Złoci chłopcy polskiej piłki

Mamo! Tato! Zostanę piłkarzem! – od takich słów zaczęła się kariera wielu przyszłych futbolistów. Pierwsza szkółka, treningi, mecze, pochwały, pierwszy seniorski kontrakt. Tych wybitnych i wyróżniających się zawodników określano mianem „złotych chłopców”. Mieli być wielkimi gwiazdami, które odniosą sukces z reprezentacją. W większości przypadków skończyło się na pustych słowach.

zloci_chlopcy

Jest koszmarem każdego piłkarza. Kiedy upadasz na murawę i czujesz ogromny ból, to nigdy nie wiesz, czy właśnie doznałeś poważnego urazu, czy po prostu naciągnąłeś mięsień. Nie wiesz, czy będziesz pauzował tydzień, kilka miesięcy, czy nawet rok. Leżysz i czekasz aż lekarze wydadzą pierwszy werdykt.

Kontuzja

W takiej sytuacji znalazł się zawodnik Widzewa Łódź – Marek Citko, który u szczytu piłkarskiej kariery zerwał ścięgno Achillesa. Do kontuzji doszło 17 maja 1997 roku. Kilka dni wcześniej angielski zespół Blackburn złożył ofertę kupna Polaka. Citko postanowił zostać w Polsce i nacieszyć się rodzimą ligą. Po kilku latach zrozumiał, że była to błędna decyzja. Marek Citko nazywa siebie niespełnionym piłkarzem, ale szczęśliwym człowiekiem. Próbowałem odbudowywać się w kilku klubach, ale zdaję sobie sprawę, że nie miałem tego błysku. To nie był stary Marek Citko – przyznaje w wywiadzie dla Eurosportu. Ludzie podchodzą, pozdrawiają, dziękują za emocje, za piękne chwile. To bardzo miłe. Takie momenty pokazują, że to, co robiłem na boisku, miało sens. Piłkarze nie grają przecież dla siebie – grają dla kibiców. I jeśli kibice po latach pamiętają, że był ktoś taki jak Marek Citko, to jest największe wyróżnienie, jakie można sobie wyobrazić – dodaje.

Marek Citko, Wojciech Kowalczyk, Piotr Skrobowski, Marcin Burkhardt czy Mariusz Piekarski to tylko niektórzy piłkarze, którym problemy zdrowotne zniszczyły wszystkie plany i nadzieje. Inni często nie doceniają tego, że omijają ich kontuzje i niszczą swoje kariery.

Alkohol, imprezy i używki

Oglądając ich zagrania z trybun stadionów, niczym gladiatorów w koloseum w starożytnym Rzymie, łatwo zapomnieć, że poza boiskiem mają swoje życie i swoje troski. Często ciężko im znaleźć pomoc u rodziny, psychologów, terapeutów czy nawet trenerów i kolegów z boiska. Tak było z Dawidem Janczykiem, gwiazdą młodzieżowej reprezentacji Polski, zawodnikiem o niesamowitej szybkości, technice i zmyśle strzeleckim. Wpadając w uzależnienie, zmarnował swój talent. Mimo że nie zabłysnął grą w Legii Warszawa, to dzięki sukcesom w reprezentacji został zakupiony przez CSKA Moskwa za 4,2 miliona euro. W Rosji zaliczył ogromny spadek formy, strzelając zaledwie jedną bramkę w 14 spotkaniach. Ogromną presję rozładowywał alkoholem i codziennymi imprezami. Po skończonym treningu potrafił przyjechać na wieczór do Warszawy, specjalnie na imprezę. Klub postanowił wypożyczyć zawodnika do belgijskiego zespołu Lokeren. Dawid Janczyk tylko chwilowo odczuł pozytywne zmiany związane w przeprowadzką. Wkrótce ruszył z produkcją własnego wina i maszyna alkoholowa zaczęła nakręcać się od nowa. Wrócił do Polski, jednak na tutejszych boiskach rozegrał zaledwie siedem meczów i nie pokazał wówczas dawnych umiejętności ani energii. Kiedy przeniósł się na Ukrainę, słuch o nim zaginął. Trener Michał Globisz mówił o nim: Janczyk to dla mnie największe rozczarowanie. To nieprawdopodobne, co się z nim stało. Pamiętam, jak Leo Beenhakker i Włodzimierz Lubański zachwycali się jego umiejętnościami. Sam myślałem, że to będzie drugi Lubański. A tu taki upadek.

Takich upadków było wiele – chociażby przypadek Dariusza Dziekanowskiego. Na Łazienkowskiej oklaskiwany był za każde zagranie. Pod koniec kariery zaczął wieszać krzyże na domu byłej żony i został wyrzucony z klubu, staczając się tym samym na dno. Igor Sypniewski, o którym mówiono, że ma talent od samego Boga, wolał wypić kolejne piwo niż iść na mecz. Lista talentów zniszczonych przez alkohol i imprezy stale się powiększa.

Czynniki losowe

Jest też druga strona medalu – często to przypadek decyduje o tym, czy odniesiesz wielki sukces, czy też nie. Możesz być świetnie zapowiadającym się zawodnikiem, wykonywać bezbłędnie wszystkie polecenia trenera, posiadać wielki talent i silny charakter, a mimo to poddać się w walce z chorobą. Krzysztof Nowak po transferze do VfL Wolfsburg rozwinął skrzydła. Przez kibiców nazywany był „dziesiątką kier”. W 2001 roku wykryto u niego poważną chorobę układu nerwowego – ALS. Rozpoczął walkę o życie, którą przegrał w 2005 roku. Klub z miasta Volkswagena stworzył fundację jego imienia, która funkcjonuje do dziś. Edmund Kowal w czasie świąt wielkanocnych został przejechany przez tramwaj. Nie miał nawet 30 lat. Nie udało się go uratować. Zginął na miejscu.

Przyszłość

Kilka zebranych tu historii to tylko wierzchołek góry lodowej, jaką są zmarnowane talenty polskiej piłki. Na dzień dzisiejszy mianem „złotych chłopców” można określić Huberta Adamczyka, Krystiana Bielika, Arkadiusza Milika czy Dawida Kownackiego. Czy rozwiną swoje talenty? Czas pokaże. Pozostaje im życzyć, aby nie skończyli jak wspomniani bohaterowie.

No votes yet.
Please wait...