Wszyscy kradniemy

Noc sylwestrowa. Spożycie alkoholu na głowę rośnie, jak i liczba wypadków z użyciem materiałów pirotechnicznych. To także moment, w którym dzieła przechodzą do domeny publicznej, czyli wygasają do nich majątkowe prawa autorskie.

felietonyW dużym uproszczeniu – do każdego utworu – chociażby książki, piosenki czy zdjęcia – przypadają majątkowe prawa autorskie i jeśli autor jest znany, to wygasają 70 lat po jego śmierci. Zgodnie z prawem utwór przechodzi do domeny publicznej 1 stycznia następnego roku kalendarzowego, który z tego powodu w niektórych środowiskach nazywany jest Dniem Domeny Publicznej.

Tyle teorii. Teraz wyobraźmy sobie, że na potrzeby MAGLA chcemy wykorzystać zdjęcie Pałacu Kultury zrobione w latach 50. Musimy tylko znaleźć autora. Okazuje się, że zmarł dwadzieścia lat temu – żyje za to wdowa po nim i trójka dzieci. Każdy musi się zgodzić na wykorzystanie zdjęcia, o którym prawdopodobnie nawet nie wiedzą, że istnieje.

Teraz pomyślmy, że chcemy wydać album z zapomnianymi przedwojennymi zdjęciami Warszawy. Najpierw musimy znaleźć wszystkich fotografów, dowiedzieć się czy żyją, a jeśli nie, to znaleźć ich spadkobierców. Następnie każdy musi wyrazić zgodę. Do wykonania tego zadania nawet niemal nadprzyrodzone moce detektywa Rutkowskiego nie wystarczą.

Dlatego właśnie utwory osierocone – których właściciel praw autorskich nie jest znany lub gdzieś zaginął – stanowią pokaźny odsetek dzieł kultury. Nie można z nimi zrobić nic. Biblioteki nie mają prawa udostępniać ich w swoich zbiorach online. Co z tego, że większość osieroconych dzieł nie ma żadnego potencjału komercyjnego – prawo, jakie jest, każdy widzi.

Nie kwestionuję własności intelektualnej. Każdy artysta ma prawo zarabiać na swojej twórczości. Ale dlaczego jego spadkobiercy mają wyłączność na dysponowanie dziełem aż przez 70 lat po jego śmierci? Dlaczego w ogóle dzieła anonimowe są chronione? Zakładamy, że po 50 latach ktoś się zgłosi, przedstawi niezbite dowody na to, że jest autorem i zażąda pieniędzy? I najważniejsze: dlaczego autor, jeśli nie chce posiadać majątkowych praw autorskich, to musi wyraźnie się ich zrzec? Przecież znaczna większość ich nie chce, o czym świadczą problemy z utworami osieroconymi. Problem sam z siebie nie zniknie. Wręcz przeciwnie: będzie narastać szczególnie w dobie Internetu. Skoro nawet ustalenie praw autorskich do pojedynczego mema to zadanie dla kilku prawników, to może warto pomyśleć nad zmianą przepisów? Dzień Domeny Publicznej jest na to dobrym momentem.

No votes yet.
Please wait...