Do Góry Nogami – 155 (UW)

W tym numerze nie napiszemy o tym, że władze WPiA zamiast stworzyć regulamin studiów z prawdziwego zdarzenia, banują niepokornych studentów na Fejsie. Nie znajdziecie też nic o ukochanym fagocie ujocie.

wpia

Ostatni miesiąc większości z nas, studiujących na UW, minął zapewne na godzinach (lub nawet dniach!) spędzonych pod drzwiami dziekanatów. Redaktor Nieodpowiedzialny też czekał z nadzieją na dobry humor Wszechmocnych znajdujących się w środku, licząc na łaskawość co do zamiany „tych zajęć” w piątek wieczorem – co szanowny USOS mu wylosował – na jakiekolwiek wcześniejsze. Po owych bojach (zwycięskich lub niekoniecznie) rok akademicki można uznać oficjalnie za rozpoczęty.

Ale co tam, nie samym USOS-em student Uniwersytetu Warszawskiego żyje. Po tym, jak uda mu się już ułożyć wymarzony plan… no dobrze, nie przesadzajmy. Jeśli uda mu się ułożyć jakikolwiek plan, może rozpocząć tę właściwą część studiowania. Integrale, melanże, no i w przerwach, gdy organizm odmawia posłuszeństwa, tj. nie przyjmuje większej ilości alkoholu, trochę nauki. Zawsze to jakieś urozmaicenie.

Zaczynasz się zatem uczyć… No dobra, póki co przejrzałeś Snapy. To znaczy, że porządnie przykładasz się do swojej pracy – przed przystąpieniem do dużego zadania należy wyprostować wszystkie małe sprawy.

I  wtedy nadchodzi listopad. Listopad niesie przed nami nowe wyzwanie – wybory samorządu naszej Alma Mater. Dobry samorząd to podstawa dobrego studiowania. Niestety, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, ile może on zdziałać*, i od poświęcenia chwili na postawienie krzyżyka przy wybranym kandydacie, woli po zajęciach wyskoczyć czym prędzej z uczelni do (tu wstaw odpowiednią miejscowość na Podkarpaciu) lub do chinola, bo zaraz korek/kolejka będzie jak stąd na Księżyc.

Podobnie jak wybory ogólnopolskie, wybory samorządowe przyciągają z każdą edycją „tłumy” głosujących. Jak lepiej nie zdawać sobie sprawy z pochodzenia mięsa w kebabie Galaktycznym (dostępny niegdyś w przejściu pod dworcem Centralnym), tak i w przypadku wyborów powinniśmy zrozumieć, że jeśli nie wybierzemy sami, ktoś inny wybierze za nas. W przeciwnym wypadku czekać nas może tylko niesmaczne zaskoczenie. Pamiętajcie: chińczyk nie zając (zasadniczo), nie ucieknie.

Trudne jest życie pierwszoroczniaka – aby przetrwać, musi się szybko nauczyć, kogo nie lubić. Prawo hejtuje administrację i SGH, studenci MISH-u czują się lepsi od każdego, za to wszyscy śmieją się z dziennikarstwa i polonistyki. Humaniści patrzą z góry na tych ścisłych, którym to zupełnie nie przeszkadza – pomaga im w tym wiara w wysokie zarobki po studiach. Mimo to, nie należy bać się dezintegracji braci studenckiej, gdyż całe UW jednoczy się wobec wspólnego wroga – Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak dowiedział się Redaktor Nieodpowiedzialny, na WPiA jest jakaś afera. Posty zatroskanych studentów-karłów reakcji usuwane są z Facebooka przez równie zagorzałych reprezentantów drugiej strony barykady. W petycji możemy przeczytać, że rozgoryczenie spowodowane postępowaniem władz Wydziału potęguje fakt, iż jest ono nie tylko przejawem niezwykle daleko posuniętego lekceważenia – wręcz ubezwłasnowolnienia – studentów. Wprawdzie nic z tego nie wynika, ale autorom gratulujemy – z taką frazą angaż w „Gazecie Polskiej” jest pewny nawet bez legitymacji partyjnej.

*dobra, nie oszukujmy się. Nic nie może.

No votes yet.
Please wait...