Jak sprzedać książkę

Pewien pisarz, który wydał swoją książkę własnym nakładem, powiedział, że napisanie jej stanowiło zaledwie połowę pracy. Drugą część pochłonęło promowanie swojego dzieła.

metro_ksiazka

fot. Katarzyna Matuszek

Do czego uciekają się wydawnictwa i autorzy, by zachęcić do sięgnięcia właśnie po ich książki? Kiedyś działała poczta pantoflowa lub pomagała kontrowersyjna otoczka. Powieść była „bluźniercza” lub „nieprzyzwoita” – wszyscy biegli do księgarni, żeby ją kupić. Pisarze spotykali się z miłośnikami literatury na wieczorkach autorskich. Obdarzeni autorytetem ludzie pióra zamieszczali w prasie recenzje i felietony na temat nowego utworu.

Książka dziś

Dlaczego te wszystkie środki dziś już nie wystarczają? Istnieje wiele powodów. Żyjemy w kapitalizmie. Chociaż nie postrzegamy książki jako zwykłego produktu, to staliśmy się wymagający. Wytarte slogany, takie jak np. „to najlepsza powieść o miłości”, nie wzbudzają naszego zainteresowania. Chętniej sięgamy po książki, których autorzy zostali laureatami prestiżowych nagród lub przynajmniej są do nich nominowani. Peter Englund, sekretarz Akademii Szwedzkiej, skarżył się, że nazwiska osób zgłaszanych do literackiej Nagrody Nobla są często przedwcześnie ujawniane przez organizacje, które zaproponowały ich kandydaturę. To jego zdaniem próba podniesienia sprzedaży autora etykietką „nominowanego do Nagrody Nobla”.

Obecnie zmieniło się także podejście do roli pisarza. Dziś nazwisko zwykle zapisuje się na okładce większą czcionką niż tytuł. Autor książki musi być stale obecny w czasie jej promocji, powinien spotykać się z potencjalnymi czytelnikami, udzielać wywiadów. Twórcy powieści różnie odnajdują się w nowej roli. Jedni woleliby, aby wydawnictwo zrobiło za nich wszystko. Inni są kreatywni, uwielbiają spotkania i sami wychodzą z ciekawymi inicjatywami – jak choćby Jakub Ćwiek. Wraz z kilkoma przyjaciółmi ruszył w trasę muzyczno-literacką „Rock&Read Festival”. Fani przygód KłamcyChłopców mogli nie tylko spotkać się z autorem ulubionych książek, lecz także posłuchać rockowej muzyki. W taki sposób o wiele łatwiej dotrzeć do młodych ludzi, którymi w większości są fani twórczości Jakuba Ćwieka.

Książka jak film

Wydawnictwa zdają sobie sprawę z sytuacji i wpadają na coraz ciekawsze pomysły, jak zwrócić uwagę mola książkowego na swoją ofertę. Od kilku lat pojawiają się filmiki zwiastujące nowe książki. Przypominają zapowiedzi kinowych hitów. Plakaty nie dziwą już nikogo. Teledyski również są na porządku dziennym. Autorka popularnych powieści obyczajowych, Katarzyna Michalak, właśnie za pomocą wideoklipów promowała swoją Poczekajkę. Pisarka sama wymyśliła słowa piosenki promującej książkę i napisała scenariusz teledysku. Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza stał się nie tylko inspiracją do stworzenia utworu muzycznego, lecz także gry. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o Wiedźminie. Komiks, gry… Na podstawie sagi o losach pogromcy potworów powstało chyba wszystko.

Niedawno na rynku pojawiła się nowa powieść autora science fiction Jacka Dukaja, Starość aksolotla. Jej premiera została ogłoszona największym wydarzeniem w historii polskiego rynku e-booków. Można ją odbierać na kilku poziomach – nie tylko treści, lecz także ilustracji. Ją także promowano materiałem wideo. To pierwsza w naszym kraju wielopoziomowa książka cyfrowa. Z pewnością nie ostatnia – niska cena i oryginalna forma spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem czytelników.

Książka wychodzi na zewnątrz

Nieraz wydawnictwa decydują się na zorganizowanie imprez plenerowych albo gier miejskich. Im bardziej nietypowa akcja, a uczestnicy zadowoleni, tym większe szanse na zainteresowanie książką. W Krakowie zorganizowano plenerową grę miejską „Zbrodnia w Krakowie”. Uczestnicy w zespołach liczących od dwóch do czterech osób wcielali się w role pomocników literackich detektywów – Julii Dobrowolskiej, czyli detektyw z kryminałów Gai Grzegorzewskiej; Józefa Marii Dyducha, bohatera opowiadań Ireneusza Grina; i Mistrza, czołowej postaci z powieści Marcina Świetlickiego. W zabawie brali udział również sami pisarze. Warunkiem wzięcia udziału było przeczytanie lektur z listy umieszczonej na stronie wydarzenia. Nagrodą był bon do krakowskich księgarni.

Inną ciekawą akcją, która odbyła się z kolei w stolicy, była promocja książki Ruski ekstrem. Jak nauczyłem się kochać Moskwę Borisa Reitschustera. Agencja Go Culture, organizująca akcję „Ruski tydzień”, w ramach której przeprowadzono konkursy, wywiady i rozdawano gadżety, zadbała o to, by atrakcji nie brakowało.

Bilans zysków i strat

Czy zmiany, które zaszły w sposobie promowania literatury, są dobre? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Z pewnością to oznaka naszych czasów. Aby coś sprzedać, trzeba to odpowiednio zareklamować. Taki system bywa krzywdzący dla mniejszych i biedniejszych wydawnictw, które nie mają tak wielkich środków na kampanie reklamowe. O ich książkach usłyszy o wiele mniej osób. Przez to cierpią i czytelnicy, i pisarze. Co z tego, że ktoś napisał rewelacyjną powieść, jeśli prawie nikt o niej nie usłyszał? A skoro się nie sprzedała, wydawca nie zaryzykuje i nie podpisze kolejnej umowy z autorem. To błędne koło.

Z drugiej strony – z pewnością kreatywne oferty nowych tytułów zaskoczą jeszcze nie raz i pozwolą nam się dobrze bawić. Nie oszukujmy się – przyjemnie jest poczuć się kimś ważnym, o czyją uwagę się zabiega. W końcu książki są dla czytelników… czy czytelnicy dla książek?

No votes yet.
Please wait...