Spór o wrestling

Polacy najczęściej dyskutują o polityce i piłce nożnej. Tymczasem my porzucamy własne podwórko, by ustalić, czy wrestling można zaliczyć do dyscyplin sportu, czy nie. Czy reżyserowane starcie dwóch bohaterów to tylko wieczorny spektakl, czy prawdziwa bitwa?

wrestling kolor

fot. Anton Jackson CC

Wojtek Kliszczak: W filmie Zapaśnik Darrena Aronofsky’ego jest jedna scena, która szczególnie utkwiła mi w pamięci. The Ram (w tej roli Mickey Rourke) wchodzi do szatni i ustala ze swoim przeciwnikiem, jakie ciosy wymienią oraz który z nich zwycięży w pojedynku. Wtedy utwierdziłem się w przekonaniu, że wrestling to nie dyscyplina sportu. W żadnym wypadku triumfator nie może być znany przed rozpoczęciem spotkania. Jest to wypaczenie idei prawdziwej rywalizacji.

Paweł Kamiński: Oczywiście pod tym względem wrestlingu nie można uznać za sport. Dlaczego jednak mamy przez jedno kryterium wykluczać go z tej kategorii? Zakończenie danej walki jest oparte na wielu czynnikach, które zależą w pełni od wrestlera. Po pierwsze, zawodnicy trenują, co moim zdaniem już czyni ich sportowcami. Po drugie, wyniki walk są ustalane na podstawie umiejętności poszczególnych osób i ich dyspozycji na treningu. Ci, którzy spisują się najlepiej, są najwyżej honorowani. Aby osiągnąć sukces robią wszystko to, co normalni sportowcy. Dużą rolę odgrywa również reakcja publiczności, wrzawa trybun, kiedy zawodnik pojawia się na ringu.

W. K.: Paweł, wspominasz o reakcjach publiczności, a ta, jak wiemy, nie zawsze sympatyzuje z lepszym i silniejszym zawodnikiem. Idąc tym tropem, każdy wrestler miałby zapewnione zwycięstwa w kraju, z którego pochodzi. Podkreślę, że wynik nie zależy od faktycznych umiejętności, ale od decyzji organizatorów. Każdy mógłby wejść na ring i wygrać z profesjonalistą, gdyby tylko taka była ich wola.

W tym miejscu należy wspomnieć o pewnej drobnostce. W profesjonalnym wrestlingu zawodnicy często sami rozcinają się małymi żyletkami, które mają schowane np. pod bandanami. Oczywiście najczęściej wybierają moment, kiedy są słabo widoczni albo nikt nie zwraca na nich uwagi.

P. K.: Wynik zależy od umiejętności. Najlepsi zawodnicy wykonują najtrudniejsze ruchy, potrafią porwać publiczność, zostają nagradzani za to, że dane walki wygrywają.

Jeśli chodzi o samookaleczanie się, to takie zabiegi miały miejsce daniej. Obecnie raczej się tego nie stosuje. Przeprowadzane akcje są na tyle niebezpieczne, że łatwo można doznać obrażenia.

W. K.: Być może na najwyższym szczeblu rzeczywiście nie są używane, ale podczas mniejszych gali, gdzie występują mniej zdolni wrestlerzy, takie sytuacje cały czas mają miejsce. To nie jest naturalne sportowe zachowanie — podobnie jak brak jasno określonych przepisów i wyznaczonej przestrzeni do uprawiania wrestlingu. Zawodnicy mogą swobodnie opuszczać ring, który stał się jedynie umownym miejscem do walki. Zasady nie są klarowne: wrestlerzy chętnie korzystają z rekwizytów, by uatrakcyjnić widowisko. I tak na ringu lądują wszelkie możliwe przedmioty, zaczynając od popularnej drabiny, a kończąc na gwoździach.

P. K.: Tak, mówię o najwyższym szczeblu. Kiedy rozmawiamy o piłce nożnej, to rozmawiamy o najlepszych ligach i zespołach, czy o klubach amatorskich, z niższych klas rozrywkowych? Mówię o wrestlingu, gdzie wszystko jest świetnie dopracowane i jest to prawdziwy pokaz sportowy.

Co do braku zasad, to nie masz racji. We wrestlingu są różne rodzaje pojedynków i podczas każdego z nich obowiązują określone przepisy. To, o czym mówisz, to tzw. no disqualification albo no holds barred walki. Tam rzeczywiście jedyną zasadą jest brak zasad. Natomiast w standardowych rozgrywkach wyjście poza ring wiąże się z odliczaniem do dziesięciu przez sędziego. Jeśli zawodnik nie zdąży wrócić na wymagane miejsce, to walka się kończy. Użycie przedmiotów wiąże się z natychmiastową dyskwalifikacją. Zasad jest znacznie więcej. Ja wymieniłem tylko te dwie, do których się odniosłeś.

W. K.: Skoro doszliśmy do tematu brutalności: w dotychczasowej historii walk odnotowano kilkadziesiąt zgonów przed pojedynkiem, w trakcie walki lub krótko po starciu zawodników. Część z nich jest spowodowana ciosami przeciwnika. Reszta wynika ze stosowania anabolików. Głównym problemem są przerosty serca oraz uzależnienie od środków przeciwbólowych.

P. K.: Tak jak , część z nich była spowodowana ciosami przeciwnika, co tylko potwierdza, że wrestling nie jest udawany. Wracając do narkotyków i sterydów, to każdy sport ma w swojej historii tzw. czarny okres. We wrestlingu problem ten szybko wyszedł na jaw z powodu przypadków śmiertelnych, o których wspomniałeś. Na dzień dzisiejszy każda szanująca się federacja restrykcyjnie podchodzi do tego tematu. Chociażby federacja World Wrestling Entertainment, która co tydzień przeprowadza testy wykrywające użycie niedozwolonych środków.

W. K.: Znowu odnosisz się jedynie do walk na najwyższym szczeblu. W żadnym wypadku wrestlingu nie można traktować jako sportu, gdyż nie opiera się on na sprawiedliwych zasadach. Bliżej mu do reżyserowanych spektakli teatralnych albo przedstawień cyrkowych niż do tradycyjnych zapasów. U podstaw zdrowej rywalizacji leży uczciwa, spontaniczna walka, gdzie zwycięzca nie jest z góry ustalony. Czytelnik musi odpowiedzieć sobie na pytanie: jeśli ktoś nakazałby mu w ustalonej minucie położyć się na ringu i przegrać, to czy nazwałby to rozgrywką sportową? Odpowiedź, przynajmniej dla mnie, nasuwa się od razu.

P. K.: To sportowa rywalizacja, tak jak wspominałem. Treningi, wyniki, publiczność, to wszystko, na co zawodnik musi sobie zapracować. Na koniec chciałbym zaznaczyć, że wrestling jest reżyserowany, a nie udawany, jak powszechnie się uważa. To ogromna różnica. Zawodnicy czują ból związany z każdą akcją i często kładą na szali swoje życie. Znają tylko przebieg walki, reszta zależy od nich. Dlatego właśnie, moim zdaniem, wrestling jest jak najbardziej sportem, ale sportem rozrywkowym.

No votes yet.
Please wait...