Nargile

Kultura palenia fajki wodnej

Ali Baba Nargile

fot. Robert Szklarz

Wielu Turków ze względów religijnych i kulturowych zupełnie nie pije alkoholu, ale zamiast tego raczy się rozrywką nazywaną tutaj nargile, czyli fajką wodną – w Polsce znaną zwykle jako Shisha. Widuje się ich często, starych i młodych, jak siedzą w specjalnie do czego przeznaczonych lokalach, wciągając tytoń z długich rurek, i wypuszczając go później w gęstych kłębach. Zwykle przy tym rozmawiają ze sobą, lub z zacięciem rzucają kośćmi na planszę gry o nazwie Tavla, lub po naszemu Backgammon.

Stambuł jest jednak miastem wyjątkowo turystycznym. W przeciwieństwie do wielu innych miast w krajach islamskich, tutaj nie a problemu z zamawianiem alkoholu w większości miejsc, gdzie serwowana jest fajka wodna – szczególnie w kosmopolitycznych dzielnicach takich jak Kadikoy, czy Taksim. Do nargile z powodzeniem można zamówić coś do jedzenia i picia. Słyszałem historię, o miejscu, gdzie do tytoniu właściciel dodaje kostkę haszyszu, by klienci zamawiali więcej napojów i przekąsek. Na szczęście mi się jak na razie udaje takich nieprzyjemnych przygód unikać, mimo że kolega opowiadający nam o tym haniebnym zdarzeniu nie chciał nas przestrzec gdzie dokładnie jest ten godzien omijania szerokim łukiem lokal.

Takim miejscem na pewno nie jest Ali Baba Nargile w mieszczący się po europejskiej stronie dzielnicy Karakoy, chyba najsłynniejszy lokal tego typu w mieście. Miejsce to ocieka bogactwem – wszędzie wiszą pięćdziesięciocalowe telewizory oprawione w ramy, jak obrazy, a w przejściach stoją pełne kosze pomarańczy, z których wyciska się soki. Na stołach stoją truskawki, winogrona, kiwi, orzechy i mnóstwo innych przekąsek, które można sobie pochrupać do palonej właśnie fajki, ale trzeba uważać – wystarczy wziąć tylko jeden kęs, byśmy musieli płacić za całą porcję. A ceny do niskich nie należą. Za to nargile jest doskonała, a wypełniony lodem dzban przyjemnie chłodzi dym z fajki, który staje się dzięki temu bardzo delikatny.

Turcja jest krajem, gdzie targowanie się jest dość powszechne i czasem może nas spotkać w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. Pewnego dnia chodziliśmy ze znajomymi po dzielnicy Kadikoy szukając miejsca, gdzie można sobie usiąść i zapalić Nargile. Było nas dziewięć osób – zagranicznych studentów, mówiących po angielsku, jak zamożni turyści – potencjalnie bardzo dobrzy klienci. Gdy weszliśmy w uliczkę, gdzie było kilka shisha barów, ich menedżerowie obskoczyli nas ze wszystkich stron i zaczęli się między sobą licytować, kto zaoferuje nam lepszą cenę. W końcu wybraliśmy miejsce, gdzie poza zniżką na nargile zaoferowano nam dwie porcje frytek za darmo. Teraz już zawsze idąc gdzieś większą grupą negocjujemy w lokalu zniżkę, albo jakieś gratisy – i zawsze je dostajemy.

No votes yet.
Please wait...