Polska szkoła musicalu

Nowy musical Wojciecha Kościelniaka Zły, grany w Teatrze Muzycznym w Gdyni na podstawie legendarnej powieści Leopolda Tyrmanda, jest wolny od wszystkich chorób, jakie toczą nowojorski Broadway i londyński West End. Stanowi on bowiem połączenie musicalu z teatrem dramatycznym, a tym samym oferuje widzom śpiew i taniec, które wyrażają konkretny sens i tworzą fabułę. To prawdziwe dzieło sztuki a nie komercyjne show dla spragnionych wrażeń turystów.

IMG_6065

fot. Edgar de Poray

Wróciła moda na Leopolda Tyrmanda, powojenną estetykę i dawną Warszawę z jej ruinami, wulgarnym językiem i szemranym interesem. Musical bezbłędnie oddaje atmosferę tamtych lat – szare stroje, długie płaszcze, muzyka oparta na melodiach jazzowych oraz frazy prosto z warszawskiej ulicy. Scena z wyjściem na parówki i piwo Marty (Maja Gadzińska/Mariola Kurnicka) i Halskiego (Tomasz Więcek) oraz piosenka o ścisku w autobusie mogą przywołać żywe wspomnienia szczególnie u starszej publiczności.

Wojciech Kościelniak perfekcyjnie zrozumiał tę kultową książkę okresu PRL-u oraz oczekiwania widzów wobec jej adaptacji. Stworzył wierną inscenizację powieści, czyniąc jednocześnie odwołania do współczesnej kultury masowej – wprowadzając postać Zorro oraz elementy komiksowe rodem z Marvela (część wypowiedzi bohaterów pojawia się w dymkach na ścianach). Zły jest superbohaterem na miarę Spidermana lub Batmana i podobnie jak oni mierzy się z pytaniem, czy jego działania są moralnie słuszne lub ogólniej: czy czyny oparte na przemocy, nawet w dobrej wierze, nie są zawsze ambiwalentne.

Gigantyczne ukłony należą się Piotrowi Dziubkowi za skomponowanie wpadającej w ucho muzyki, która jednocześnie świetnie łączy się z trudnymi tekstami piosenek autorstwa Rafała Dziwisza. Nawet jeśli Zły (Krzysztof Wojciechowski) nie zawsze jest przekonujący we wszystkich scenach, to zdobywa serca publiczności w finałowym monologu, który literalnie wbija w fotel. W tej scenie obserwujemy jak bardzo Kościelniak jest niezależnym i samodzielnym artystą, kształtującym nową, silnie udramatyzowaną szkołę polskiego musicalu. Główną cechą charakterystyczną jego twórczości jest łączenie scen lekkich (układy taneczno-muzyczne) z motywami prosto z teatru dramatycznego. Z pewnością Zły, obok LalkiChłopów, będzie współtworzył nowy kanon ambitnego musicalu, który wykracza poza warstwę wyłącznie estetyczną.

Na scenie nie zabrakło ładnej i lekko naiwnej Marty Majewskiej. Jej niewinność ujmuje nie tylko przystojnego doktora Halskiego, lecz także tajemniczego superbohatera. Zagorzali fani twórczości Tyrmanda z pewnością powinni być zadowoleni z napakowanego Kruszyny (Sebastian Wisłocki), ściskającego w ręku Alicję w Krainie Czarów, oraz zaradnego, lekko starszego niż w oryginale Kuby Wirusa (Sasza Reznikow).

Na uwagę zasługują również dwie postaci kobiece. Jedna z najpiękniejszych solowych piosenek to miłosne wyznanie Hawajki: Ci, co tu chleją, ze mnie się śmieją, że wiocha. I szef mi truje, że nie pasuję do tej stolicy. Ja jestem córką wysp koralowych Mogielnicy!. Zaś najbardziej wyrazistą bohaterką jest bez wątpienia Aniela (Ewa Gierlińka/Dorota Kowalewska), która niemal każdą wypowiedzią wzbudzała salwy śmiechu, by na koniec wzruszyć w piosence Królowej Siekierek.

Na polskiej scenie brakuje takich spektakli jak Zły, które nie kopiowałby zachodnich produkcji, ale byłyby z założenia skierowane do polskiej publiczności. Chcemy takiej sztuki, a nie plastikowych „remake’ów”. Wszystkim pragnącym odmiany, radzę wsiąść w pociąg i udać się na weekend do Gdyni. Z pewnością będziecie się bawić lepiej niż na Broadwayu.

5/5

Zły
Reż. Wojciech Kościelniak
Teatr muzyczny im. Danuty Baduszkowej
No votes yet.
Please wait...