworzonego w powyższych książkach oraz o tym, która z jego powieści może jako pierwsza doczekać się ekranizacji.

ziemianski

fot. Fabryka Snów

MAGIEL: Jest pan z wykształcenia architektem. Co sprawiło, że postanowił pan pisać?

Andrzej Ziemiański: Jest dokładnie odwrotnie. Pisarzem chciałem zostać od dziecka, od samego zarania. Niestety, za czasów socjalizmu nie można było żyć z pisania fantastyki, więc musiałem mieć jakiś konkretny zawód. Wybrałem architekturę, bo to moja druga pasja. Ale kiedy tylko czasy się zmieniły – kiedy już można było utrzymać się z pisania – od razu wybrałem właśnie tę drogę życia. Architektura to sztuka kompromisu. A pisanie to sztuka postawienia na swoim. I dlatego to właśnie tak bardzo mi odpowiada.

Jak wydawniczy sukces Achai przełożył się na pana życie?

Stałem się pisarzem full-time. A to oznacza duży komfort pracy. No i wybór wszystkich pozostałych pól aktywności nie jest już uzależniony od wysokości honorarium. Wybieram dodatkowe zajęcia pod względem ich atrakcyjności, a nie dochodowości. Początkowo Pomnik Cesarzowej Achai miał podobno być trylogią. Teraz mamy już część czwartą a jej zakończenie sugeruje, że powstanie jeszcze przynajmniej kolejna. Ilu książek można się spodziewać w cyklu? Nigdy nie wiem, jak rozwinie się akcja powieści ani jak skończy się intryga. Dlatego też nie zakładam z góry, jaką „grubość” osiągnie dane przedsięwzięcie. Akcja rozwija się w pewnym sensie samodzielnie, a bohaterowie podejmują decyzje niezależne od intencji autora. Ja jestem tylko opowiadaczem historii, która gdzieś dzieje się naprawdę. Jestem tylko kronikarzem notującym wydarzenia, a nie siłą sprawczą. Dlatego też nie mam pojęcia, ile tomów będzie liczyła dana pozycja.

Początkowo Pomnik Cesarzowej Achai miał podobno być trylogią. Teraz mamy już część czwartą a jej zakończenie sugeruje, że powstanie jeszcze przynajmniej kolejna. Ilu książek można się spodziewać w cyklu?

Nigdy nie wiem, jak rozwinie się akcja powieści ani jak skończy się intryga. Dlatego też nie zakładam z góry, jaką „grubość” osiągnie dane przedsięwzięcie. Akcja rozwija się w pewnym sensie samodzielnie, a bohaterowie podejmują decyzje niezależne od intencji autora. Ja jestem tylko opowiadaczem historii, która gdzieś dzieje się naprawdę. Jestem tylko kronikarzem notującym wydarzenia, a nie siłą sprawczą. Dlatego też nie mam pojęcia, ile tomów będzie liczyła dana pozycja.

Czy poza Pomnikiem… planuje pan może jeszcze jakieś inne książki, których akcja toczy się w uniwersum Achai?

Tak. Fascynuje mnie postać Viriona, szermierza natchnionego, który pojawił się w pierwszej trylogii. Zresztą jak się okazuje, nie tylko mnie. Dostaję wiele pytań od czytelników, kim jest szermierz natchniony. I chciałbym to wyjaśnić, a właściwie sam znaleźć odpowiedź. Ale już czuję, że chcę sprawę przedstawić rzetelnie, pokazać całą drogę życiową takiego człowieka. Jedna powieść nie wystarczy.

W Pomniku… istotną funkcję pełnią Polacy, których historia, jak wynika z książek, potoczyła się trochę inaczej niż nasza. Czy może pan zdradzić, jak wyglądała historia Polaków w świecie Achai?

Była dokładnie taka sama jak nasza. Problem tylko w tym, że świat będący jedynie idealną kopią naszego świata, siłą rzeczy będzie trochę opóźniony w stosunku do naszego o jakieś drobne kilkadziesiąt lat. I teraz proszę sobie wyobrazić, że do tamtego świata, dzięki przejściu, które otworzył Osiatyński, zaczynają docierać współcześni inżynierowie. Łatwo to sobie wyobrazić: co stałoby się, gdyby do Polski lat dwudziestych zaczęliby przyjeżdżać ludzie z naszych czasów. Nastąpi przecież nieprawdopodobny wzrost rozwoju nauki i techniki. Ci ludzie nie musieliby przecież niczego wymyślać. Wiedzą, jak będzie rozwijała się technologia – mogą więc wdrażać rozwiązania, które już się sprawdziły, i które oni sami poznali w naszych muzeach techniki. Żadnych ślepych uliczek, żadnych błędów i wpadek. Równocześnie można rozwijać wiele gałęzi, wiedząc przecież, jaki będzie finał tych działań.

Stąd też zupełnie zjawiskowe lekarstwa w II RP – lotniskowce i okręty podwodne projektowane po to, żeby w przyszłości detonować z nich pociski nuklearne.

achaja 2

W cyklach dotyczących uniwersum Achai przedstawia pan za każdym razem świat tuż przed potężnymi zmianami oraz same przemiany w nim zachodzące. Opisuje chaos im towarzyszący, w którym bohaterowie muszą się odnaleźć. Co sprawia, że to właśnie w taki sposób konstruuje pan ten cykl?

Sam jestem dzieckiem wielkich zmian. Całe moje życie to rewolucja. Byłem świadkiem upadku totalitarnego systemu. Żadne z państw, które otaczały Polskę w chwili kiedy się rodziłem, już nie istnieje. Wszystko jest dynamiczną zmianą. Nie ma niczego stałego. Dostąpiłem szczęścia życia w zupełnie nieprawdopodobnych czasach, kiedy wszystko, co widziałem za młodu, zostało zburzone, legło w kompletnych gruzach. A potem z chaosu wyłonił się zupełnie inny, zjawiskowy świat, o którym wcześniej nie można było nawet marzyć. Dlatego jestem przyzwyczajony do myśli, że zmiana to życie. I do tego, że zupełnie nieprawdopodobne marzenia i życzenia jednak się spełniają. I o tym piszę.

Czy pana egzotyczne podróże znalazły swoje odzwierciedlenie w świecie Achai?

Oczywiście. Każda podróż jest inspirująca w wielu aspektach i na wiele sposobów. Ostatnio na przykład owładnęła mną Kuba. Ostatni relikt socjalizmu. Miejsce, gdzie walczył Che Guevara. Odwiedziłem pola bitew, w których brał udział. Widziałem jego mauzoleum. Usiłowałem wczuć się w otoczenie, w atmosferę.

W czwartym tomie Pomnika Cesarzowej Achai pojawia się postać „Kolesia” Warika. Wystarczy się lepiej przyjrzeć. Można mówić „Koleś”, można i „Che”…

Jest pan także fanem militariów, co dało się dostrzec już w pierwszej części cyklu. Ma pan swoją ulubioną broń?

Generalnie lubię broń palną. Ale jestem fanem najgroźniejszej broni w całym wszechświecie – ludzkiego mózgu.

Praktykuje pan czy walczy tylko na papierze?

Jeśli chodzi o użycie mózgu to praktykuję. Jeśli chodzi o inne rodzaje broni: jeszcze nikogo nie zabiłem.

Strzelałem już ze wszystkiego oprócz dział okrętowych. Fechtowałem się, ćwiczyłem walkę na noże, skakałem ze spadochronem, nurkowałem, dowodziłem oddziałem na poligonie. Trzeba to wszystko poznać od strony praktycznej, żeby nie wypisywać kompletnych bzdur, jak to się wielu teoretykom zdarza. Ale przecież mistrzem nie zostałem w żadnej z tych dziedzin. Nie bardzo wiem, jak więc się odnieść do słowa „praktykuję” w powyższym kontekście.

Achaja jest jedną z najpoczytniejszych polskich serii fantastycznych. Czy nie chciałby pan, by wzorem Wiedźmina, powstała kiedyś gra komputerowa na jej podstawie?

Nie znam się za bardzo na grach. Ale jeśli miałoby to być coś na kształt Panzer General albo Cywilizacji Sida Meiera, to bardzo chętnie.

Czy chciałby pan, by któraś z pańskich książek doczekała się ekranizacji? Jeśli tak, to które ze swoich dzieł widziałby pan na ekranie? Achaję czy może jakąś inną pozycję?

W fazie bardzo wstępnej realizacji jest właśnie film na podstawie Autobahn nach Poznań. No, ale znając branżę filmową, trudno w tej chwili powiedzieć, jak to się skończy.

Wdzięczne do filmowania są praktycznie wszystkie opowiadania „wrocławskie”. Co do samej Achai (nie mówiąc już o Pomniku…), potrzeba kapitału wielkości HBO. Niestety.

Andrzej Ziemiański

(ur. 1960) pisarz science fiction i fantasy. Ukończył Wydział Architektury Politechniki Wrocławskiej. Dwukrotny zdobywca Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Najbardziej znany z trylogii Achaja i  jej kontynuacji Pomnik Cesarzowej Achai.

No votes yet.
Please wait...